Polska stała się wzorem
Czwartek, 6 lipca 2017 (21:11)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie przesłanie popłynęło dziś z Warszawy do świata z ust prezydenta Stanów Zjednoczonych?
– Tych akcentów było wiele, ale myślę, że niezwykle ważne było stwierdzenie prezydenta Donalda Trumpa, że Polska jest sercem Europy. Silna Polska to błogosławieństwo dla narodów Europy. To są bardzo ważne słowa. Można powiedzieć, że w świetle tego, co się dzieje w Europie i na świecie, to wystąpienie prezydenta Trumpa było – można powiedzieć – programowym, wręcz historycznym wydarzeniem. Było to także wystąpienie bardzo dobre dla Polski. Uderzył w najgłębsze nuty polskości, mówił o Polsce bohaterskiej, dumnej, o Polsce, która nigdy nie dała się złamać. Programowo było to jednocześnie nowe otwarcie w zakresie polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.
Są w Polsce politycy, którzy szydzą z Ojczyzny za granicą, tymczasem do Warszawy przyjeżdża prezydent Stanów Zjednoczonych i stawia Polskę za wzór…
– Gdyby nie przyjechał, to mielibyśmy narrację, że prezydent Stanów Zjednoczonych lekceważy Polskę. Ale kiedy przyjechał, to też jest źle, bo nie powiedział tego, co chcieli usłyszeć. To jest przejaw hipokryzji i wyraz braku odpowiedzialności ze strony tzw. opozycji totalnej. Uważam, że na tę wizytę trzeba patrzeć całościowo i ocenić poszczególne elementy. Byłem na tym spotkaniu z prezydentem Trumpem na placu Krasińskich i z bliska widziałem, jak tłum ludzi witał przedstawicieli i liderów Platformy i PSL-u. Jedno, co politycy usłyszeli od obywateli, od suwerena, to okrzyki: złodzieje! Tam nie było braw, to nie był entuzjazm, ale to były okrzyki oskarżające: złodzieje! Sądzę, że politycy Platformy mieli dziś gorzką pigułkę do przełknięcia, biorąc pod uwagę wcześniejsze fochy Grzegorza Schetyny i całej tej formacji oraz brak odpowiedzialności – żeby nie powiedzieć – głupotę przejawiającą się w wypowiedziach o ewentualnej ich obecności na spotkaniu z prezydentem Trumpem.
Na placu obecny był Lech Wałęsa, którego prezydent Trump przywitał.
– Wałęsa zapowiadał spotkanie z prezydentem Trumpem, ale siedziałem kilkanaście metrów od Lecha Wałęsy i nie widziałem, żeby dostąpił zaszczytu rozmowy z prezydentem Stanów Zjednoczonych. Trump podszedł do weteranów, żołnierzy i harcerzy. Kiedy zaś prezydent Trump wymienił nazwisko Lecha Wałęsy – czym zresztą pokazał klasę – tłum zaczął wymownie buczeć. Symptomatyczne, jeśli chodzi o Lecha Wałęsę, jest to, że kiedy noblista wchodził na plac, tłum skandował: Bolek- zdrajca!
Skupmy się może na Donaldzie Trumpie, który wspomniał też o zagrożeniu dla bezpieczeństwa Europy i świata, jakim jest terroryzm islamski. Ale fundamentalne pytanie, jakie zadał w tym kontekście, brzmi: czy Zachód ma wolę, by przetrwać? Czy będziemy bronić naszych wartości, granic, cywilizacji? Jak należy interpretować te słowa?
– Donald Trump pokazał całe tło historyczne, co jest niezwykle ważne. Była to wielka lekcja historii Polski dla Amerykanów i świata. Prezydent pokazał, jak ważna jest Polska i czym jest wkład Polski w historię współczesnej Europy i świata, a jednocześnie wskazał, czym się wyróżniamy od innych. Prezydent Trump wyróżnił m.in. naszą wolę wolności, walki, niezłomność polskiego Narodu. W tym kontekście pokazał, że aby walczyć z zagrożeniami, jakie stoją przed światem, trzeba mieć właśnie tę świadomość wolności, determinację w dążeniu do celu i hart ducha, co mają Polacy. W swoim wystąpieniu Trump wiele mówił o bohaterstwie Polaków w dążeniu do wolności, niepodległości, co więcej, ukazał to jako wzór, z którego powinna czerpać cała Europa. Polska stała się dla prezydenta Trumpa wzorem i od tego wyszedł w swoim przemówieniu, mówiąc o przyszłości walki z terroryzmem i zagrożeniami, jakie stoją przed współczesnym światem. Prezydent Stanów Zjednoczonych zrobił dzisiaj najlepszą z możliwych reklamę Polski w świecie. Lepszego PR-u nie mógł nam zafundować.
Sygnał do Europy i świata został wysłany, ale pytanie, jak zostanie to odebrane.
– Jako polski polityk cieszę się z tego przekazu, bo to nie był sygnał, ale komunikat wysłany do zachodniej Europy. Drugi akt będzie w Hamburgu podczas szczytu G20. I właściwie po tym, co zobaczymy i usłyszymy w Niemczech, pojawi się cały obraz, poznamy też wagę tego wydarzenia. Na politykę trzeba patrzeć całościowo i mieć świadomość, że to nie był przypadek, że prezydent Trump najpierw wylądował w Warszawie, a nie w Berlinie czy w Paryżu. To nie jest przypadek, że spotkanie z Polakami rozpoczęto od składania kwiatów pod pomnikiem Powstańców Warszawskich czy złożenie przez córkę prezydenta Ivankę Trump kwiatów przed warszawskim pomnikiem Bohaterów Getta i odwiedziny Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Wizyta była krótka, ale treściwa, z całą masą ważnych symboli. Myślę, że jest jeszcze wiele kwestii, o których póki co się nie mówi głośno. Również prezydentowe Agata Duda i Melania Trump spotkały się w przyjaznej atmosferze, co pokazuje, że nie była to tylko wizyta jednoosobowa prezydenta Stanów Zjednoczonych, który wpadł do Warszawy na parę godzin. Ta wizyta amerykańskiej pary prezydenckiej pokazała, że jest to początek czegoś nowego w relacjach polsko-amerykańskich, czegoś bardzo długofalowego.
Jak to rozumieć?
– Dzisiaj jesteśmy świadkami tworzenia się wariantu „B” dla Europy i nie tylko. Trójmorze staje się faktem, coś, co jeszcze kilka lat temu wydawało się mrzonką, wyśmiewaną przez polskich i zachodnich polityków, powoli staje się faktem. A Stany Zjednoczone stały się czymś w rodzaju ojca chrzestnego tej idei, inaczej mówiąc, brukselskie elity mogą mieć poważny problem. Wydawało się, że coraz mocniej zarysowuje się Europa dwóch prędkości ze strefą euro, tymczasem niespodziewanie dla rozdających karty w Unii Niemiec i Francji wyrosła czy rośnie bardzo realna alternatywa, która może jest nie w smak i może być bardzo niechętnie odbierana przez brukselskie elity.
Prezydent Trump podczas konferencji prasowej poparł inicjatywę Trójmorza, zadeklarował też, że będzie pomagać Polsce w uniezależnieniu się od dostaw gazu z Rosji…
– Dokładnie. Niektórzy mówią, że Trump jest urodzonym handlowcem i gdziekolwiek się uda, to wszędzie zrobi interes. Przyjeżdżając do Polski, sprzedał nam systemy rakietowe Patriot, sprzedał gaz i jeszcze dostał rabat od Polaków. Ale na tym polega polityka zagraniczna. Polska potrzebowała gazu i uzbrojenia, a te dwa elementy, czyli broń i gaz, liczą się we współczesnym świecie bardziej niż brygada żołnierzy. Można powiedzieć, że został zawarty „ślub”, i to na długie lata. W tej sytuacji dyskusja, czy w Polsce będą stałe bazy amerykańskie, czy nie będą, schodzi na drugi plan. Na dzień dzisiejszy weszliśmy na wyższy poziom współpracy, co więcej, w pewnym sensie związku ze Stanami Zjednoczonymi. Proszę pamiętać, że systemy rakietowe Patriot, i to w najnowszej wersji, nie są sprzedawane każdemu, kto o to zabiega. Warto mieć tego świadomość i nie traktować tej decyzji jako zakupu tanich perfum na bazarze. To dowód, że Amerykanie, robiąc interesy, nie tylko zarabiają, ale przede wszystkim inwestują w Polskę. Powierzenie patriotów sojusznikowi w Europie Środkowej to jest pokazanie rangi zaufania, jakim Stany Zjednoczone obdarzają Polskę z jednoczesnym wskazaniem perspektywy tego sojuszu z Polską i jego umocowania.
Ale w komentarzach pojawiają się głosy o tym, że nie było mowy o wspomnianych przez Pana stałych bazach amerykańskich w Polsce…
– Nie wszystko w relacjach międzynarodowych musi zostać wyrażone słowami, ale podpisami pod dokumentami. Przecież dziś nie może być chyba większego dowodu na wsparcie dla Polski jak sprzedaż nam patriotów. Jeżeli komuś to nie wystarcza, to nie bardzo to rozumiem. Takie podejście świadczy o złośliwości i zwykłym czepianiu się i z całą pewnością nie jest to przejaw racjonalnego myślenia. Ponadto ktoś będzie musiał te systemy Patriot obsługiwać, a w grę wchodzi cały system kształcenia, szkolenia, zabezpieczenia itd. Mówimy o ogromnym przedsięwzięciu i kolosalnych pieniądzach, ale są to środki zainwestowane w polskie bezpieczeństwo. Czy w tej sytuacji może być coś ważniejszego? W tym kontekście trzeba powiedzieć o bezpieczeństwie energetycznym. Mianowicie od 27 lat poszczególne rządy wiele mówiły o dywersyfikacji dostaw gazu. Miał być gaz z Kataru i inwestor katarski szumnie zapowiadany przez ówczesnego premiera Donalda Tuska, ale na PR-ze się skończyło. Podobnie było z gazoportem, którego Platforma nie potrafiła dokończyć w terminie, rząd Tuska i Kopacz pozwolił na budowę rurociągu Nord Stream 1 i wykazał się bezradnością wobec Nord Stream 2. W tej sytuacji powstaje pytanie, jak długo jeszcze Polska ma czekać? Nie możemy czekać, bo zwyczajnie nas na to nie stać. Bezpieczeństwo, także energetyczne, jest kwestią priorytetową i Polski nie stać, aby dłużej być uzależnionym od jednego dostawcy.
Prezydent Trump rzeczywiście podkreślił, że jest zielone światło, aby długoterminowy kontrakt w sprawie dostaw gazu skroplonego ze Stanów Zjednoczonych do Polski został zawarty. Ale to to oznacza, że będziemy konkurować z Rosją i Niemcami. Czy Gazprom i Niemcy tak łatwo pozwolą sobie wyrwać środkowoeuropejski rynek gazu?
