Unijna solidarność równych i równiejszych
Czwartek, 18 maja 2017 (05:26)Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Na forum Parlamentu Europejskiego znów wraca temat relokacji uchodźców i ponownie mamy przymus...
– Stanowisko Prawa i Sprawiedliwości w tej sprawie pozostaje niezmienne. Nie ma możliwości, żeby Polska zgodziła się na obowiązkowe kwoty dyktowane przez organy europejskie. Uchodźcom uciekającym z terenów zagrożonych czy objętych działaniami wojennymi oczywiście należy pomagać. I to jest poza dyskusją. Polski rząd właśnie to robi poprzez m.in. współpracę ze stowarzyszeniem „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”. To są konkretne projekty i środki, które polski rząd kieruje w ramach pomocy humanitarnej dla rodzin w Syrii np. z Aleppo. Polski rząd – jak to wielokrotnie podkreśla premier Beata Szydło – nie jest obojętny na cierpienie, na to, co dzieje się w regionach świata objętych działaniami wojennymi, gdzie cierpią niewinni ludzie, zwłaszcza zaś kobiety i dzieci.
Słowacja i Węgry złożyły skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE, powołując się na zasadę proporcjonalności i równowagi instytucjonalnej, ale PE, nie czekając na wyrok, forsuje kwoty imigrantów. Jak to jest odbierane w Brukseli?
– Zaledwie we wtorek odbyła się debata w Parlamencie Europejskim, podczas której podnoszono tę sprawę. Parlament Europejski i Komisja Europejska, nie czekając na werdykt Trybunału Sprawiedliwości UE, ferują wyrok tak, jakby on już zapadł. Tym samym instytucje te wykazują się lekceważeniem organów unijnych. To zły sygnał wysyłany przede wszystkim do obywateli państw Wspólnoty, którzy i bez tego raczej sceptycznie odnoszą się do unijnych instytucji, odbierając je jako oderwane od rzeczywistości i realnych problemów.
Rząd Beaty Szydło – jak Pan zauważył – nie zgodzi się na przymus relokacji uchodźców. Czy to oznacza, że KE może wszcząć m.in. wobec Polski procedurę o naruszenie prawa Wspólnoty?
– Przypominam, że sama decyzja o relokacji imigrantów została podjęta w taki sposób, by ominąć obowiązkowe kryterium jednomyślności wymagane podczas posiedzeń Rady Europejskiej. Należałoby zatem zastanowić się, czy rzeczywiście jest podstawa do wszczęcia takiej procedury, a jednocześnie mieć na uwadze fakt, że nie tylko Polska jest przeciwna decyzji o przymusowej relokacji uchodźców.
Jak odebrał Pan wtorkowe wystąpienie europoseł Platformy Barbary Kudryckiej, która wyraziła pogląd, że rząd PiS powinien dotrzymać zobowiązania rządu Ewy Kopacz w kwestii przyjęcia 7 tysięcy uchodźców?
– Europoseł Kudrycka publicznie wyraziła rzeczywiste intencje Platformy, które ostatnio politycy tego ugrupowania nieudolnie próbowali tuszować. Przypomnę, że to właśnie rząd Ewy Kopacz zgodził się na relokację, deklarując, że jesteśmy przygotowani na każdą liczbę uchodźców. W związku z tą deklaracją dzisiaj próbuje się wyciągać konsekwencje wobec Polski. Nie powinniśmy mieć żadnych złudzeń – gdyby nie zmiana rządu w 2015 r., Platforma nadal prowadziłaby Polskę w szkodliwym kierunku, zgadzając się na przyjmowanie kolejnych kwot imigrantów.
Jeśli Unia domaga się solidarności w kwestii uchodźców, to,dlaczego tej solidarności nie odnosi np. do kwestii solidarności energetycznej, czego przykładem są Niemcy, które wespół z Rosjanami budują drugą nitkę Nord Stream 2? Czy ten kontrargument w ogóle wybrzmiewa na forum PE?
– To modelowy przykład unijnej solidarności równych i równiejszych. Szkoda, że Komisja Europejska nie reaguje równie energicznie w przypadku gazociągów Nord Stream 2 czy Opal jak w sprawie uchodźców czy chociażby praworządności w Polsce.
Wiele wskazuje na to, że władza w Niemczech się nie zmieni, a zatem projekt – można rzec – grzech pierworodny kanclerz Angeli Merkel dotyczący przyjmowania imigrantów będzie trwał. Jak długo jeszcze?
– Proszę zauważyć, że obecne stanowisko kanclerz Angeli Merkel jest dziś inne od prezentowanego jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Bez wątpienia wpływ na złagodzenie stanowiska miały zarówno zamachy i ataki terrorystyczne w Niemczech, jak również trwająca kampania wyborcza przed jesiennymi wyborami. Niestety, obawiam się, że nie ma co liczyć, iż szybko nastąpi w tej sprawie radykalna zmiana.