• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

BOR wraca na wokandę

Środa, 19 grudnia 2012 (02:00)

Jerzy Miller w tarapatach. Śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków i niewłaściwego nadzoru nad BOR w 2010 r. rusza od nowa.

O wznowienie śledztwa w sprawie działań Biura Ochrony Rządu zabiegała rodzina prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów rozpoznał zażalenia Marty Kaczyńskiej i pełnomocnika Jarosława Kaczyńskiego mec. Piotra Pszczółkowskiego na umorzenie we wrześniu przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga wyłączonego z głównego postępowania smoleńskiego wątku dotyczącego byłego szefa MSWiA Jerzego Millera.

Wczoraj sąd wytknął śledczym, że pominęli zapisy ustawy o działach administracji rządowej, mówiące o tym, że jeżeli istnieje jakiekolwiek podejrzenie dotyczące bezpieczeństwa konstytucyjnych organów państwa, minister spraw wewnętrznych ma obowiązek informowania o tym premiera i prezydenta.

– Stąd konkluzja, że o sprawach istotnych dla bezpieczeństwa państwa minister spraw wewnętrznych musi mieć wiedzę – komentuje mec. Pszczółkowski.

Sędziowie uwzględnili oba złożone zażalenia i nakazali prokuraturze kontynuację śledztwa, które – zdaniem sędziego Konrada Mielcarka – umorzono przedwcześnie, bez wyjaśnienia całokształtu okoliczności sprawy.

Sąd nakazał przesłuchanie we wznowionym śledztwie Jerzego Millera i byłego wiceszefa MSWiA gen. Adama Rapackiego, któremu podlegało BOR, oraz ministrów spraw wewnętrznych z lat 2004-2010, tak by przeprowadzić szeroką analizę prawną zagadnienia nadzoru nad BOR.

Dopiero wtedy – mówił sędzia – prokuratura będzie mogła zbadać, czy doszło do niedopełnienia obowiązków i czy miało to charakter umyślny (co jest konieczne, by zarzucić przestępstwo tego typu). Tym samym sąd uwzględnił wytyczne, jakie wskazał w zażaleniu mec. Pszczółkowski. Postanowienie sądu jest prawomocne.

Prokuratura ma teraz obowiązek wznowić śledztwa w sprawie domniemanego niedopełnienia obowiązków i niewłaściwego nadzoru nad Biurem Ochrony Rządu w 2010 r. przez ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera. Musi też uwzględnić zalecenia wskazane przez sąd, także te dotyczące przesłuchań. O tym, kogo należy przesłuchać, decyduje jednak nie sąd, ale prokurator. Może on też podjąć decyzję o ponownym umorzeniu postępowania. Wtedy pokrzywdzonemu przysługuje prawo złożenia subsydiarnego aktu oskarżenia – sporządza go wówczas nie prokurator, ale strona pokrzywdzona.

– Decyzja sądu jest wiążąca, powoduje uchylenie decyzji o umorzeniu postępowania. Postępowanie pozostaje w toku – mówi Renata Mazur, rzecznik praskiej prokuratury. Nie wiadomo, kiedy zostaną podjęte decyzje co do przesłuchań. – Najpierw musimy odzyskać akta, które są w sądzie – dodaje prokurator.

W ocenie Pszczółkowskiego, rozstrzygnięcie prokuratury, która nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w działaniach byłego szefa MSWiA Jerzego Millera, uznając, że mógł podjąć jedynie decyzje personalne, nie wyczerpywało kwestii nadzoru nad BOR.

– Nadzór to nie tylko obserwacja i spostrzeżenia, ale też współkierowanie i kontrola – argumentował prawnik.

– Po polskiej stronie BOR jest źródłem lwiej części zaniedbań. Gdyby w Polsce 10 kwietnia 2010 r. doszło do zamachu stanu, prezydent dowiedziałby się o tym dopiero po wylądowaniu, bo funkcjonariusze BOR nie znali numeru telefonu satelitarnego na pokładzie tupolewa. Pilotom nie przekazano nawet, że Ił-76 z kolumną samochodową nie wylądował w Smoleńsku. Swoją drogą, ciekawe, co by BOR wymyśliło po wylądowaniu – jak prezydent dojechałby do Smoleńska – wyliczał mecenas, apelując do sądu o nakazanie prokuraturze „ukończenie postępowania”.

W zażaleniu na decyzję prokuratury mec. Pszczółkowski powoływał się na przepisy polskiego prawa, w tym m.in. na przepisy ustawy o Radzie Ministrów, która określa obowiązki i kompetencje ministra spraw wewnętrznych, mówiące o tym, że to minister kierujący okresowym działem administracji publicznej ustala w drodze obwieszczenia wykaz jednostek organizacyjnych jemu podległych.

– Na podstawie tych przepisów wskazano, że jednostką podległą ministrowi spraw wewnętrznych i administracji jest BOR. I że nadzór ze strony MSWiA nie może ograniczać się tylko do działań nadzorczych w stosunku do BOR, ale należy ten nadzór de facto sprawować – mówi prawnik.

Pszczółkowski przywołał też ustawę o BOR, konkretnie art. 2 ust. 3 mówiący o tym, że to minister spraw wewnętrznych i administracji podejmuje decyzje w zakresie działań związanych z ochroną konstytucyjnych organów państwa, w szczególności prezydenta RP.

– Prokuratura przyjęła argumentację, że w zasadzie minister spraw wewnętrznych i administracji nic nie może. W BOR działo się bardzo źle, biegli wytknęli aż 20 uchybień, jeśli chodzi o operację ochrony śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Można powiedzieć, że prezydent w zasadzie w ogóle nie był chroniony. Należało więc zapytać, jak to się stało, że organ nadzorujący BOR, czyli minister spraw wewnętrznych i administracji, nie podjął żadnych działań, aby temu zapobiec, oraz dlaczego zaniechał wszelkich działań, które by tę kwestię wyjaśniały. Sąd podzielił tę argumentację, stwierdzając, że wyjaśnienia prokuratury, jakoby nic nie można było w tym kierunku zrobić, są nieuprawnione. Sąd stwierdził, że BOR to ważna służba dotycząca ochrony porządku publicznego i funkcjonowania państwa. Nadzór nad nią powinien wymagać szczególnej uwagi ze strony ministra spraw wewnętrznych i administracji. Świadczą o tym poszczególne przepisy polskiego prawa – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mec. Piotr Pszczółkowski. – Mam nadzieję, że prokuratura podejmie stosowną decyzję i że w przyszłości zostaną postawione zarzuty – dodaje prawnik.

Anna Ambroziak