• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Solidarność lewacka się chwieje

Wtorek, 18 lipca 2017 (03:30)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Odwiedziny grobu Napoleona, wspólna kolacja na wieży Eiffla. Czy te gesty zbliżą prezydentów Donalda Trumpa i Emmanuela Macrona?

– Kurtuazja w kontaktach politycznych oczywiście ma swoje znaczenie. Natomiast istotne pytanie brzmi: czy Francja swoje losy będzie chciała związać tylko z Niemcami, tak jak to było dotąd, czy też będziemy mieli do czynienia z próbą ułożenia się alternatywnego, w tym wypadku także ze Stanami Zjednoczonymi.

Proszę pamiętać, że Emmanuel Macron to polityk wywodzący się z kręgów lewicowych, wydawało się, uwarunkowany tym, co te kręgi myślą o samym Donaldzie Trumpie i co mówią publicznie. A mówią dokładnie to, co lewica amerykańska za pośrednictwem tamtejszych mediów głównego nurtu – czyli odrzucają Trumpa jako wytwór zupełnie nieprzystający do rewolucji, którą projektują, i całego tego globalizmu, który realizują.

Macron szuka różnych odniesień.

– Owszem, zdaje sobie sprawę, że Francja znajduje się w niezwykle trudnej sytuacji, jeśli weźmiemy pod uwagę sprawy wewnętrzne. Chodzi zwłaszcza o imigrantów, ale Francuzom doskwiera również wysokie bezrobocie, a rozwój gospodarczy jest bardzo anemiczny. W tej sytuacji wydaje się, że dla Macrona spotkanie z Trumpem i próba porozumienia w kwestii zwalczania terroryzmu, a zarazem kurtuazja, która towarzyszyła tej wizycie – jest testowaniem, czy z Ameryką Trumpa da się coś ugrać. I vice versa: dla Donalda Trumpa ważne jest rozbicie pewnego ponadnarodowego sojuszu sił lewacko-globalistycznych. Warto bowiem uświadomić sobie, że establishment Stanów Zjednoczonych łączy o wiele więcej z lewicowym establishmentem europejskim niż z samym Donaldem Trumpem. To znaczy, że ta solidarność interesów wytwarza się nie tyle wewnątrz jednego, konkretnego kraju, ale są to międzynarodówki lewackie. Trump chciałby je w jakiś sposób zdekomponować, zwłaszcza po tym, jak cały ten krzyk sprzeciwu wobec nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych pojawił się w Komisji Europejskiej, wśród przywódców europejskich i wybrzmiał za pośrednictwem licznych europejskich mediów. Dlatego też przyjechał do Polski, gdzie spotkał się również z przywódcami państw Trójmorza. Chciał pokazać, że ma poparcie w tych krajach, a jednocześnie sam je popiera. Tym samym wysłał jasny sygnał, że jedność Unii Europejskiej w dotychczasowym wydaniu jest już pieśnią przeszłości i bardziej pragnieniem niż faktem. Macron testuje zatem, czy jakiś projekt z kierunkiem na Amerykę da się zrealizować. To pokazuje wyraźnie, że solidarność lewacka lekko się chwieje.

Uważa Pan za realny plan Macrona, żeby wykorzystując Brexit i kampanię wyborczą w Niemczech, wykreować siebie na lidera Europy?

– Z całą pewnością Macron podejmuje tego typu próby. Świadczą o tym chociażby nawiązania do Napoleona – zresztą mylnie uważa go za przywódcę czy polityka mającego wizję Francji. To był jeden z tych – nazwijmy to – jednoczycieli Europy na kanwie ideologii rewolucji francuskiej, stąd też połączenie uroczystości rocznicy zdobycia Bastylii z czynnikiem napoleońskim, który rozsiewa te idee po całej Europie. I być może młody Macron chciałby zostać określony młodym Napoleonem, oczywiście przy zachowaniu wszystkich proporcji. Chodzi tu przede wszystkim o to, żeby to nie Angela Merkel była liderem Europy, ale właśnie Emmanuel Macron. Żeby tak się stało, Macron musi grać nie tylko w orkiestrze z Niemcami, ale również szukać wsparcia poza Europą.

Ale czy Francja ma dane ku temu, żeby stać się liderem Europy?

– Moim zdaniem, Francja nie ma dzisiaj odpowiedniego potencjału, nie jest siłą zdolną do działania i oddziaływania na innych, ma zbyt wiele własnych problemów. Ale marzyć zawsze można. Żeby działać w szerszej perspektywie, nie można być jednowariantowym, nie można się orientować tylko na Niemcy, ale trzeba szukać innego czynnika wzmacniającego. I to – jako pierwszy – zrozumiał polski rząd, który Trumpa w tak mocny, zdecydowany i uroczysty sposób wprowadził do Europy. Natomiast Macron, jak widać, się uczy i próbuje robić to samo. Ale pragnienie bycia Napoleonem to dla niego zbyt wysoki próg.

Jakie różnice dostrzega Pan w wizytach amerykańskiego prezydenta w naszym kraju i we Francji?

– Prezydent Trump w Polsce wygłosił pewien manifest, zarysował swoją cywilizacyjną wizję świata Zachodu w odniesieniu do tradycji chrześcijańskiej. Natomiast Macron, zapraszając i goszcząc Donalda Trumpa we Francji, próbuje niejako wpisać go w pewną perspektywę oświeceniową po rewolucji francuskiej, a więc jak gdyby wkomponować go w projekt Europy laickiej, postrewolucyjnej. Z kolei dla Trumpa każda gra, która powoduje rozróżnienie antytrumpowskiej Europy, jest korzystna. I w tym rozumieniu podejmuje on grę z Macronem, co wcale nie oznacza, że będzie to kosztem Polski, bo w tym obszarze – jeśli weźmiemy pod uwagę całą tę układankę geopolityczną – nic się nie zmienia. Na horyzoncie na razie nie widać strategicznego sojuszu francusko-amerykańskiego, bo nic się nie zmieniło w układance Niemcy – Francja.

Trump i Macron mają odmienne zdanie na temat Polski.

– Dla Donalda Trumpa układ globalistyczno-lewacki, jaki dominuje w Unii Europejskiej, jest bardzo groźny. Dlatego popiera te kraje, które mają inne podejście do tego układu, w tym Polskę. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę Macrona, to trzeba powiedzieć, że jest on produktem marketingowym starej układanki lewicowej, która forsuje jako konieczne superpaństwo europejskie na gruncie multikulturalizmu. I tu się ścierają dwie różne wizje.

Poza deklaracjami ze strony amerykańskiej możemy rzeczywiście liczyć na takie wsparcie?        

– Tylko to, co się wydarzyło w Warszawie podczas wizyty prezydenta Trumpa, jest bardzo obiecujące i upodmiotawiające Polskę. To było jasne wskazanie, gdzie jest serce Europy i jak Polska ze swoją historią, wiarą i tradycją jest ważna dla Europy. Trump gra też dla siebie i jest świadom, że im więcej będzie miał trwałych sojuszników w Europie i on sam ich wesprze w razie potrzeby, tym jego pozycja w Europie będzie mocniejsza. Ale tego typu sprawy weryfikuje rzeczywistość i praktyka działania, a nie same deklaracje.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki