Wojsko ma wytrzymać uderzenie
Wtorek, 23 maja 2017 (18:34)Z Antonim Macierewiczem, ministrem obrony narodowej, rozmawia Piotr Falkowski.
MON ujawnia główne tezy Strategicznego Przeglądu Obronnego. Co jest zasadniczym przesłaniem tego dokumentu?
– Polska struktura bezpieczeństwa opiera się na dwóch fundamentach. Jednym z nich jest trwała obecność militarna zachodnich sojuszników w Polsce, co stanowi bezpośrednie wzmocnienie Polski oraz ma zadanie odstraszające. Udało się to osiągnąć dzięki wielkiej determinacji rządu pani premier Beaty Szydło i przyjęciu przez nas decyzji o rozbudowie wojska, zwiększeniu finansowania i zaangażowania w obronę flanki południowej. Ale byłoby niedopuszczalne, dla państwa polskiego absolutnie niekorzystne i sprzeczne z Konstytucją, gdybyśmy poprzestali na wsparciu przez sojuszników. Konstytucja bardzo wyraźnie mówi, że za obronę granic, jedności, całości i bezpieczeństwa państwa polskiego odpowiada polska armia, a nie żołnierze amerykańscy czy jacykolwiek inni, choć tak przez nas witani i cenieni.
W myśleniu o bezpieczeństwie Polski punktem odniesienia musi być własna armia. Celem działań MON jest doprowadzenie do sytuacji, gdy polskie siły zbrojne będą mogły zatrzymać każdego przeciwnika. Strategiczny Przegląd Obronny służył sformułowaniu planu, który doprowadziłby do takiego efektu. To było na pewno jedno z największych, jeśli nie największe przedsięwzięcie diagnostyczno-analityczne w sferze militarnej, jakie miało miejsce w ubiegłych dziesięcioleciach. Przegląd trwał 10 miesięcy i jego konkluzją jest to, że postawiony cel jest możliwy do zrealizowania, to znaczy, że polska armia nawet bez sojuszników jest w stanie na dłuższy czas skutecznie zatrzymać natarcie ze strony naszego przeciwnika.
Zapewne wymagać to będzie ogromnego poświęcenia.
– Konieczne będzie finansowanie obrony narodowej wyższe niż 2 proc. PKB, a także doprowadzenie do liczebności armii co najmniej 200 tys. żołnierzy zawodowych, a więc wraz z obroną terytorialną łącznie około ćwierć miliona żołnierzy w horyzoncie roku 2032. Wzrost finansowania musiałby się rozpocząć już w przyszłym roku i stopniowo dojść do 2,5 proc. PKB według metodologii NATO w horyzoncie roku 2030. To będzie wymagać także trudnych decyzji dotyczących kierunku uzbrojenia. Dotychczasowy sposób uzbrojenia odbywał się trochę na zasadzie koncertu życzeń i uleganiu poszczególnym lobby. Od tego trzeba odejść. Armia nie jest po to, żeby ładnie wyglądała, ale żeby była zdolna bronić naszego kraju tam, gdzie zgodnie z racjonalną analizą może być naprawdę zaatakowany i gdzie może być najskuteczniej broniony.
W jakie uzbrojenie mamy zatem przede wszystkim inwestować?
– Analizy, które zostały przeprowadzone, a przede wszystkim wielkie ćwiczenia sztabowe pod kryptonimem Zima-2017, pokazały, że największym zagrożeniem jest dla nas gigantyczna przewaga Rosji w środkach rażenia. Stąd najważniejsza będzie obrona powietrzna i przeciwartyleryjska. Co więcej, musimy dysponować rozbudowanymi środkami antydostępowymi, ograniczającymi możliwości ataku. Tu dużą rolę odegrają śmigłowce, ale nie wielozadaniowe, o których się najwięcej mówi. One też są potrzebne, ale skala nowych zakupów może być o wiele mniejsza dlatego, że dysponujemy sprzętem, którego przy odpowiedniej modernizacji można jeszcze będzie długo używać. Chodzi natomiast przede wszystkim o śmigłowce szturmowe dysponujące dużą siłą ognia. Musimy mieć ich o wiele więcej i chyba nie będziemy mogli na nich oszczędzać. Oczywiście zasadnicze zwiększenie takich środków obrony, jak Krab, Kryl i Homar. Musimy też zmienić podejście do obrony Bałtyku z położeniem większego akcentu na okręty podwodne, które muszą być wyposażone nie tylko w elementy obronne, ale także samoloty i środki odstraszania. Ich działanie będzie zintegrowane z walką minową, działaniem rakietowej obrony wybrzeża i lotnictwem.
O co przede wszystkim Polska zabiega na najbliższym szczycie NATO w Brukseli?
– Chociaż podstawowe decyzje dotyczące wzmocnienia flanki wschodniej zostały podjęte, to dwie zasadnicze kwestie pozostały nierozstrzygnięte. Po pierwsze, nie został określony łańcuch i system dowodzenia. Z punktu widzenia Polski zupełnie kluczową rolę ma dokończenie kwestii usytuowania międzynarodowego dowództwa dywizyjnego, które utworzyliśmy w Elblągu, a które koordynuje wszystkie przedsięwzięcia wzmocnionej wysuniętej obecności NATO na Wschodzie. Przygotowanie obsady i logistyki tego dowództwa jest przez nas kończone, ale konieczna jest pełna aprobata wszystkich krajów, w których stacjonują batalionowe grupy bojowe. Tu mam dobrą wiadomość. Czechy zdecydowały się afiliować do tego dowództwa swoją brygadę, a ostatnio swoich oficerów skierowała też Estonia. Ma to szczególne znaczenie, bo w kraju tym była tendencja do myślenia, że Elbląg jest zbyt oddalony terytorialnie, by wypełniać w przyszłości swoją rolę. To w niektórych krajach jest uwikłane także w pewne kwestie polityczne, ale wydaje się, że już doszło do przełamania tego problemu. Druga kwestia to umiejscowienie Elbląga w całym łańcuchu dowodzenia. Chodzi o to, żeby to było jasne i jednoznaczne, że dowództwo w Elblągu podlega korpusowi Północ-Wschód w Szczecinie, a ten z kolei Naczelnemu Dowództwu Sił Sojuszniczych w Europie w Mons, na którego czele obecnie stoi gen. Curtis Scaparrotti będący jednocześnie dowódcą sił USA w Europie. Ustrukturalizowanie tego jest niezwykle ważne, gdyż chcemy uniknąć paraliżu decyzyjnego w krytycznej sytuacji, gdyby istniały jakiekolwiek niedomówienia czy niejednoznaczności w tych kwestiach.
Po tym, co ostatnio powiedział w Brukseli szef Pentagonu gen. James Mattis, na pewno można się spodziewać dyskusji o finansowaniu wspólnej obrony.
– Wszyscy oczekują na przemówienie prezydenta Donalda Trumpa w tej właśnie materii, czyli w kwestii stosunku Stanów Zjednoczonych do NATO w zależności od wkładu poszczególnych krajów. Amerykanie podjęli zobowiązanie swojej obecności i jest ono rozpisane na poszczególne fazy, do końca roku 2018. Oczywiście deklaracje amerykańskie są pozytywne i w dalszej perspektywie gen. Mattis potwierdził je niedawno w rozmowie ze mną. Zapewnił, że oczywiście wsparcie dla Polski i całej flanki wschodniej to kwestia kluczowa i art. 5 absolutnie uważany jest przez prezydenta Trumpa za zobowiązujący. Generał Scaparrotti podczas wystąpienia w Kongresie Stanów Zjednoczonych mówił nawet o konieczności dyslokacji do Polski na stałe dodatkowej dywizji wojsk USA.
To się rozstrzygnie zapewne także w związku z ujawnieniem sojuszniczego potencjału finansowego. Rzecz w tym, by rozwiać wszelkie wątpliwości. Punktem odniesienia dla tej obecności powinien być jedynie stopień zagrożenia bezpieczeństwa.
Takie wydarzenie jak szczyt NATO uwydatnia potrzebę współdziałania różnych organów państwa, a ostatnio wielu Polaków mogło nabrać co do tego wątpliwości.
– Rzeczywiście jest próba stworzenia takiego medialnego wrażenia, ale to bzdura. Nie ma różnic między poszczególnymi ośrodkami władzy w Polsce, jeśli chodzi o zadania, o których mówimy, tak jak nie ma wątpliwości co do podstawowego kształtu polskiej polityki bezpieczeństwa, zarówno w obronie wschodniej flanki, jak i koncepcji Trójmorza, związanego strategicznym sojuszem z USA z korzyścią dla obu stron. Wyrasta ona z planów i zamiarów jeszcze z lat 70., w których tworzeniu miałem zaszczyt uczestniczyć, ale i one były jedynie kontynuacją koncepcji ukształtowanej już przed kilkudziesięciu laty. Jest to bowiem oczywisty wniosek wynikający z naszego geopolitycznego położenia.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym