• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Trump obudził w nas narodową dumę

Sobota, 8 lipca 2017 (20:33)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Emocje po wizycie prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie powoli opadają. Co nam pozostanie po tej wizycie na dłużej? Jakie będą czy też mogą być jej wymierne efekty?

– Jest kilka aspektów, na które chciałbym zwrócić uwagę. Przede wszystkim wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie ma duże znaczenie wizerunkowe dla polskich władz. Rząd Prawa i Sprawiedliwości był bezpardonowo atakowany przez polskie środowiska opozycyjne, a zarazem unijną zagranicę i przedstawiany w Polsce i w świecie jako ten, który jest izolowany, oraz jako ten, który nie przestrzega tzw. norm europejskich czy wręcz łamie reguły demokracji, wolności itd. Natomiast Donald Trump, prezydent największego światowego mocarstwa, kraju o ugruntowanej demokracji, pokazał Polskę jako wzór dla Europy. Przedstawił Polskę jako serce Europy, jako czynnik, który spełniał istotną rolę w historii, kiedy bronił ją czy to przed zalewem bolszewizmu w 1920 r., czy przed dwoma totalitaryzmami – narodowym socjalizmem niemieckim i komunizmem rosyjskim w czasie II wojny światowej i po wojnie, ale zaznaczył, że Polska jest również współcześnie niezbędna Europie. Zwrócił uwagę, że Polska z tradycyjnymi wartościami, w której Bóg i chrześcijaństwo stanowią główny czynnik kulturowy, z silnie zarysowaną postacią św. Jana Pawła II jest wręcz błogosławieństwem dla zlaicyzowanej Unii Europejskiej. I to wyróżnienie Polski napawa dumą – zwłaszcza że pada z ust przywódcy największego mocarstwa na świecie. W tym względzie pokazanie przez prezydenta Trumpa naszemu Narodowi, a zarazem elitom politycznym – nie tylko polskim, ale również europejskim – że Polska ma prawo być dumna ze swoich dokonań i spełniać potężnie ważną rolę w przestrzeni nie tylko europejskiej, ale światowej, jest to rzecz bezcenna i na to będziemy mogli się powoływać na różne sposoby. Oczywiście oprócz tego będą jeszcze konsekwencje polityczne, równie istotne i ważne.

Z Warszawy – jak Pan Profesor zauważył – padły ważne słowa, można powiedzieć, że skierowane do całego świata, które przejdą do historii. Tylko czy świat, tak mocno zapatrzony w siebie, w ogóle je dostrzeże?

– Ważne, żeby Polacy dostrzegli, przyjęli ten przekaz i wyciągnęli z tych słów prezydenta Trumpa odpowiednie wnioski. Targowica polska od dwudziestu kilku lat bazuje na naszych kompleksach. Stąd często słyszymy, jak to pod względem zwyczajów, tradycji jesteśmy bardzo zapóźnieni, wręcz uwstecznieni w stosunku do Europy Zachodniej. Natomiast fakty są zupełnie inne i prezydent Stanów Zjednoczonych uzmysłowił nam, że powinniśmy być dumni ze swoich dokonań. W tym znaczeniu niejako zaaplikował nam lekarstwo, które powinno nas wyleczyć z tych niczym nieuzasadnionych kompleksów, w które wprowadziła nas, Polaków, poprzednia władza. Jeśli to się spełni, to już będzie dużo.

Jak na tle tej wizyty wypada tzw. opozycja totalna, która wcześniej ostro krytykowała Donalda Trumpa?

– Bardzo słabo. Obecna polska opozycja tak mocno zbratała się z Niemcami, że nie bardzo wiadomo, czy są to ugrupowania polskie czy może już niemieckie. Oczywiście, że po tej wizycie prezydenta Stanów Zjednoczonych w Polsce będą ataki, tak jak się atakuje Donalda Trumpa, twierdząc, że to jego przemówienie na placu Krasińskich było nic niewarte. Tyle że temu przemówieniu przysłuchiwał się z uwagą cały świat i choć będą tacy, którzy się nie zgadzają z tym przekazem, którzy krytykują Trumpa, to chcąc nie chcąc będą musieli przyjąć do wiadomości te słowa. Tego nie da się przemilczeć. Sądzę, że jako państwo, jako Polska będziemy mieli okazję, żeby się do tych słów odnosić. Również przedstawiciele państw zachodniej Europy czy elity brukselskie będą musiały się do tego odnieść.

Czy wpłynie to na postrzeganie Polski?

– Nie sądzę. Zresztą zdanie europejskich elit nie ma tu żadnego znaczenia, bo tam odbywa się gra interesów. Tak czy inaczej jeśli będziemy krytykowani, to fakt docenienia Polski i przedstawienie nas przez prezydenta Trumpa jako państwa z amerykańskiego snu – jak to określił prezydent Andrzej Duda, podsumowując tę wizytę – daje nam dodatkowe możliwości wizerunkowego odbicia się w przestrzeni ogólnoeuropejskiej czy wręcz ogólnoświatowej.

Chyba żaden z przywódców nie mówił wcześniej tak jasno o wierze w Boga, o wartościach rodziny. Czy tym samym jasno zdefiniował konflikt, o co idzie spór?

– Prezydent Trump w Warszawie wypowiadał się jako klasyczny przywódca świata Zachodu, który ma świadomość, czym jest nasza cywilizacja zachodnia, że jest ona personalistyczna, bardzo mocno osadzona w tradycji chrześcijańskiej. Apelował do Europy o refleksję, bo jeśli zapomni o swojej tożsamości i kulturze chrześcijańskiej, jeśli będzie się kierować poprawnością polityczną wykorzeniającą ją z tradycji i ducha, to przegra cywilizacyjną wojnę, którą się toczy. To była mądra diagnoza. Prezydent Trump zwrócił też uwagę na zagrożenia, które jasno należy zdefiniować, że ci, którzy chcą zniszczyć tę zachodnią cywilizację, powinni znaleźć odpowiedni odpór. Donald Trump tym przemówieniem na placu Krasińskich w Warszawie pokazał się jako klasyczny, zdecydowany przywódca świata Zachodu, a nie bełkotliwy postmodernista czy przedstawiciel nowej lewicy, który jeżeli coś mówi, to jest to autodestrukcja i absolutna negacja w stosunku do tego, czym jest nasza cywilizacja i nasza kultura. Oczywiście Donald Trump przy całym szacunku i uznaniu dla jego słów wypowiedzianych w Polsce, nie jest wzorem moralności w znaczeniu życia rodzinnego, zwłaszcza w przeszłości, natomiast z Warszawy wysłał jasny, precyzyjny i mocny sygnał w obronie wartości i całej zachodniej cywilizacji. I to było bardzo mądre, niezwykle dojrzałe. Co również należy podkreślić, to fakt, że przy zdecydowaniu wypowiedzi nie było to przemówienie konfrontacyjne, ale bardzo dyplomatyczne.

W tej sytuacji chyba można powiedzieć, że zagrożona cywilizacja zachodnia zyskała nowego, poważnego obrońcę…?

– Tak sądzę. Największym wrogiem naszej cywilizacji, kultury zachodniej jesteśmy my sami i to warto sobie uświadomić. Mam tu na myśli zdziczałe, pozbawione zdolności do refleksji elity, które z wielką nienawiścią odnoszą się do dziedzictwa, do całej tej spuścizny, szczególnie do spuścizny chrześcijańskiej i narodowej, do patriotyzmu, który prezydent Trump tak mocno podniósł w kontekście Powstania Warszawskiego. Nikt ze światowych przywódców – wcześniej – nie dowartościował tak mocno Powstania Warszawskiego, jeśli już, to mówiło się bardziej o Powstaniu w Getcie Warszawskim. I biorąc to wszystko pod uwagę, można powiedzieć, że Donald Trump rzeczywiście jest wyjątkową postacią, wyróżniającą się w sposób zdecydowany na korzyść na tle innych – często bardzo miałkich przywódców świata zachodniego. Co więcej, reprezentuje on największe mocarstwo na świecie, i o tym nie wolno zapominać.

Gdzie Donald Trump ma największych oponentów?

– Prezydent Donald Trump ma największych wrogów – nawet nie na zewnątrz czy to w islamie, w Rosji czy w Chinach, ale paradoksalnie we własnym, amerykańskim społeczeństwie. Widać to było chociażby podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą, kiedy został zaatakowany przez jedną ze stacji telewizyjnych ze Stanów Zjednoczonych. Fala oszczerstw czy nieprawdziwytch informacji, z jakimi się spotyka, jest zatrważająca. Zresztą z podobną falą niechęci czy wręcz wrogości spotyka się obecny polski rząd, który też jest atakowany przez liberalno-lewicowe media i środowiska polityczne, które nie mogą się pogodzić z utratą władzy. Można zatem powiedzieć, że gdyby wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wygrała Hillary Clinton, to rządząca w Polsce prawica miałaby niewspółmiernie trudniejszą sytuację w przestrzeni międzynarodowej niż za prezydentury Donalda Trumpa, który jak widać jest Polsce życzliwy.

Po tej wizycie i po słowach wypowiedzianych przez prezydenta Trumpa chyba nikt nie będzie miał wątpliwości co do tego, że rząd zjednoczonej prawicy nie wyprowadza Polski na obrzeża Europy, ale przeciwnie – stawią ją w centrum?

– Krytycy i malkontenci zawsze się znajdą, będą mówić, że postawienie przez obecne polskie władze na Trumpa to jest ustawianie Polski przeciwko Europie, przeciw demokracji, bo w ich ocenie Donald Trump to nie jest demokrata itd. A zatem zapewne będziemy mieli próby umniejszenia wagi tej wizyty w Polsce, ale nie należy na to zwracać szczególnej uwagi. Ważne, że sojusznikiem Polski jest prezydent największego mocarstwa na świecie, który – jak się wydaje – rozumie nasze potrzeby, jasno stawia akcenty, który w kontrze do globalizmu wspiera państwo i buduje coś pozytywnego, coś, co można by nazwać lokalizmem. Co również warte podkreślenia, Trump nikomu nie chce narzucać chrześcijaństwa, ale broni szeroko pojętej tradycji Zachodu. Wartość widzi także we współpracy suwerennych państw, co zaakcentował w Warszawie, niż w tworzeniu państwa globalnego, bo społeczeństwa – w przeciwieństwie do rządzących – nie chcą jeszcze większej otwartości, większej swobody przepływów i swobodnego życia w sensie odrzucenia wartości, ale głębsza refleksja i świadomość społeczna sprawia, że przywódcy tzw. postępowego świata – w końcu też zależni od woli wyborców – chcąc nie chcą – muszą się z ich zdaniem liczyć.        

Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki