Ta wizyta wzmacnia pozycję Polski
Czwartek, 6 lipca 2017 (17:22)Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dlaczego prezydent Stanów Zjednoczonych jako pierwszy kraj europejski, który odwiedził, wybrał właśnie Polskę?
– Polska to nie tylko ważny członek Unii Europejskiej, ale także strategiczny partner Stanów Zjednoczonych w tej części świata. Amerykanie widzą w nas lidera regionu, który jest jednym z filarów NATO w Europie. Polska to kraj o ogromnym potencjale, także gospodarczym. Ta wizyta dowodzi, że możliwości naszego kraju są za oceanem dostrzegane i traktowane jako ważny element amerykańskiej polityki zagranicznej.
Donald Trump to przede wszystkim człowiek interesu i nie ma co ukrywać, że przybył do Polski i Europy, aby zrobić deal. Jaki interes może zrobić Polska?
– Tematów do omówienia było i jest – bo ta dyskusja dzisiaj rozpoczęta będzie przecież trwała – bardzo dużo. Począwszy od wciąż nierozwiązanego problemu wiz, przez konieczność utrwalenia amerykańskiej obecności wojskowej w naszym kraju, aż po ściślejszą współpracę gospodarczą. Spraw do załatwienia jest sporo, a ta wizyta amerykańskiego prezydenta daje szansę na przełom w wielu obszarach.
Co z punktu widzenia interesów Polski jest ważne i możliwe dzisiaj do załatwienia z Amerykanami?
– Amerykanie to wciąż jedyne światowe mocarstwo, którego potencjał wojskowy jest niezbędny także do obrony polskich granic. Najważniejszą sprawą jest zagwarantowanie, że amerykańskie siły zbrojne zostaną w Polsce na stałe, także w postaci infrastruktury militarnej i ciężkiego sprzętu. Z drugiej strony dzięki swoim technologiom i zaawansowanemu przemysłowi obronnemu Stany Zjednoczone mogą odgrywać ważną rolę w procesie modernizacji polskiej armii. Ważne jest także zacieśnienie relacji gospodarczych, szczególnie w obszarze energetyki, gdzie mamy już pierwsze sukcesy w postaci rozpoczęcia dostaw amerykańskiego gazu LNG do Polski, a jak usłyszeliśmy, po spełnieniu pewnych warunków kontynuację tego procesu.
Co, Pana zdaniem, jest ważniejsze w tej wizycie: wymiar polityczny czy gospodarczy?
– Bardzo trudno jest te dwa wymiary rozdzielić. Z politycznego punktu widzenia ta wizyta z pewnością wzmocni jeszcze naszą pozycję na arenie międzynarodowej. Natomiast w obszarze gospodarczym wciąż pozostaje wiele do zrobienia i dlatego na tym wymiarze powinniśmy się bardziej skupić.
Według narracji części mediów, wizyta prezydenta Trumpa może się przyczynić do pogłębienia podziałów wewnątrz Unii Europejskiej, ale są i tacy, którzy ustawiają tę wizytę w kontrze zwłaszcza do Niemiec…
– Ta narracja nie jest nowa, w zasadzie każdy krok naszego rządu jest odbierany – w ostatnich miesiącach – negatywnie przez większość polskich i zagranicznych mediów. Musimy oddzielić rzeczywistość medialną od rzeczywistości politycznej i zignorować te niemądre komentarze. Zarówno Polska, jak i UE musi blisko współpracować ze Stanami Zjednoczonymi niezależnie od tego, kto jest gospodarzem Białego Domu. Jeśli chodzi o Niemcy, to faktem jest, że prezydent Donald Trump najpierw przyjechał do Polski, a dopiero później odwiedzi Niemcy, ale nie przypisywałbym temu jakiegoś szczególnego znaczenia.
Jak w Brukseli jest odbierany fakt, że to nie Berlin czy Paryż, ale Warszawa jest pierwszą europejską stolicą, którą odwiedza nowy amerykański prezydent?
– To z pewnością zaskoczenie, choć biorąc pod uwagę niechęć wobec prezydenta Trumpa, jaką od dawna okazywały elity brukselskie oraz najważniejsi europejscy politycy, nie można się temu specjalnie dziwić.
Jako kraj jesteśmy ważni dla prezydenta Stanów Zjednoczonych…?
– Tak, z pewnością prezydent Donald Trump rozumie i docenia rolę i znaczenie Polski w NATO oraz nasz sukces gospodarczy. Jako człowiek ze świata biznesu potrafi dostrzec okazję do współpracy i Polska z pewnością jest dla niego istotna także pod tym względem.
Politycy Platformy, którzy od początku pogardliwie wyrażali się o Donaldzie Trumpie, zamiast docenić wizytę prezydenta Stanów Zjednoczonych, próbują umniejszyć jej wagę. Takiego podejścia nie było nigdy wcześniej. Jak Pan to odczytuje?
– Nie jest to zaskoczenie, ponieważ tzw. totalna opozycja krytykuje wszystkie działania polskiej dyplomacji, ale z pewnością jest to bardzo szkodliwe dla wiarygodności Polski oraz psuje wizerunek naszego kraju. Platforma nie od wczoraj ma problem z zaakceptowaniem wyników demokratycznych wyborów nie tylko w Polsce, ale – jak widać – także w innych krajach.
Jaka będzie pozycja Polski po wizycie prezydenta Stanów Zjednoczonych?
– Na pewno silniejsza, choć efekty będziemy mogli oceniać dopiero po kilku tygodniach. Tego rodzaju spotkania to zazwyczaj dopiero początek. Utrwalenie sukcesu takiej wizyty i rozmów prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych trwa i wymaga wysiłku po obu stronach. Jestem przekonany, że polskiemu rządowi nie zabraknie determinacji w tej kwestii.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki