• Piątek, 22 maja 2026

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

AFERA AMBER GOLD

Pamięć mocno zawodzi

Wtorek, 4 lipca 2017 (18:22)

Prokurator Barbara Kijanko, która jako pierwsza badała sprawę Amber Gold, będzie jeszcze musiała się tłumaczyć przed prokuratorem. Komisja śledcza złożyła doniesienie do prokuratury w sprawie braku działań Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz wobec Amber Gold.

Barbara Kijanko miała być pierwszym świadkiem zeznającym przed sejmową komisją śledczą badającą działania organów publicznych w sprawie afery Amber Gold. Dwukrotnie wzywana nie stawiła się na przesłuchanie, tłumacząc się m.in. złym stanem zdrowia. Pojawiła się dopiero na trzecie wezwanie.

Prokurator Barbara Kijanko, która jako pierwsza zajmowała się kwestią funkcjonowania Amber Gold – z doniesienia Komisji Nadzoru Finansowego jeszcze pod koniec 2009 roku, w którym zarzucano tej spółce m.in. prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia – wiele komisji śledczej nie powiedziała. Zasłaniała się przede wszystkim niepamięcią z uwagi na upływ czasu i zły stan zdrowia.

Amnezji przeczą dokumenty

Przewodnicząca komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) podkreśla jednak, że ta amnezja prokurator Kijanko jest do zweryfikowania przez dokumenty znajdujące się w posiadaniu komisji, z których jasno wynika, że „nie wykonała żadnych czynności”.

– W mojej ocenie straciła szansę, aby wytłumaczyć społeczeństwu, dlaczego tak, a nie inaczej prowadziła sprawę. Nie jesteśmy w stanie znaleźć ani jednego przejawu takiego minimalnego zaangażowania. Nazwałabym to, z pełną odpowiedzialnością, torpedowaniem postępowania i zaprzeczeniem wszelkim regułom, które obowiązują w procesie – stwierdziła Wassermann.

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) ubolewał, że prokurator Kijanko, zasłaniając się niepamięcią czy dając wymijające odpowiedzi przed komisją, nie kieruje się interesem publicznym.

– Pani prokurator dąży jedynie do zadbania o własny interes prawny, mając zapewne wiedzę o tym, że komisja złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z aktywnością wokół afery Amber Gold. Dąży jedynie do zadbania o swój ewentualny interes procesowy – stwierdził Zembaczyński.

Barbara Kijanko nie pamiętała, dlaczego w sprawie Amber Gold nie podjęła czynności, tłumacząc m.in., że nie potrafi zrekonstruować swojego ówczesnego sposobu myślenia. Pamiętała natomiast, że nikt z przełożonych w kwestii badania afery na nią nie naciskał, jak również że nie uzyskiwała w związku z tą sprawą żadnych korzyści materialnych. Tłumaczyła, że sprawa przerastała zarówno ją, jak i prokuraturę rejonową.

– Wydaje mi się, że w tym okresie, kiedy ta sprawa trafiła do prokuratury rejonowej, moja ocena tego postępowania i moich przełożonych, jak również prokuratury okręgowej nie wskazywała, że ta sprawa ma zupełnie inny charakter, przekraczający moje możliwości – zeznawała Kijanko.

Zaznaczyła, że gdyby miała obecną wiedzę, sprawa mogłaby potoczyć się inaczej. – Prawdopodobnie ta sprawa zostałaby dużo szybciej przejęta zarówno przez organa policji czy inne służby bardziej wyspecjalizowane do jej wyjaśnienia, jak również myślę, że bardziej doświadczeni prokuratorzy prawdopodobnie w inny sposób by poprowadzili to postępowanie – dodała Kijanko.

Parasol nad Amber Gold

Zdaniem Marka Wróbla, prezesa Fundacji Republikańskiej, to, że tyle instytucji państwa zawiodło, sugeruje, że mogliśmy mieć do czynienia z jakimś parasolem ochronnym otworzonym nad Amber Gold.

– Cała ta machineria powinna być zbudowana tak, że jeśli przychodzą wiarygodne sygnały ostrzegawcze, to powinny zostać uruchomione odpowiednie procedury, żeby rzeczy wyjaśnić i ewentualnie zabezpieczyć. Tutaj ostrzeżenia były. Ostrzegała KNF, różne służby. Ale zostały w jakimś miejscu zatrzymane. To znaczy, że ktoś je zatrzymał – mówił Marek Wróbel w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Kiedy natomiast doszło do zatrzymania Marcina P., wówczas okazało się, że „pieniądze przepadły”.

– W normalnym państwie taki proces wyjaśniania i potem pociągania do odpowiedzialności nie mógłby się samoczynnie zatrzymać. Jak widać, te instytucje nie działały zgodnie ze swoją misją i z automatu – dodał Wróbel.

Ignorowanie KNF

Wiele wskazuje na to, że gdyby inaczej do sprawy podeszła prokurator Kijanko, straty z rozwijającej się wówczas, pod koniec 2009 roku, działalności Amber Gold byłyby minimalne. Po pierwszym doniesieniu do prokuratury przez KNF prokurator Kijanko odmówiła wszczęcia postępowania. Decyzję tę KNF zaskarżyła do sądu, który uchylił postanowienie prokuratorskie. Barbara Kijanko podjęła śledztwo, ale znowu je umorzyła w 2010 roku. Sprawę ponownie zaskarżyła KNF. Sąd jeszcze raz uwzględnił wniosek komisji, dodatkowo wskazując prokurator konkretne czynności do wykonania w tej sprawie. Kijanko sprawę zawiesiła w maju 2011 r., oczekując na biegłego. Wznowiona została niemalże rok później, w kwietniu 2012 r., a Amber Gold upadło cztery miesiące później.

Artur Kowalski