– To nie ma żadnego znaczenia, czy to się spodoba Rosji czy Niemcom. Czy ktoś pytał się nas o zdanie, czy ktoś, dogadując się ponad naszymi głowami, interesował się Polską? Czy elity niemieckie, które są ściśle powiązane z Gazpromem, myślały o Polsce, wchodząc w projekt Nord Stream 2? Frazesy o solidarności unijnej, solidarności gazowej można włożyć między bajki. To, co robią Niemcy, nie ma nic wspólnego z solidarnością. To, że Gazprom uzależnia przy milczącej akceptacji elit brukselskich już całą Europę od dostaw gazu, jest faktem. My mamy świadomość tego, że to uzależnienie jest jak narkotyk, jak nałóg i nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć, że to się źle skończy. To ostatni dzwonek, żeby wyjść i zerwać z tym uzależnieniem, a jednocześnie mamy okazję wypracować pewną realną alternatywę dostaw błękitnego paliwa. Nie jesteśmy państwem leżącym na złożach gazu, więc musimy ten surowiec kupować. Pytanie brzmi, skąd, w jakiej formule, która zapewni nam stabilność i przewidywalność dostaw. I tu jest wspólny mianownik, który łączy nas z Amerykanami, ale jednocześnie musimy być realistami. Polityka zagraniczna to nie jest zbiór sentymentów, ale polityka zagraniczna jest zbiorem interesów. I albo robimy interesy i stajemy się poważnym partnerem, albo pozostajemy na poziomie frazesów i sentymentów, poklepując się po plecach i podtrzymując zakładanie marynarki elitom brukselskim. Zacznijmy robić interesy. Nowoczesna polityka zagraniczna to interes dwóch stron, a nie pozwalanie, żeby inni nas wykorzystywali.
Czy w kontekście deklarowanych umów w sprawie sprzedaży gazu ze Stanów Zjednoczonych możemy powiedzieć, że prezydenci Trump i Duda ograli tandem Merkel – Putin?
– Póki co mamy pierwszy akt tego spektaklu. Jestem ciekaw, co powie prezydent Trump w trakcie szczytu G20 w Hamburgu. Jedno jest natomiast pewne: że mamy do czynienia z historycznym wydarzeniem. Prezydent największego światowego mocarstwa nie przyjechał do prezydenta Rzeczypospolitej na kawę, ale prezydent Trump przyjechał do prezydenta Dudy, aby zrobić interes. Zresztą Trump, który jest biznesmenem, mówi wyraźnie, że jego przyjaciółmi są ci, którzy robią interesy ze Stanami Zjednoczonymi. Ważne oczywiście są warunki i ustalenie zasad i dalej praca, i konkretne działania. Emocje i dyskusje na poziomie frazesów się skończyły. Dzisiejsza polityka zagraniczna polega na interesach i to należy raz na zawsze wkomponować w polskie myślenie. Zastanawialiśmy się, czy Trump powie o słynnym artykule 5 NATO, ale on najpierw powiedział o 2 proc. PKB na obronność. I tym samym zmobilizował poszczególnych członków do płacenia, a nie tylko oczekiwania na wsparcie Amerykanów. Prezydent Trump nie zerwał Sojuszu Północnoatlantyckiego, jak to niektórzy interpretowali, ale on wskazał wyraźnie: chcecie bezpieczeństwa, to musicie we własne bezpieczeństwo inwestować. Koniec zatem z dobrym wujkiem Samem, który wysyłał swoich żołnierzy, sprzęt i jeszcze dawał pieniądze.
Jak wizytę prezydenta odebrali politycy Platformy, którzy mimo wcześniejszych zapowiedzi pojawili się jednak na placu Krasińskich?
– Widziałem nietęgie miny polityków Platformy. W oczy rzucał się kac moralny. Grzegorz Schetyna i jego partyjni koledzy pokazali, jak za ich rządów wyglądała polityka zagraniczna Polski. To była polityka nijaka, oparta na interesach wszystkich, tylko nie Polski. Dzisiaj nie mają już argumentów, aby mówić, że polityka zagraniczna rządu premier Szydło i prezydenta Dudy jest zaściankowa. Dzisiaj wszystkie argumenty, którymi dotychczas posługiwała się Platforma, zostały zdewastowane przez prezydenta Trumpa. Platforma i Nowoczesna już nie mają o czym mówić. Pozostaje im czepianie się słówek wyrwanych z kontekstu. Politycy opozycji totalnej wyszli na niepoważnych, a Grzegorz Schetyna – były szef polskiej dyplomacji – tym, co mówił przed przyjazdem do Polski prezydenta Trumpa, strzelił sobie w kolano. Nie chcę się pastwić, ale Platforma i Nowoczesna udowodniły, że w interesach państwa polskiego są siłą nieodpowiedzialną. Dobrze, że ci pierwsi już nie rządzą Polską.