Pigułki wczesnoporonne jak cukierki!
Piątek, 28 kwietnia 2017 (21:12)Kiedy w Polsce pigułki wczesnoporonne wprowadzono do sprzedaży bez recepty, ich zwolennicy starali się wyśmiać prognozy, że będą one brane zbyt często, wręcz garściami. Dziś widać, że te prognozy się sprawdziły. W samym 2015 roku sprzedano w Polsce ok. 180 tys. pigułek. W 2016 roku zaś, jak podaje za Ministerstwem Zdrowia portal prawy.pl, było ich już około 300 tysięcy!
Pigułki „po” są więc sprzedawane już jak cukierki, i widać, że taki właśnie cel przyświecał przemysłowi aborcyjnemu, gdyż na uniwersytecie w Kalifornii zdecydowano się umieścić je w automacie. Niczym paczkę nieszkodliwych drażetek. Można je kupić w maszynie o nazwie „Wellness to go”, obok tamponów, prezerwatyw, leków przeciwbólowych i testów ciążowych. Jak widać, wellness to dziś już nie tylko dobre samopoczucie i równowaga psychiczna – nagle do ogólnego dobrobytu zaliczono prawo do zabicia zagnieżdżonego embrionu.
Ustawienie automatu spotkało się ze sprzeciwem wielu środowisk antyaborcyjnych. – Kolegia i uniwersytety powinny oferować studentkom w ciąży oraz rodzicom dofinansowanie mieszkania, pomoc finansową, pieluchy i pomoc w opiece nad dzieckiem, zamiast przekazywać tabletki wczesnoporonne – powiedziała Kristan Hawkins, dyrektor organizacji Students for Life. Po czym dodała, że jest to w rzeczywistości przymuszanie kobiet do wybrania między życiem dziecka a dalszą edukacją.
Jak widać, przemysł aborcyjny stara się, aby dostępność pigułek takich jak EllaOne była coraz większa i by można było je kupić również poza apteką. W Polsce natomiast w Sejmie utknęła sprawa przywrócenia tabletek „po” do sprzedaży jedynie na receptę, a Prawo i Sprawiedliwość o zmianie prawa nagle „zapomniało”. Czy możemy liczyć na to, że tabletki mogące zakończyć życie nienarodzonego człowieka zostaną nie przywrócone do sprzedaży na receptę, a zakazane? Tylko wtedy, gdy Polacy zmuszą rządzących do powstrzymania trucia dzieci w łonach matek.
Karolina Jurkowska