Afera reprywatyzacyjna
Porcja uników
Czwartek, 13 lipca 2017 (18:36)Prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz „Konstytucja zabrania pojawienia się przed komisją weryfikacyjną”. Ale okazuje się, że nie przeszkadza w tym, by pojawili się tam pełnomocnicy ratusza.
Przeciągnąć sprawę do wyborów i liczyć na to, że władzę przejmą siły polityczne, które nie uznają za stosowne zapytać Hannę Gronkiewicz-Waltz o przebieg procesu reprywatyzacji w Warszawie pod jej rządami. Ten tok rozumowania w świetle kolejnych działań wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej Hanny Gronkiewicz-Waltz zdaje się aż nadto czytelny.
W czasie gdy swoje prace powinna rozpoczynać komisja weryfikacyjna, a prezydent Warszawy odpowiadać na pytania, zobowiązana mówić prawdę, stanęła przed telewizyjnymi kamerami. I zaprezentowała – ale już nie pod rygorem odpowiedzialności karnej – własną wersję przebiegu zdarzeń. Po raz kolejny prezydent Gronkiewicz-Waltz stwierdziła, że „większość przepisów ustawy jest niezgodna z Konstytucją”. Dlatego też nie uznaje, by jako prezydent była stroną w sprawie. – Co prawda pani magister Przyłębska uważa inaczej, ale ja dysponuję opiniami profesorów prawa – stwierdziła Gronkiewicz-Waltz, odnosząc się do opinii wyrażonej przez prezes Trybunału Konstytucyjnego Julię Przyłębską.
W kontaktach z komisją weryfikacyjną nastąpił jednak kolejny przełom. Choć przed komisją osobiście prezydent Warszawy się nie pojawiła, to jednak stawiła się – wysłana tam przez prezydent – grupa pełnomocników miasta stołecznego. Ci też korzystali z przysługującej stronie możliwości zadawania pytań świadkowi.
Znacząca nieobecność
Zdaniem członka komisji Pawła Lisieckiego, nieobecność prezydent Gronkiewicz-Waltz jest znacząca. – Informacje uzyskane od pani prezydent moglibyśmy skonfrontować z informacjami, które wnieśli do sprawy świadkowie do tej pory przesłuchiwani przez komisję. Osoby, które zostały wyznaczone przez panią prezydent do tej sprawy – biorąc pod uwagę krótki staż w urzędzie miasta – raczej nie są w stanie nam przedstawić informacji, które wnieść mogłaby pani prezydent. Moim zdaniem, jest to unik ze strony pani prezydent i nie powinna pani prezydent czegoś takiego stosować, chcąc wyjaśnić sprawę dogłębnie, tak jak to deklaruje – ocenia Lisiecki.
Pełnomocnicy przypomnieli, że prezydent Warszawy wniosła do Naczelnego Sądu Administracyjnego wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego w sprawie reprywatyzacji między miastem a komisją. I że w związku z tym, do czasu rozstrzygnięcia kwestii, komisja powinna zawiesić prace. Sama prezydent, tłumacząc wysłanie pełnomocników, stwierdziła, że decyzja w tej sprawie wynika z art. 12 regulującego prace komisji – mówiącego o pomocy organów administracji rządowej i samorządowej dla komisji. Ten akurat przepis, według prezydent Warszawy, nie jest niezgodny z Konstytucją. Na tej samej podstawie komisja otrzymuje z ratusza dokumenty dotyczące spraw reprywatyzacyjnych.
O wybiórczym uznawaniu komisji weryfikacyjnej przez prezydent Warszawy świadczy również fakt, że Hanna Gronkiewicz-Waltz odwołała się od decyzji komisji, która nałożyła na nią – za niestawienie się na wezwanie – dwukrotnie karę po 3 tys. zł. Komisja zajęła się sprawą reprywatyzacji, od której rozpoczął się wybuch afery reprywatyzacyjnej. Chodzi o nieruchomość pod dawnym adresem Chmielna 70, mieszczącą się obecnie przy Pałacu Kultury i Nauki. Po raz drugi zeznawał Krzysztof Śledziewski, urzędnik ratusza, który przygotowywał decyzję zwrotową. W związku z tą reprywatyzacją, już po wybuchu afery, dostał informację o dyscyplinarnym zwolnieniu. Decyzję zwrotową w 2012 r. wydano, nie uwzględniając, że właściciel dwóch trzecich nieruchomości – Duńczyk Martin Holger – otrzymał odszkodowanie na podstawie umowy międzynarodowej.
Artur Kowalski