• Czwartek, 21 maja 2026

    imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Żywa lekcja historii

Wtorek, 2 maja 2017 (19:21)

Z Iwoną Zelwach, nauczycielem historii w Zespole Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących w Jarosławiu, współorganizatorem widowiska plenerowego pt. „Gdy nas zabraknie, to kamienie mówić za nas będą”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Proszę powiedzieć, jak zrodził się pomysł, idea widowiska plenerowego pt. „Gdy nas zabraknie, to kamienie mówić za nas będą”?

– Pomysł realizacji dużego plenerowego spektaklu pojawił się w czerwcu ubiegłego roku. Zaczęło się od pomysłu na film, który przedstawiałby losy uczniów naszej szkoły jako pierwszych więźniów niemieckiego KL Auschwitz. Zwróciłam się z prośbą do Mirosława Majkowskiego, prezesa Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.” z prośbą, aby jego zespół zagrał w rekonstrukcji aresztowania i wywózki młodych jarosławian. I wówczas, kiedy w sierpniu 2016 r. zebraliśmy się, aby nagrać sceny do filmu „Z Jarosławia do Auschwitz” o pierwszym transporcie do tego niemieckiego obozu zagłady, pojawił się pomysł widowiska plenerowego. Tym samym widowisko plenerowe pt. „Gdy nas zabraknie, to kamienie mówić za nas będą”, które będzie można obejrzeć dzisiaj, jest niejako uzupełnieniem tego wszystkiego, co zostało zrealizowane do tej pory. Mianowicie w tej inscenizacji pokazujemy m.in. sceny z KL Auschwitz, których nie mogliśmy nagrać tam, na miejscu. W związku z tym nagrywamy je w Jarosławiu, przed szkołą, w autentycznym miejscu aresztowania naszych uczniów, którzy zostali zatrzymani podczas lekcji, aresztowani i wywiezieni, stając się pierwszymi numerami obozowymi niemieckiego KL Auschwitz.

Jak od strony technicznej będzie wyglądało widowisko plenerowe?

– Dzięki uprzejmości Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau mamy pożyczone repliki pasiaków. Stąd to, czego się nam nie udało pokazać we wspomnianym filmie, który ukazuje losy naszych uczniów aż do uwięzienia w Tarnowie, gdzie nagrywaliśmy sceny w autentycznych celach, w których byli przetrzymywani od maja do 13 czerwca 1940 r., skąd następnego dnia ruszył pierwszy transport do Auschwitz. Natomiast podczas dzisiejszej inscenizacji pokazujemy także tę nieludzką trasę do obozu KL Auschwitz i tragizm tamtych wydarzeń. W sumie w widowisku z odpowiednią scenografią, z pojazdami niemieckimi z czasów II wojny światowej – wszystko po to, aby jak najwierniej oddać atmosferę tamtych wydarzeń – wystąpi ok. stu osób. Poza uczniami także rekonstruktorzy z Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.” oraz chór i orkiestra.

Chyba nie wszyscy wiedzą, że aresztowani przez Niemców w pierwszych dniach maja 1940 r. uczniowie Szkoły Budowlanej w Jarosławiu byli pierwszymi więźniami niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.

– W widowisku „Gdy nas zabraknie, to kamienie mówić za nas będą” skupiamy się na 24 mieszkańcach Jarosławia, którzy byli wśród 728 więźniów pierwszego transportu do niemieckiego KL Auschwitz, z czego dwaj nasi uczniowie otrzymali pierwsze numery obozowe. 31. numer otrzymał Stanisław Ryniak, tym samym stając się pierwszym Polakiem wpisanym do rejestru KL Auschwitz, a nr 35 Mieczysław Ciepły. Pozostali mieli już dalsze numery. Warto dodać, że pierwsze 30 numerów otrzymali niemieccy kryminaliści, których przewieziono do Polski z KL Sachsenhausen, aby w Auschwitz pełnili funkcje obozowych kapo i pomagali SS w eksterminacji Polaków.

Jak dostali się w ręce Niemców? Czy mogłaby Pani pokrótce przypomnieć okoliczności tych tragicznych wydarzeń sprzed lat?

– Ta historia zostanie ukazana w dzisiejszym widowisku. W dniu 6 maja 1940 r., o godz. 8.00, podczas pierwszej lekcji pod szkołę zajechało Gestapo. Akcją dowodził obersturmführer Franz Schmidt, nazywany „katem Jarosławia”. Ponieważ bardzo dobrze znał miasto, tu bowiem jeszcze przed wojną uczęszczał do szkoły średniej, nawet należał do organizacji strzeleckiej, stąd wiedział, kto działał w konspiracji. Tak naprawdę miał rozpracowaną tę młodzież. Co istotne, Szkoła Budowlana w Jarosławiu na początku 1940 r. otrzymała od Niemców zgodę na funkcjonowanie, stąd garnęła się tutaj młodzież z całej południowo-wschodniej Polski, chcąc dalej się kształcić, uczyć. I to właśnie w naszej szkole rozwijała się sieć konspiracji, stąd też to aresztowanie.

Wydarzenia z maja 1940 r. były początkiem ostrej antypolskiej kampanii w Jarosławiu i jego okolicach. Jak wyglądały te niemieckie represje?

– Gestapo prowadziło szereg akcji przeciwko polskim uczniom, inteligencji, robotnikom i często nie chodziło tylko o aresztowanie członków ZWZ-AK i innych organizacji konspiracyjnych, ale przede wszystkim o zastraszanie Polaków. Tymi akcjami, podobnie jak pierwszą z 6 maja 1940 r. związaną z aresztowaniem uczniów naszej szkoły, kierował Franz Schmidt.

Czy można powiedzieć, że historia Auschwitz rozpoczęła się w Szkole Budowlanej w Jarosławiu?

– Dokładnie. Historia KL Auschwitz rozpoczęła się w naszej szkole, która ma dziś 106 lat. Rozpoczęła się w tej sali, w której kręciliśmy zdjęcia i w tym miejscu, skąd zostali zabrani beztroscy – pomimo wojny, młodzi chłopcy, którzy też mieli marzenia i plany życiowe. Te plany, w brutalny, nieludzki sposób przerwała wojna. My to pokazujemy w tej inscenizacji. Młodzież wchodzi do szkoły w garniturach i białych koszulach, a za chwilą są wyprowadzani z ogolonymi głowami w pasiakach. Coś zostało im zabrane raz na zawsze. I my to chcemy pokazać. Nasza młodzież jest bardzo zaangażowana w tę inscenizację, bardzo to przeżywa. Podobnie jak ich starsi koledzy przed laty, dzisiaj oni przebiorą się w obozowe pasiaki i przy skocznych dźwiękach marsza będą odgrywać, przypominać tragiczne sceny, które rozegrały się w tym miejscu przed laty. Myślę, że to wszystko przerosło nawet oczekiwania nas, organizatorów. Chcieliśmy nakręcić film – tak naprawdę – tylko na potrzeby szkoły, tymczasem przerodziło się to w coś znacznie większego. Powstał reportaż, dziś mamy premierę filmu pt. „Dla ciebie, Polsko”, pokazującego historię Jarosławia podczas II wojny światowej ze szczególnym uwzględnieniem działalności konspiracyjnej młodzieży z akcentem na historię, jaka się zaczęła w naszej „budowlance”. Ukoronowaniem tych wszystkich działań jest widowisko plenerowe, którego tytuł „Gdy nas zabraknie, to kamienie mówić za nas będą” został zaczerpnięty ze słów wypowiedzianych przez Stanisława Ryniaka. Nie bez kozery mówi się, że obraz i autentyczność miejsca przemawiają, rzeczywiście przemawiają, mocniej przebijają się do ludzkiej świadomości. Mam nadzieję, że tę żywą lekcję historii, zarówno moi uczniowie, którzy wezmą udział w tej inscenizacji, jak i wszyscy, którzy będą uczestniczyć w tym przejmującym widowisku, oglądać je z boku, zapamiętają do końca życia.

To ogromne przedsięwzięcie. Chyba niełatwo było je przygotować?

– Kiedy wicedyrektor naszej szkoły zapytała mnie, czy się podejmę tego zadania, stwierdziłam, że owszem. I pierwsze swoje kroki skierowałam do autora książki pt. „Pierwszy transport mieszkańców Jarosławia i Radymna do KL Auschwitz” Jerzego Czechowicza, przewodnika, regionalisty, pasjonata Jarosławia, który napisał o pierwszym transporcie jarosławian oraz mieszkańców pobliskiego Radymna do niemieckiego obozu śmierci. I w oparciu o tę książkę oraz wspomnienia ucznia naszej szkoły Stanisława Ryniaka, który przeżył, a swoje przeżycia obozowe z KL Auschwitz, a następnie od 1944 r. do 8 maja 1945 r. w obozie Leitmeritz opisał w monografii Szkoły Budowlanej „Wspomnienia oświęcimskie więźnia nr 31” opracowaliśmy scenariusz tego widowiska. Zawsze powtarzał on, że o historię trzeba dbać, o obiekty, które pozostały jak Muzeum w Auschwitz, bo gdy ich – pierwszych więźniów – zabraknie, to przynajmniej kamienie mówić będą za nich. Nie mówią kamienie, dzisiaj chce i mówi nasza młodzież. To, co dzisiaj zostanie zaprezentowane, to niejako finał tych wszystkich działań. Nie było łatwo, ale gdziekolwiek się nie zwróciłam, do instytucji, policji i urzędów, wszyscy szli mi na rękę. Dodam tylko, że w celu przygotowania tego widowiska konieczne było zamknięcie na znacznym odcinku ul. Poniatowskiego, ale wszyscy bardzo życzliwie podchodzili do tego naszego przedsięwzięcia. Śmiało mogę powiedzieć: miałam szczęście, że na swojej drodze spotkałam ludzi, którzy czuli, że to jest ważna sprawa, że tę historię trzeba odtworzyć, utrwalić i przekazać kolejnym pokoleniom i nikt nie robił problemów.

Wspomniała Pani, że w role postaci sprzed 72 lat wcielą się współcześni uczniowie Zespołu Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących w Jarosławiu oraz członkowie grup rekonstrukcyjnych. Pamięć o tej tragicznej przeszłości jest żywa wśród uczniów?

– Jest żywa. Jestem nauczycielem historii i często rozmawiam ze swoimi uczniami na te tematy dotyczące lokalnej przeszłości, czasów II wojny światowej. Młodzież lubi i rozmawia, co więcej – dzieli się swoimi rodzinnymi wspomnieniami od pradziadków, którzy przeżyli pożogę wojenną. Zdarza się, że przynoszą mi różne ciekawe pamiątki z czasów wojny, tzw. pamiątki z duszą, za którymi kryje się historia ich bliskich. Młodzi czują powagę sytuacji, wcielając się w role swoich starszych kolegów, bohaterów wydarzeń z 1940 r., czują tak, jakby to im przerwano lekcje, zabrano młodość, odebrano najpiękniejsze marzenia. Bardzo wczuwają się w role, które odgrywają, golą głowy, a przecież za dwa dni, pojutrze zdają maturę. Połowa moich uczniów, która dzisiaj wystąpi w inscenizacji, to tegoroczni maturzyści. Wielki szacunek dla nich. Jestem dumna z ich postawy, z ich bezinteresowności. Również oni sami dziękują mi, że mogą uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. Matura za pasem, a uczniowie biorą udział w próbach. Czyż to nie jest fascynujące w dzisiejszych czasach?

Jest to zatem ważny element edukacji.

– To jest żywa lekcja historii, coś, z czym można dotrzeć do młodzieży. Jeśli ma się jakąś pasję i chce się nią podzielić z innymi i zaangażować całym sobą w to przedsięwzięcie, to efekty mogą być większe od oczekiwań.

Jakie jest przesłanie tej inscenizacji?

– Przede wszystkim chcemy się przeciwstawić kłamliwej narracji, która płynie z zachodnich mediów. Cały czas podkreślam swoim uczniom, że obozy koncentracyjne na polskiej ziemi tworzyli Niemcy, a nie Polacy, i to Niemcy odpowiadają za zbrodnie, do jakich tam dochodziło. To są niemieckie obozy zagłady, nawet nie hitlerowskie, nazistowskie, bo nie do każdego to dzisiaj przemawia. Chcemy oddać hołd naszym uczniom. Połowa z 24 osób, które były w pierwszym transporcie, przeżyła wojnę i okupację niemiecką. W tym widowisku pokażemy, że byli to bardzo wartościowi ludzie, że mimo tragicznej przeszłości, jaka szła za nimi przez całe późniejsze życie, osiągnęli sukces. Wystarczy tylko wspomnieć, że Stanisław Ryniak po wojnie ukończył wydział architektury. Na dzisiejszą inscenizację przyjedzie jego córka, którą udało mi się odnaleźć. Zresztą każde z dzieci tego pierwszego transportu mówi, że to byli wspaniali ludzie, że sami nikogo by w życiu nie skrzywdzili. Z tych wspomnień wynika też, że starali się zawsze chronić swoje dzieci przed tą bolesną historią, którą nosili w swoich sercach. Nie chcieli się otwierać na wspomnienia z czasów wojny. Dopiero pod koniec życia ktoś – i bardzo dobrze – nakłonił ich do spisania wspomnień bądź w formie wywiadów to wszystko przetrwało. Dzięki temu możemy dzisiaj wiernie odtworzyć te wydarzenia. Mimo wszystko to, że ci ludzie byli dziećmi więźniów KL Auschwitz, gdzieś w nich tkwi. Dlatego uczestnictwo w dzisiejszej premierze filmu oraz w widowisku plenerowym „Gdy nas zabraknie, to kamienie mówić za nas będą”, z pewnością będzie dla nich ogromnych przeżyciem, w pewnym stopniu rozliczeniem się z przeszłością. To wielkie przeżycie być w miejscu, skąd ich ojciec został zabrany – jako młody człowiek – do niemieckiego obozu śmierci.

Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki