• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Brat Polski Donald Trump

Piątek, 7 lipca 2017 (20:46)

Z Adamem Andruszkiewiczem, prezesem Stowarzyszenia Endecja, posłem Ruchu Kukiz’15, członkiem Eurorealistycznego Zespołu Parlamentarnego, rozmawia Rafał Stefaniuk

Donald Trump nazwał wizytę w Polsce „wspaniałym doświadczeniem”. Który z elementów wizyty prezydenta USA uważa Pan za najistotniejszy?

– Bez wątpliwości był to szczyt inicjatywy państw Trójmorza, który odbył się pod przywództwem naszego kraju. To z pewnością ugruntuje pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Jest przy tym jasnym sygnałem, że w razie chwiania się struktur Unii Europejskiej, która mimo licznych kryzysów dodatkowo osłabia się napływem muzułmańskich migrantów, zawsze mamy możliwość budowania czegoś twórczego. Na efekty tego elementu wizyty Trumpa w Warszawie trzeba położyć szczególny nacisk.

Idea ta ma przed sobą przyszłość? Nie da się nie zauważyć istotnych różnic między zainteresowanymi krajami?

– Rzeczywiście, sytuacja nie jest łatwa. Część krajów Trójmorza kwestionuje choćby polskie przywództwo w grupie. Tu prym wiedzie Litwa. Ale w polityce często trzeba patrzeć ponad wzajemne uprzedzenia. Kryzys Unii jest faktem. Wieszczy się jej niechybny upadek. To nie są słowa na wyrost. Każdy może dojść do takich wniosków, obserwując to, co Europie prezentują elity brukselskie. Unia się rozpadnie i co potem? Warto już dziś o tym pomyśleć. Budowa sprawnie działającej instytucji w tej części Europy jest w interesie nas wszystkich. Trzeba więc wznieść się ponad podziały i uprzedzenia i wypracować najlepszy model współpracy.

Rosjanie i Niemcy będą się spokojnie przyglądać, jak Europa Środkowa i Wschodnia integruje się bez ich patronatu?

– Reakcja na pewno będzie, nie wiemy tylko, jaką przyjmie formę. Trójmorze szczególnie leży w opozycji do polityki Niemiec, które przegrywają z pokusą narzucania innym krajom swojej woli. Jestem pewny, że Berlinowi nie podoba się to, że Warszawa stara się wybić na niezależność.

Niezadowoleni są także Ukraińcy, którzy w mocnych słowach komentują brak zaproszenia do Warszawy dla Petro Poroszenki.

– Widać przyzwyczaili się do specjalnego traktowania. Jednak ich irytacja doprowadziła do tego, że popełnili wielki dyplomatyczny błąd. W momencie, gdy prezydent Donald Trump przebywał w Warszawie, ci wezwali do ukraińskiego MSZ polskiego ambasadora w Kijowie Jana Piekło, aby tłumaczył się ze słów ministra Witolda Waszczykowskiego, który stwierdził, że „Ukraina nie wejdzie do Europy z Banderą”. To wyraźna próba upokorzenia Polski na arenie międzynarodowej. Warszawa powinna teraz zaostrzyć politykę względem Kijowa i stanowczo upomnieć Ukraińców, żeby do takich sytuacji już więcej nie dochodziło.

To kwestia gloryfikacji OUN – UPA mogła przesądzić o tym, że Ukraińców w Warszawie nie było?

– Trudno powiedzieć, czy miało to decydujące znaczenie. To, co jest pewne, to to, że Ukraina nie umie ułożyć sobie stosunków z Warszawą. Jej jedyną strategią jest szantaż emocjonalny, że u nich trwa wojna. Sprawa Bandery pokazuje, że im nie zależy na poprawie stosunków między naszymi narodami. Żaden kraj nie może zgodzić się na to, że inny będzie gloryfikował zbrodniarzy i morderców. Polska również. A jak wiemy, nasi rodacy na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce byli mordowani w bestialski sposób.

To, co podkreślają komentatorzy na całym świecie, to ciepłe przywitanie prezydenta USA w Warszawie. Czym Trump podbił serca Polaków?

– Kluczowe było to, że Trump przyleciał do Warszawy jako brat i partner, a nie mentor. Nie zachowywał się tak jak przedstawiciele unijnych elit, które nas ciągle pouczają i biją kijem po głowie. Widać, że przygotował się do tej wizyty i podkreślił znaczenie ważnych dla nas wydarzeń historycznych. Nie twierdził, że jest u nas zagrożona demokracja, ale szukał partnerstwa i porozumienia w kwestiach dla obu krajów istotnych. To zostało zauważone i docenione przez Polaków.

Z kolei na ulicach Hamburga, gdzie odbywa się szczyt G20, doszło do zamieszek. Jest wielu rannych, a policjanci użyli armatek wodnych i gazu pieprzowego…

– To pokazuje, jaka jest różnica między Polską a Europą Zachodnią. Zrobiliśmy z wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych wielkie święto. Morze ludzi zalało ulice. Z kolei w Niemczech leje się krew. Dlatego wydaje mi się, że jeżeli mówimy o rozwiniętej demokracji, to jest ona w Polsce, a nie w Niemczech.   

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk