• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Będzie znany na całą Polskę

Wtorek, 20 czerwca 2017 (23:05)

Z Tadeuszem Brzozowskim z Trzebieszowa, którego rodzina ukrywała chor. Antoniego Dołęgę, ostatniego Żołnierza Niezłomnego, rozmawia Zenon Baranowski

W jakim okresie Pana rodzina ukrywała Antoniego Dołęgę?

– Bywał w naszym domu od końcówki lat 40. aż do końcówki lat 70., najpierw u moich dziadków Stanisławy i Henryka Brzozowskich, potem u moich rodziców Stanisławy i Wieńczysława Brzozowskich w Trzebieszowie. Pamiętam Antoniego, kilkakrotnie go spotkałem.

U ilu rodzin jeszcze się ukrywał?

– On się ukrywał głównie na terenie gminy Trzebieszów i nieco na terenie gminy Zbuczyn w powiecie siedleckim. Trzebieszów, Gołowierzchy, Celiny. U nas bywał kilkakrotnie w ciągu roku, po tydzień, kilkanaście dni, dwa tygodnie. W początkowym okresie, gdy był jeszcze bardziej sprawny, to podwoziło się go między wsiami. Ten, który odwoził, nie wiedział, do której wsi miał Dołęga iść. Od lat 70. trzeba było zajechać pod konkretną wieś. Miał amputowaną lewą nogę, dlatego ciężko było mu się poruszać. Jak pisał w swoim pamiętniku, niektórzy widzieli te zapisy, przez pierwsze siedemnaście zim ukrywał się w budynkach gospodarczych. U moich dziadków też tak było. Ukrywał się w stodole i na strychu w oborze. Potem kwaterował w pokoiku na strychu domu, a jak my wyjechaliśmy do szkół, to na dole w mieszkaniu.

Skąd u niego taka determinacja, aby ukrywać się kilkadziesiąt lat?

– Był bardzo zdeterminowany. Podczas rozmów mówił, że on żywcem nie da się wziąć i wrogowi broni nie odda. Jeździł z taką skórzaną walizeczką, w której miał dwa granaty i dwa pistolety, jak opowiadano. A ukrywał się w bardzo trudnych warunkach, mając amputowaną nogę w 1946/1947 r. po postrzale. Miał protezę zrobioną rzemieślniczym sposobem i tak się przemieszczał. Przewożono go początkowo wozami, potem jedna z rodzin kupiła dostawczego żuka, którym go wożono. U największej liczby osób ukrywał się we wsi Popławy, co drugi, trzeci dom brał w tym udział. I w tej wsi zmarł w 1980 lub 1981 r., przebywając u rodziny Pawła Artowicza. On z dwoma kolegami pochował go za stodołą w nocy w lasku, w trumnie zbitej z desek. Widzieliśmy ją w czasie ekshumacji.

Bezpieka ciągle go ścigała?

– Do początku lat 60. to były działania intensywne. Odbywały się naloty na niektóre jego kwatery. Kilka razy wymknął się milicji krótko przed jej przybyciem. W moim rodzinnym domu na przełomie lat 40. i 50. pojawiały się po zmroku różne osoby, które prowadziły obserwację. Był bardzo czujny, zachowywał się w sposób wybitnie konspiracyjny, dlatego UB trudno było go znaleźć. Poza tym zerwaniu uległy kontakty z rodziną, która – jak się okazało – wyjechała w latach 40. na Kaszuby. Ukrywał się na terenach zamieszkanych od dawien dawna przez patriotyczne rody drobnoszlacheckie. Każde powstanie, zryw niepodległościowy – nasi przodkowie brali w nich udział. W jego oddziale też byli żołnierze z tego terenu. I jeżeli on był w potrzebie, a walczył za nasze sprawy, to tę pomoc od nas uzyskiwał. Szacujemy, że około setki rodzin mu pomagało. Składamy cześć i podziękowanie mieszkańcom, którzy ryzykowali ogromnie.

Czym się wyróżniał chorąży Dołęga?

– Człowiek wybitnie zdeterminowany, postawa wybitnie patriotyczna. Wzór dla Polaków. Był człowiekiem honoru, bardzo wrażliwym. A przy tym dusza artystyczna. Udało nam się odnaleźć 21 jego rysunków o charakterze sakralnym malowanych pędzelkiem, akwarelą. Bardzo precyzyjną ręką. Znaleźliśmy dwa zeszyty z wierszami, różnymi sentencjami, opisy z historii Polski związane z Konstytucją 3 maja, Powstaniem Styczniowym. Na każdej stronie jest jakiś rysunek. Z przekazów wiadomo, że organizował wieczorki poetyckie w małym gronie.

Jak doszło do odnalezienia jego szczątków?

– W końcówce lat 70. urwał się z nim kontakt. Mój ojciec wraz z byłymi żołnierzami Armii Krajowej poszukiwali go, ale bez rezultatu. Później zawiązała się taka nieformalna grupa, która poszukiwała jego grobu. Udało mi się skontaktować z dalszą rodziną Antoniego, która wyjechała na Kaszuby. Oni myśleli, że Dołęga zginął w początkach lat 50. Zaczęliśmy szukać, przeprowadziliśmy ogromną ilość rozmów, w końcu w tym roku udało nam się dowiedzieć, dokładnie 1 marca. Pan Marek Artowicz, syn Pawła, wskazał nam miejsce, gdzie został pochowany Dołęga. Porozumieliśmy się z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem z IPN w sprawie ekshumacji. W ekshumacji uczestniczyli prokuratorzy, pracownicy IPN, była grupa saperska. Wszyscy zachowywali się bardzo taktownie, składam wyrazy uznania dla nich.

Wkrótce powinniśmy poznać wyniki badań genetycznych.

– Czekamy na to badanie DNA, analizy powinny potrwać około 6 tygodni. Ale my jesteśmy pewni na sto procent, że to Antoni Dołęga. On nie miał lewej nogi, podobnie jak odnalezione szczątki, była tylko proteza. Myślę, że będzie pogrzeb państwowy, z udziałem najwyższych władz. Dołęga zostanie pochowany na cmentarzu parafialnym w Trzebieszowie, rozmawialiśmy już o tym z księdzem proboszczem. Cieszymy się, że wreszcie będzie można temu bohaterowi przygotować chrześcijański pochówek, tak jak na to zasłużył.

Pan już od kilku lat propaguje pamięć o chorążym Dołędze.

– Organizuję w szkołach konferencje dla młodzieży. Nie było dotąd żadnej wiedzy o nim, poza pamięcią osób, które go ukrywały. To jest bohater naszej ziemi trzebieszowskiej. Ale myślę, że będzie znany na całą Polskę.

 

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Zenon Baranowski