Islamski terroryzm w natarciu
Środa, 7 czerwca 2017 (18:24)Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Premier Theresa May po ostatnich zamachach w Londynie stwierdziła, że Wielka Brytania miała dotychczas zbyt dużo tolerancji dla radykalizmu. To owszem godna pochwały samokrytyka, ale czy nie jest to trochę „musztarda po obiedzie”?
Oczywiście ta reakcja jest mocno spóźniona. Przecież Wielka Brytania otrzymywała już wcześniej sygnały czy ostrzeżenia, że nadmierna otwartość związana z przyjmowaniem imigrantów muzułmańskich nie popłaca. Efektem tej bezrefleksyjnej polityki były m.in. zamachy w 2005 r. w Londynie. Mimo tych bolesnych doświadczeń nie wyciągnięto wniosków i nadal przyjmowano na Wyspy potężne ilości imigrantów. Brytyjskie służby specjalne owszem cały czas pracowały, ale okazuje się, że niewystarczająco skutecznie skoro w środowisku imigrantów już osiedlonych na terenie Wspólnoty Brytyjskiej tworzyły się struktury organizacji terrorystycznych, które były zdolne do przeprowadzenia krwawych zamachów.
Już w 2016 r. brytyjskie służby specjalne śledzące aktywność radykalistów islamskich w internecie ostrzegały, że ISIS planuje masakrę, gdzie celem będzie głównie ludność cywilna. Co zrobiono, żeby temu zapobiec?
Nie tylko, że nic z tą wiedzą nie zrobiono, ale obawiam się – i obym się mylił, że sobotni atak w Londynie prawdopodobnie nie jest ostatnim, jaki dotknął Wielką Brytanię. Wygląda na to, że terroryści podający się za bojowników tzw. Państwa Islamskiego mocno się rozpędzili, o czym świadczą trzy zamachy w Wielkiej Brytanii w stosunkowo krótkim czasie. Terroryści są bezwzględni, przemoc to ich żywioł, co więcej – potrafią wykorzystać każdą nadarzającą się okazję, każdą lukę w zabezpieczeniach, żeby zaatakować.
Świat musi znaleźć skuteczną formę walki z terroryzmem, ale czy jest wola światowych potęg i jakimi instrumentami dysponują państwa najbardziej zagrożone terroryzmem?
Niestety, tej woli rozprawienia się w sposób radykalny i skuteczny z terroryzmem póki, co nie widać. A wydawałoby się, że występujące na całym świecie, z coraz większą częstotliwością ślepe akty terroru powinny doprowadzić do przebudzenia światowej społeczności. Owszem mamy deklaracje słowne, za którymi nie idą jednak konkretne działania. Przykład Syrii pokazuje, że poza afiszowaniem się dobrą wolą przez Stany Zjednoczone i Rosję właściwie działań antyterrorystycznych nie sprowadzono do wspólnego mianownika, co pozwoliłoby na zaprowadzenie pokoju w tym państwie, ale też do okiełznania sytuacji w Iraku, w Afryce Północnej, a co za tym idzie do prowadzenia walki ze zjawiskiem terroryzmu w miejscu, gdzie jest jego zarzewie, i co istotne – z dala od Europy. A zatem żeby rozprawić się z terrorem, zachodnie mocarstwa muszą przede wszystkim zneutralizować zarzewie tego zjawiska, a także odciąć główne finansowe i ideologiczne źródła ekstremizmu islamskiego i przemocy.
Kto finansuje tzw. Państwo Islamskie?
Problem finansowania grup terrorystycznych jest bardzo zawiły. W uproszczeniu można powiedzieć, że organizacje terrorystyczne są finansowane przez różnego rodzaju środowiska sprzyjające i przyklaskujące tego typu zachowaniom. Tych źródeł finansowania należałoby szukać wśród finansjery głównie Bliskiego Wschodu: Arabii Saudyjskiej czy Emiratów Arabskich. Oczywiście takie osoby nie afiszują się ze swoim wsparciem. Tak czy inaczej poprzez różnego rodzaju zabiegi formalne bądź nieformalne, np. przekazywanie pieniędzy na cele charytatywne poprzez organizacje o charakterze humanitarnym, niemałe pieniądze trafiają do organizacji terrorystycznych.
Nie ma możliwości, żeby cywilizowany świat odciął dopływ tego strumienia pieniędzy? Może od tego należałoby zacząć…?
Poprawność polityczna zbiera swoje żniwo także w tym obszarze. Oczywiście są konwencje międzynarodowe, mamy rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ, są też organizacje powołane do zwalczania finansowania terroryzmu. Widać jednak, że nie dość skutecznie działają, skoro cały czas terroryzm otrzymuje wsparcie finansowe, skoro wciąż znajdują się środki na działalność pojedynczych osób czy organizacji, ale również na zakup broni, wyposażenia i innego sprzętu.
Jakie działa należałoby zatem wytoczyć przeciwko fundamentalizmowi islamskiemu? Czy jest jakiś klucz, według którego powinny postępować służby?
Kluczem i pierwszym krokiem do zwalczenia terroryzmu islamskiego jest – jak już wspomniałem – stabilizacja sytuacji na Bliskim Wschodzie – głównie w Syrii i w innych państwach Afryki Północnej. Niestety, wciąż mamy tam rażący brak stabilizacji, wszechobecny dominujący chaos i na próżno szukać w państwach tego obszaru demokratycznych rządów. To wszystko tworzy doskonałe warunki, odpowiedni klimat do swobodnego rozwoju terroryzmu. Stamtąd m.in. poprzez falę migracyjną dociera on do Europy, siejąc panikę i strach.
Co z instrumentami prawnymi i monitorowaniem sieci?
Sieć internetowa jest stale monitorowana, również strony i portale skrajnych, radykalizujących się organizacji są blokowane, ale to – na dobrą sprawę – niczego nie daje. Musimy pamiętać, że po drugiej stronie też pracują potężne rzesze informatyków, którzy mając dostęp do najnowszych zdobyczy techniki i doskonale te instrumenty wykorzystują. Stąd jeśli dana strona internetowa zostanie zablokowana, to zaraz pojawia się na innym serwerze w innym miejscu sieci. To sprawia, że walka z terroryzmem w tym obszarze – przynajmniej dzisiaj – jest nieskuteczna.
Co zrobić skoro wielu potencjalnych zamachowców po zaproszeniu kanclerz Merkel jest już w Europie i być może tylko czekają na odpowiedni moment do ataku?
Przede wszystkim potrzebna jest zintensyfikowana działalność służb specjalnych, sił odpowiedzialnych za stan bezpieczeństwa w poszczególnych państwach oraz międzynarodowa współpraca na bardzo wysokim poziomie. Obecnie ta współpraca jest – co zresztą widzimy – niewystarczająca, aby móc skutecznie inwigilować środowiska terrorystyczne bądź takie, które sprzyjają działalności terrorystycznej.
A co sądzi Pan o deportacjach, czy to nie jest sposób, aby zmniejszyć zagrożenie zamachami?
Z całą pewnością jest to dobry pomysł, ale do tego potrzebne są solidne podstawy. Ponadto okazuje się, że spora rzesza potencjalnych zamachowców ma już – niestety – obywatelstwa czy paszporty europejskie. I to sprawia, że nie wszystkich można deportować.
Ale zbrodniarz zawsze pozostaje zbrodniarzem…
Ma pan rację, ale pytanie brzmi, gdzie ich deportować.
Polska angażuje się na Bliskim Wschodzie. Czy w związku z tym też możemy się stać celem zamachów tzw. Państwa Islamskiego?
Nie ulega wątpliwości, że Polska – potencjalnie – jest na liście organizacji terrorystycznych jako państwo, gdzie może dojść do zamachu. Przypomnę tylko, że jakiś czas temu tzw. Państwo Islamskie wymieniało nasz kraj jako obiekt potencjalnego zamachu. Pamiętajmy przy tym, że Polska tak czy inaczej jest już ofiarą ataków, chociażby z tej przyczyny, że nasi obywatele giną w zamachach terrorystycznych. Weźmy chociażby zamach sprzed kilku tygodni, podczas koncertu w Manchesterze, gdzie wśród 22 osób, które wówczas zginęły z rąk zamachowca-samobójcy, było dwoje Polaków, a jeden został ciężko ranny. Traktujmy zatem zagrożenie terrorystyczne w sposób nie paniczny, ale poważny. Skoro nasi obywatele stają się ofiarami terrorystów, to również nasz kraj jest pośrednio ofiarą zamachów terrorystycznych.
Jak się właściwie zachować w obliczu ataku terrorystycznego?
Edukacja z tego zakresu u nas w kraju nie jest jeszcze na odpowiednio wysokim poziomie. Proszę jednak pamiętać o jednym, a mianowicie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo, takie jak policja, a w szczególności ABW, która odpowiada za bezpieczeństwo antyterrorystyczne, publikuje na swoich stronach internetowych procedury, jakich powinniśmy przestrzegać w sytuacji bezpośredniego zagrożenia aktami terrorystycznymi. Nie zmienia to jednak faktu, że edukacja i wiedza w zakresie reagowania na zagrożenia w naszym kraju jest na niskim poziomie. To wszystko sprawia, że polskie społeczeństwo nie jest odpowiednio przygotowane, aby skutecznie stawić czoła tego typu ewentualnym sytuacjom kryzysowym. Jeśli zaś chodzi o sprawność służb ratunkowych to, no cóż…, lepiej żebyśmy nigdy nie musieli tego sprawdzać.
Wydarzenia z Turynu, gdzie w strefie kibica po wybuchu petardy wybuchła panika i ludzie tratowali się nawzajem, nakazują zapytać: jak radzić sobie z paniką w tłumie?
Na to nie ma dobrego sposobu. Trudno sobie poradzić w racjonalny sposób z paniką w tłumie. Panika jest zawsze odzwierciedleniem lęku, napięcia, a więc nagłych stanów psychicznych czy psychologicznych, które każdy człowiek przeżywa inaczej. Stąd opanowanie paniki w tłumie ludzi wymaga dużych umiejętności, a przede wszystkim dużej elastyczności służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Można zatem powiedzieć, że psychika to jest ta sfera, którą terroryści świadomie wykorzystują, siejąc popłoch wśród zwykłych ludzi?
Dokładnie. Podam może przykład, który zobrazuje, jak objawia się panika i popłoch, mianowicie kiedyś w Bagdadzie na moście prowadzącym na targ ktoś krzyknął, że w tłumie jest szahid, czyli zamachowiec-samobójca. Na skutek powstałej paniki ponad dwieście osób się zadeptało, a zamachowca tam nie było. To pokazuje skalę, jaką może wywołać chaos spowodowany paniką. Takie sytuacje, gdzie panika też zebrała swoje tragiczne żniwo, zdarzały się również u nas, w Polsce. Przypomnę tylko panikę podczas studenckich otrzęsin na terenie Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy, w październiku 2015 r., kiedy spanikowany tłum w wąskim przejściu pomiędzy budynkami tratował się nawzajem. Na skutek paniki i chaosu oraz nieznajomości procedur, ponadto braku umiejętności postępowania w takich sytuacjach, braku opanowania tego zjawiska trzy młode osoby straciły życie, a wiele zostało rannych. Również tam zamachowców nie było.