• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Francja na drodze do radykalizmu

Wtorek, 25 kwietnia 2017 (18:24)

Mobilizacja mediów i środowisk głównego nurtu może doprowadzić do elekcji Macrona.

W niedzielę wieczorem okazało się, że Marine Le Pen oraz Emmanuel Macron weszli do drugiej tury wyborów prezydenckich. Przy ogromnym kryzysie obozu socjalistycznego Macron został wykreowany jako nowy produkt polityczny starego establishmentu. Pozornie nowa twarz, a tak naprawdę reprezentant starego układu – coś w rodzaju polskiego Ryszarda Petru. Wiele sztampowych haseł, a w istocie chodzi tylko o utrzymanie starego systemu. Reprezentant establishmentowej prawicy, François Fillon, rzucał hasła potrzeby zmian, zarówno w kwestii islamskich imigrantów, jak i kształtu Unii Europejskiej. Został jednak przez media głównego nurtu zniszczony, po ujawnieniu nieprawidłowości w zatrudnianiu rodziny. W ten sposób otworzono drogę do elekcji Macrona.

Erozja Europy

Wybory prezydenckie we Francji zelektryzowały cały europejski establishment. Wiadomo bowiem, że jeśli zwyciężą eurosceptycy, jeśli Francja zechce opuścić Unię Europejską, będzie to oznaczać realny koniec Wspólnoty. Wielu twierdzi, że mocna radykalizacja europejskiej sceny politycznej jest pochodną ostatniej fali uchodźców, jaka zalała Europę. Komisja Europejska i przywódcy unijni zdecydowali się szeroko otworzyć granice, co spotęgowało zagrożenie terrorystyczne i wzrost nastrojów eurosceptycznych. Tymczasem jest to tylko częściowa prawda.

Proces erozji Europy rozpoczął się dużo wcześniej. Można powiedzieć, że wraz z rewolucją kulturową lat sześćdziesiątych stara Europa weszła na równię pochyłą. Namacalnym tego przejawem była potęgująca się autodestrukcyjna nienawiść do cywilizacji Zachodu. Wyraża się ona multikulturalizmem, który ostatecznie uderzył zarówno we wspólnoty narodowe, jak i w tradycję chrześcijańską. Otwarcie na imigrantów islamskich było nie tylko powodowane ekonomią, ale nade wszystko utopijną wiarą w budowę kosmopolitycznej Europy. Marzenia o superpaństwie i konsekwentne podważanie narodowej spuścizny potęgowało rozkład. Wszelkie głosy przestrogi były albo ignorowane, albo wprost tępione jako islamofobiczne i nieeuropejskie.

Druga przyczyna radykalizacji nastrojów w krajach europejskich jest spowodowana bankructwem liberalnego procesu globalizacji. Na tym procesie korzystały wielkie korporacje i nieliczne państwa, zaś tradycyjne gospodarki weszły w stan permanentnego kryzysu. Odczuli to bardzo mocno Francuzi. Na integracji europejskiej mieli oni w założeniach równie mocno zyskiwać jak Niemcy. Tymczasem w strefie euro gospodarka niemiecka jest bodaj jedyną, której nie dotknął kryzys.

Dwie skrajności

Po pierwszej turze wszystko dzieje się pozornie wedle klasycznego wzorca. Emmanuela Macrona poparli zarówno socjaliści, z prezydentem Hollande’em na czele, jak i prawica z Fillonem. Mechanizm ten działa od dziesięcioleci. Front Narodowy jest czymś w rodzaju straszaka na scenie politycznej, który wykorzystywany jest do tego, by nikt spoza establishmentu nie przejął władzy. Istnieje zatem cicha umowa między establishmentową prawicą i lewicą, by wymieniać się władzą i nie dopuszczać nikogo innego. FN ma kanalizować głosy radykalne, które później nie znajdują odzwierciedlenia we wpływie na rządy.

Problem jednak w tym, że radykalizm we Francji ma dziś nie tylko narodowe oblicze. Bardzo dobry wynik Jeana-Luca Melenchona, który posługuje się neotrockistowskimi hasłami skrajnej lewicy, a zarazem wyraża totalnie eurosceptyczne tezy, świadczy o tym, że radykalizm w społeczeństwie francuskim zyskuje powoli większość.

Doświadczenie przeciągającego się kryzysu gospodarczego, a zarazem potężne poczucie zagrożenia związanego z terroryzmem staje się dla Francuzów nie do zniesienia. Możliwe jest zatem, że mobilizacja mediów i środowisk głównego nurtu doprowadzi do elekcji Macrona. Nie zatrzyma to jednak fali postaw radykalnych, a wręcz je nasili. Jedni będą protestować z powodu ekonomicznego kryzysu, drudzy – z powodu potęgującego się terroru. Nie da się w nieskończoność przedłużać stanu wyjątkowego we Francji. Każdy przyzna, że jest to sytuacja całkowicie nienormalna. Gdyby ona miała miejsce w Polsce albo na Węgrzech, stwierdzono by, że gwałcona jest demokracja i że Komisja Europejska z Wenecką włącznie nałożą na te kraje sankcje. Produktem pt. „Macron” może uda się dziś powstrzymać Marine Le Pen, ale nastroje społeczne za lat kilka mogą wybuchnąć ze zwielokrotnioną siłą. To tak jakby w USA wybory wygrała w ubiegłym roku Hillary Clinton. Niezadowolenie zwykłych Amerykanów z procesu globalizacji jeszcze by się spotęgowało i za cztery lata to nie Donald Trump, ale kandydat o wiele bardziej radykalny zasiadłby w Białym Domu. W skrajnym scenariuszu wybuchłaby jakaś rewolucja.

Idzie nowa fala

Francja jest szczególnie podatna na procesy rewolucyjne. Od rewolucji oświeceniowej w osiemnastym wieku była ona niemal zawsze forpocztą różnych ruchów wywrotowych. Objawem współczesnych trendów rewolucyjnych jest w wydaniu nacjonalnym Front Narodowy Marine Le Pen, w wydaniu neokomunistycznym – środowiska skupione wobec Jeana-Luca Melenchona. Za kilka lat oba te nurty mogą się wzmocnić i stanąć do gigantycznej konfrontacji ze sobą. Zaczyna się wrzenie we Francji, fala zaś przejdzie przez całą Europę.

Ci, którzy dziś cieszą się już ze spodziewanego zwycięstwa Macrona, mogą się rozczarować. Może się to okazać już za dwa tygodnie. Wizja kolejnych zamachów terrorystycznych może doprowadzić do niespodziewanego sukcesu Marine Le Pen. Jeśli jednak Macron wygra, Francja i tak nie będzie już taka jak dawniej. Erozja państwa postępuje równolegle z erozją całej Unii Europejskiej. Obecnego modelu nie akceptują narodowcy, neokomuniści, a także islamscy imigranci. Warstwa ludzi zadowolonych jest coraz mniejsza.

Naiwnością z polskiego punktu widzenia byłoby trzymać się starej wizji Europy, która odchodzi w przeszłość. Trzeba budować narodową siłę, mając świadomość krótkiego czasu trwania starego świata. Przyszłość jawi się jako zagrożenie, ale i jako szansa dla naszej części kontynentu. Z jednej strony Europa Środkowa będzie miała poczucie większego zagrożenia ze Wschodu. Coraz więcej jest sił w UE nakierowanych na współpracę z Rosją. Z drugiej – w przestrzeni społecznej stanowi ogromny kapitał zarówno dla Polski, jak i dla naszych sąsiadów z Grupy Wyszehradzkiej. Warto ten kapitał chronić i precyzyjnie go wykorzystać.

Warto też przygotowywać się na nowe rozdanie geopolityczne w Europie. Myślenie w starych schematach, opierających się na NATO i UE, może się okazać anachronizmem. Obie te instytucje zostały całkowicie odrzucone przez ogromną część elektoratu we Francji, który głosował na kandydatów eurosceptycznych i antynatowskich. Nastroje te mogą się w tym kraju tylko powiększać i będą promieniować na inne państwa. Nie sposób się z tym faktem nie liczyć.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej

Prof. Mieczysław Ryba