• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Morale żołnierzy WOT jest nie do złamania

Czwartek, 29 czerwca 2017 (10:35)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ostatnio po publikacji „Naszego Dziennika” i wyrwanych z kontekstu wypowiedziach dowódcy 1. Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnej płk. Sławomira Kocanowskiego pojawiły się komentarze medialne czy wręcz oskarżenia, że WOT będą służyły do inwigilacji ludzi, podobnie jak to było w PRL. Skąd ta histeria?

– W wypowiedzi dla dziennika „Fakt”, komentując słowa płk. Kocanowskiego, zażartowałem sobie, mówiąc, że pułkownikowi się wyrwało. Wiadomo przecież, że żołnierze są przeznaczeni do określonych działań, którzy nie są przygotowywani do udzielania wypowiedzi w mediach, gdzie każde słowo – nawet nieopatrznie wypowiedziane – może być wykorzystane czy zinterpretowane na różny sposób często niemający odzwierciedlenia w faktach. Rozmawiałem na ten temat także z dowódcą Wojsk Obrony Terytorialnej gen. Wiesławem Kukułą i prosiłem, aby zwrócił uwagę na prace wydziału prasowego, bo wtedy, kiedy się szuka haków na Obronę Terytorialną – tak na dobrą sprawę każdą rzecz można wykorzystać. Wracając do meritum – również mnie przypisano wypowiedź, z której bezpośrednio nic takiego nie wynika, ale zabrzmiało to tak, jakbym również ja też się wpisał w ten nurt krytyki, co oczywiście jest nieporozumieniem. Tych zadań dotyczących inwigilacji, do których rzekomo WOT miałyby zostać użyte, po prostu nie ma. To powinno być jasne i wszyscy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Dlatego jeżeli takie interpretacje dotyczące wypowiedzi żołnierza dowódcy się zdarzają, to należy do społeczeństwa dotrzeć z jasnym przekazem – o zadaniach WOT i misji tej formacji. Powtórzę jeszcze raz, posługując się przysłowiem, że „jeśli się chce psa uderzyć, to kij zawsze się znajdzie”.

Jaka zatem jest właściwa misja i rola WOT?

– Obrona Terytorialna to jest świetny pomysł, po pierwsze, na zagospodarowanie ludzi, którzy chcą służyć Ojczyźnie, a nie mogą tego robić zawodowo. I to jest ogromny potencjał. Po drugie, WOT są tworzone w oparciu o dobre wzorce, z dobrej jakości uzbrojeniem. Można zatem powiedzieć, że po raz pierwszy odstąpiono od złej zasady, że OT to jest wojsko drugiej kategorii, a w związku z tym należy im się sprzęt gorszej jakości. Po trzecie – to chyba chciał zaakcentować płk Kocanowski, że ci żołnierze są bardzo mocno lokalnie związani z obszarem, w którym funkcjonują na co dzień: mieszkają, pracują itd. I to jest niezwykle ważne szczególnie podczas klęsk żywiołowych, gdzie znając teren, ci ludzie będą się mogli jeszcze lepiej wykazać. Jeśli rozmawiam ze studentami czy pracodawcami w niektórych miejscach, to oni również mówią przede wszystkim o zagrożeniach, jakie dostrzegają we własnym otoczeniu. Po trzecie, i jest to może najistotniejsze, co trzeba podkreślać na każdym kroku mianowicie, że OT jest to odpowiedź na zagrożenia hybrydowe, które się coraz częściej pojawiają. I gdyby takie patriotyczne nastawienie, jakie mają ludzie, którzy służą w szeregach OT, mieli Ukraińcy na Krymie czy w Donbasie, to z całą pewnością pomogliby bardzo dużo regularnym wojskom, podobnie jak partyzanci, analfabeci afgańscy pomogli komandosom z Lublińca uwolnić 11 zakładników z więzienia w rejonie Helman, w bardzo trudnym obszarze działania opanowanym przez Al-Kaidę. I to daję pod rozwagę wszystkim tym, którzy mówią – po co nam Obrona Terytorialna, przecież mamy profesjonalne wojska. Otóż my też mamy profesjonalne wojska w Afganistanie, chociażby komandosów z Lublińca, którzy są naprawdę wybitnymi żołnierzami, doskonale wyszkolonymi, ale również oni mają świadomość, że lokalne uwarunkowania – im nieznane – mają duże znaczenie, w tym celu potrafili wyszkolić, przygotować i świetnie współdziałać nie tylko z Amerykanami, którzy z powietrza osłaniali całą tę operację, ale dowodząc także ludźmi, których sami przygotowali do prowadzenia działań. Skoro analfabetów można było wyszkolić, to z pewnością można takie zadania szkoleniowe przeprowadzić w przypadku świetnie wyedukowanych Polaków i spożytkować ich zapał i poziom wyszkolenia dla bezpieczeństwa naszej ojczyzny.             

Termin „rozpoznanie” użyty przez płk. Kocanowskiego posłużył oskarżeniom WOT o inwigilację, śledzenie obywateli, a wręcz kapusiostwo. Co faktycznie oznacza „rozpoznanie” i do czego się faktycznie odnosi?

– Czy to w milicji, policji czy w ogóle w służbach specjalnych rozpoznanie operacyjne obejmuje inwigilowanie, podsłuchiwanie, donoszenie. Natomiast w języku wojskowym i praktyce wojskowej termin rozpoznanie ma zupełnie inne znaczenie. Termin ten odnosi się do rozpoznania obszarów, obiektów, różnych lokalizacji stanowisk np. broni rakietowej, a więc w tym sensie, ale nie rozpoznanie rozumiane jako inwigilowanie, podsłuchiwanie czy prowokowanie przez służby. Krótko mówiąc, żołnierze także WOT do rozpoznania wywiadowczego nie są przygotowani, co więcej – nie mają takich zadań czy ambicji. W gronie komandosów jako dowódca wielokrotnie, jeśli chodzi o pozyskanie informacji, korzystałem ze służb np. Military intelligence, czyli amerykańskiego wojskowego wywiadu. Natomiast sam prowadziłem rozpoznanie, ale dotyczyło ono miejsc w terenie, np. instalacji i obiektów potencjalnych działań czy uderzeń. Tak czy inaczej nawet komandosi z Lublińca czy GROM-mowcy nigdy nie byli szkoleni pod kątem działań wywiadowczych czy inwigilacyjnych, bo nie do tego są powołani.    

Komu zależy na dyskredytowaniu żołnierzy WOT, obniżaniu ich morale i stawianiu tej formacji w agresywnej opozycji do społeczeństwa?

– Wszyscy rozsądnie myślący ludzie nawet mimo różnic poglądów są przekonani i zgadzają się co do tego, że OT jest w Polsce potrzebna. Dlatego ci, którzy stają w kontrze do tego projektu, próbują zdyskredytować pozytywny pomysł, który się narodził. Szczerze mówiąc, niespecjalnie rozumiem takie podejście, bo tego pozytywnego projektu nie da się zdyskredytować. OT występuje właściwie we wszystkich nowoczesnych państwach. Jeśli zaś chodzi o system szkolenia naszych WOT, to został on zapożyczony żywcem od Gwardii Narodowej Stanów Zjednoczonych, a jakoś nawet od oponentów nie słyszałem, że będziemy tak kiepsko przeszkoleni jak amerykańska Gwardia Narodowa. Mamy ludzi z pasją, entuzjazmem i jedyny problem, jaki dostrzegam to, aby polityczne oczekiwania co do przyspieszenia procesu tworzenia jednostek WOT nie przysłoniły właściwej selekcji. Służby też muszą być uważne i patrzeć, aby przez przypadek nie przyjmować w szeregi OT ludzi, którzy przychodzą do tej formacji po to, żeby się przeszkolić, a następnie uprawiać działalność przestępczą czy mafijną. Nie ma w tym przesady, bo tak już było kilka lat temu, kiedy mafie szalały w Polsce.

Walkę o honor żołnierzy podjął dowódca WOT gen. Wiesław Kukuła, składając doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa znieważania żołnierzy. Czy to ostudzi tę nieuzasadnioną krytykę?

– Wszystko zależy od tego, jak do tej kwestii podejdzie sąd. Szczerze mówiąc, sam kiedyś również składałem takie zawiadomienie i co ciekawe – po sprawdzeniu IP komputera, z którego były pisane i wysyłane obelżywe hasła na temat dowódców i żołnierzy wojsk specjalnych, okazało się, że ten komputer należał do żołnierza zawodowego w stopniu chorążego. Tłumaczył się tym, że prowadzi otwarty dom, że ma dużo gości i właściwie każdy mógł usiąść do komputera i napisać, zresztą komputer nie jest jego własnością. Po kuriozalnym postępowaniu sprawa została umorzona, bo przecież sprawca nie został wykryty, a poza tym jest domniemanie niewinności. Ten przykład pokazuje wyraźnie, że służby niestety nie nadążają za tego typu działaniami, które pojawiają się w internecie, ale z drugiej strony okazuje się, że często autorami tych wpisów są ludzie zawistni, koledzy, którzy w wojsku nigdy nie potrafią się znaleźć. Takie rzeczy się jednak zdarzają. Oczywiście rozumiem, czym się kierował gen. Wiesław Kukuła, składając zawiadomienie do prokuratury, ale osobiście nie angażowałbym się emocjonalnie. Według mnie, najlepiej będzie udowodnić konkretnymi pozytywnymi działaniami, poziomem wyszkolenia żołnierzy, że WOT są potrzebne. Wówczas „psy”, które gdzieś szczekają, same zamilkną. Może lepiej byłoby, aby odpowiednie służby same zareagowały i podjęły inicjatywę w tym zakresie, a dowódcę WOT tymi zadaniami nie obciążały.

Tak czy inaczej solidarność z atakowanymi WOT jest potrzebna…      

– Solidarność jest niezbędna, ale tak jak wspomniałem wcześniej, nie przejmowałbym się zbytnio falą tych hejtów. Najlepszy sposób to ignorowanie, niezwracanie na tego typu zaczepki, wówczas hejterzy tracą motywację. Warto się też zastanowić, czy temu towarzystwu właśnie nie chodziło o to, żeby temat zaistniał w przestrzeni publicznej, co jeszcze bardziej ich nakręca. Szkoda zatem energii na przeciwstawianie się temu pieniactwu. Uważam, że teraz należy się skupić na wykonaniu zadań powierzonych żołnierzom tej formacji. Trudno bowiem cały czas udowadniać, że nie jest się przysłowiowym jeleniem czy wielbłądem. Póki co jeśli chodzi o WOT, to wszystko idzie w dobrym kierunku, w tej formacji są dobrzy dowódcy, dobra jest jakość wyszkolenia jak również sprzętu, w jaki ci żołnierze są wyposażeni. I z tego należy się cieszyć, wierząc, że będzie tylko lepiej.    

Wygląda na to, że pierwszą bitwą, jaką przychodzi stoczyć żołnierzom WOT, jest walka w obronie ich honoru…

– Tej złośliwości i podkładania kłód pod nogi można było oczekiwać i szczerze mówiąc, kiedy dowodziłem GROM-em, kiedy były tworzone Wojska Specjalne, również pojawiały się bardzo podobne hasła. Przerabiałem ten temat i stąd na etapie tworzenia WOT, tak jak na etapie tworzenia Wojsk Specjalnych, o czym niektórzy chcą bardzo szybko zapomnieć, jak chociażby min. Koziej, który opiniował koncepcje, które mu przedstawiałem bezpośrednio jako dowódca GROM. Dobrze, że w WOT podległość jest tak wysoka, bo to pozwala ominąć różne przeszkody, bariery, zaniechania czy opóźnienia – słowem wszystkie działania destrukcyjne, które godziłyby w sprawny przebieg formowania i funkcjonowania WOT. Oczywiście można powiedzieć, że ta pierwsza bitwa, jaką przychodzi stoczyć WOT, jest walką w obronie honoru żołnierzy, ale proszę powiedzieć, jakie szanse mają hejterzy w konfrontacji ze świetnymi organizacjami o charakterze paramilitarnym, strzeleckim działającymi w Polsce. Jest bardzo dużo młodych ludzi patriotów, którzy z entuzjazmem chcą służyć Ojczyźnie w odróżnieniu od zmęczonych życiem żołnierzy Narodowych Sił Rezerwowych, którzy byli włączani do tej formacji, bo nie mieli innego wyjścia. Wśród żołnierzy OT jest dużo pasji, entuzjazmu, co jest niezbędne, żeby stworzyć dobrą jakość tego nowego rodzaju wojsk. Natomiast w fali hejtu dostrzegam bardziej grę polityczną niż próbę uderzenia w honor żołnierzy, na co nie ma szans. Uderzanie w WOT to nic innego jak godzenie w samych siebie, przecież ci żołnierze wywodzą się z naszych środowisk lokalnych. Trzeba zatem robić swoje i dobrze. Chodzi o to, żeby dowódcy nie rozpraszali swojego wysiłku, walcząc z hejterami, a skupili się na budowaniu tej formacji, tak jak to robią dotychczas, a będzie dobrze.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki