W czyim interesie działała koalicja PO – PSL?
Środa, 17 maja 2017 (12:41)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Okazuje się, że przed zakupem francuskich caracali Ministerstwo Obrony Narodowej kierowane przez ministra Tomasza Siemoniaka było ostrzegane przez wojskowy kontrwywiad i Sztab Generalny…
– Informacje zdobyte przez dziennikarzy tylko potwierdzają, że jako strona społeczna mieliśmy w stu procentach rację, iż zarówno wybór jednej platformy śmigłowcowej, jak i samych Caracali to była działalność szkodliwa dla bezpieczeństwa państwa, wobec polskiego przemysłu i całej polskiej gospodarki.
O co zatem chodziło?
– Z całą pewnością w tym przetargu prowadzonym przez Platformę z Airbus Helicopters bynajmniej nie chodziło o bezpieczeństwo państwa polskiego, nie chodziło też o to, żeby nasza armia była sprawna, dysponując możliwie najlepszym sprzętem. Pytanie, o co tak naprawdę chodziło, wciąż pozostaje bez odpowiedzi.
Jak reagowało ówczesne kierownictwo MON na uwagi i wątpliwości zgłaszane przez stronę społeczną, że wybór caracali jest niekorzystny dla wojska i polskiej gospodarki?
– Od samego początku przekonywaliśmy kierownictwo MON – najpierw w ramach zespołu trójstronnego gen. Waldemara Skrzypczaka – wówczas dowódcę wojsk lądowych, który, o ile dobrze pamiętam, stanowczo forsował jedną platformę śmigłowcową jako panaceum na wszystkie zapotrzebowania rodzajów wojsk. Jak przekonywano, z jednej strony miało to obniżyć koszty, a jednocześnie w znaczący sposób wpłynąć na poprawę stanu bezpieczeństwa państwa. Wobec takiej argumentacji i tak stawianej sprawy stanowczo protestowaliśmy. Zwracaliśmy uwagę, że gdyby się wydarzył jakikolwiek wypadek z udziałem choćby jednego śmigłowca, to wszystkie maszyny tego typu zostałyby uziemione do czasu wyjaśnienia okoliczności i przyczyn katastrofy. Tym samym bezpieczeństwo państwa zostałoby wystawione na szwank. Później życie pokazało, że zajmując takie stanowisko, mieliśmy rację. Przypomnę tylko wypadek w Norwegii, kiedy doszło do katastrofy śmigłowca Eurocopter EC225 Super Puma zbudowanego na bliźniaczej – tej samej platformie, co helikopter EC-725 Caracal wyprodukowany przez koncern Airbus Helicopters. Katastrofa w Norwegii, gdzie było kilkanaście ofiar śmiertelnych, spowodowała, że decyzją Urzędu Lotnictwa Cywilnego Norwegii wszystkie śmigłowce zbudowane na tej platformie, zarejestrowane w tym państwie zostały uziemione. Przypomnę, że od 2004 r., kiedy ten śmigłowiec został wprowadzony na rynek, nie był to pierwszy wypadek z udziałem tej maszyny. Nie można zatem wykluczyć, że te zdarzenia mogły być konsekwencją wady konstrukcyjnej tego sprzętu, której wykrycie mogłoby doprowadzić do uziemienia całej floty tych śmigłowców. I o tym przekonywaliśmy.
Jak było widać, bez skutku…
– Dokładnie. Zwracaliśmy się – jak już wspomniałem do gen. Skrzypczaka – przekonując, że jedna platforma śmigłowcowa to zły pomysł, ale nasze argumenty były odrzucane. Później tych samych argumentów używaliśmy w rozmowach z wiceszefem MON Czesławem Mroczkiem czy z samym ministrem Tomaszem Siemoniakiem, przekonując, że ograniczanie polskiej armii do jednej platformy śmigłowcowej jest niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. Wskazywaliśmy również, że śmigłowce produkowane w Mielcu, a więc S-70i Black Hawk, czy w Świdniku – AW-149, to sprzęt porównywalny, a może nawet lepszy, jeśli chodzi o wyposażenie i możliwości, od francuskich caracali. Ważne jest także to, że Black Hawki i AW-149 są produkowane w Polsce rękoma polskich pracowników i w razie katastrofy – mając dwóch niezależnych od siebie dostawców na miejscu – nie pozbawiamy się całkowicie śmigłowców. Niestety nasze argumenty trafiały w próżnię. Dzisiaj bogatsi o nowe fakty możemy się coraz głośniej zastanawiać, czy forsowanie na siłę caracali nie miało drugiego dna. Można domniemywać, że do ówcześnie rządzących trafiały inne argumenty.
Inne to znaczy jakie...?
– Widać, że jeśli chodzi o zakup śmigłowców dla polskiej armii, dla ówcześnie rządzących nie liczyło się dobro i bezpieczeństwo państwa. Pytanie tylko, czy te francuskie argumenty bardziej docierały do umysłów decydentów czy może do kieszeni. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że z takim uporem politycy koalicji PO – PSL dążyli, aby zakupić francuskie caracale, a nie wyposażyć naszą armię w sprzęt produkowany w Polsce przez firmy, które tu, nad Wisłą, płacą podatki i dają zatrudnienie naszym pracownikom. Pytanie też, dlaczego ówczesna władza zdecydowała się kupić sprzęt bez porównania droższy od oferowanego przez firmę Sikorsky czy AgustaWestland. Przypomnę, że kiedy rozpisywano przetarg, to za 13,5 miliarda złotych mieliśmy zamiar kupić 70 śmigłowców, a w końcu tak negocjowano z Francuzami, że ostatecznie stanęło na 50 sztukach, i to za te same pieniądze. Sztuką jest zrobić taki interes. Racjonalnie myślący człowiek nie jest w stanie zrozumieć tego mechanizmu. Tym bardziej że nikt wcześniej na świecie nie kupił śmigłowców droższych, niż chciał nabyć dla Polski Siemoniak i spółka, czyli Platforma z PSL.
Jak wybór caracali uzasadniało kierownictwo MON w rozmowach ze związkowcami?
– Czesław Mroczek, z wykształcenia prawnik, zwracając się do nas, mówił, że jeżeli im nie wierzymy, że cały proces przetargowy jest prowadzony uczciwie i transparentnie, to możemy ich zaskarżyć. A więc do tego się posuwali, używając nawet tego typu argumentów. Dzisiaj widzimy, jakie to wszystko było transparentne i przejrzyste.
Minister Siemoniak najpierw mówił, że to wojsko będzie decydować, ale – jak widać – wola polityków była ważniejsza od opinii wojskowych, którzy mieli dysponować tym sprzętem.
– To najlepiej pokazuje, w jakim zakresie za rządów Platformy i PSL o wyposażeniu polskiej armii decydowało wojsko. Opinie gen. Mieczysława Cieniucha, ówczesnego szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, z lipca 2011 r., kiedy szefem MON był Bogdan Klich, czy opinie innych wojskowych kierowane do resortu obrony de facto trafiały do kosza. Według standardów obowiązujących za rządów Donalda Tuska to politycy, a nie wojskowi mieli zdecydować, kto będzie dostawcą sprzętu dla armii. Za rządów Ewy Kopacz było zresztą podobnie. To jest kolejny argument, który pokazuje, jak uczciwie przebiegał cały ten proces wyłaniania dostawcy śmigłowców dla Wojska Polskiego. Dobrze, że to się skończyło.
Rządy wprawdzie się zmieniły, ale Platforma nie daje za wygraną i chce teraz badać kulisy przetargu zakończonego przez obecną władzę, a głównymi winowajcami mają być minister Antoni Macierewicz i dr Wacław Berczyński. Mamy próbę odwrócenia uwagi od działań poprzedniej władzy?
– Platforma chce odwrócić uwagę Polaków od przeprowadzonego w sposób naganny za jej rządów przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy. Wypowiedź dr. Berczyńskiego dla „Dziennika Gazeta Prawna” rzeczywiście była niefortunna i spowodowała, że tzw. opozycja totalna usiłuje nią przykryć swoje przekręty, bo to jest najlepsze określenie ich dokonań. Przecież wypowiedź dr. Berczyńskiego nie ma i nie miała nic wspólnego z całą tą procedurą wyłaniania dostawcy śmigłowców dla Wojska Polskiego, z negocjacjami offsetowymi i ostatecznie zakończeniem procedury przetargowej i rozmów z Francuzami. Działania Platformy to próba przykrycia czy też nałożenia na swój własny przekręt manipulacji i oskarżeń wobec ministra Macierewicza.
Jak Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” widzi zakończenie tej sprawy?
– W naszej ocenie, możliwie jak najszybciej, natychmiast powinna zostać podjęta decyzja o wyborze śmigłowców dla Wojsk Specjalnych i Marynarki Wojennej, tak jak to było w przypadku podjęcia decyzji w sprawie zakupu samolotów dla VIP-ów. Powinna to być decyzja taka, jaką sugerujemy – bez żadnego naciągania, i mamy na to argumenty. To przecięłoby raz na zawsze wszelkie spekulacje. Uważamy, że śmigłowce produkowane w PZL Mielec i PZL Świdnik są najlepsze. Co więcej, dają gwarancję bezpieczeństwa państwu polskiemu, a wojsku gwarancję ich prawidłowej obsługi i użytkowania. I to, w naszej ocenie, będzie zdecydowana odpowiedź na te wszystkie przekręty, które Siemoniak razem z Mroczkiem i całym środowiskiem Platformy robili w sprawie przetargu śmigłowcowego. Jestem przekonany, że minister Antoni Macierewicz – zresztą jak cały rząd Zjednoczonej Prawicy – promuje to, co polskie, i dba o rodzimych pracowników. Oczywiście nie oznacza to, że nie powinniśmy dokonywać zakupów za granicą, ale jeśli sprzęt oferowany przez zagraniczne firmy jest porównywalnej klasy jak sprzęt produkowany w Polsce, to o wyborze powinien decydować lokalny patriotyzm i polska racja stanu. Nie dość, że taki czy inny sprzęt będzie produkowany u nas, w Polsce, to jeszcze mądrze wynegocjowana umowa offsetowa spowoduje, że polski przemysł tylko zyska na takiej transakcji. Zasada jest jasna: najpierw zaopatruję się w to, co mam u siebie, a jeśli czegoś nie mam bądź taki czy inny sprzęt zagraniczny jest wyższej klasy, to wtedy zamówienie składam na zewnątrz. Niezależnie od tego szczecińska prokuratura regionalna powinna prowadzić swoje czynności związane ze śledztwem i wyjaśnić to, czy, jak i w czyim interesie działała koalicja PO – PSL.