Felieton - Na progu nadziei
Dopiski do scenariusza
Piątek, 21 kwietnia 2017 (20:16)Przyjazd pana Donalda Tuska, byłego premiera, słońca Peru, przewodniczącego Rady Europy i głównego świadka w kilku sprawach prowadzonych przez prokuraturę w Polsce, był starannie wyreżyserowany. I miał znamiona wielkiego show.
Niestety, w takich wydarzeniach teatralnych, które dokonują się z udziałem publiczności, zazwyczaj reżyser nad wszystkim nie jest w stanie zapanować. I stąd zdarzają się przykre, żenujące, kompromitujące elementy spektaklu. Na przykład ten, że grupa witających Świadka na Dworcu Centralnym machała do niego czerwonymi kartkami, które każdemu kibicowi kojarzą się jednoznacznie: „zejdź z boiska”, „jesteś wykluczony z gry”. Albo fakt, że ta sama grupa fanów śpiewała Świadkowi wchodzącemu do gmachu prokuratury „Sto lat”. Bardziej stosowny byłby śpiew: „dożywocia, dożywocia”.
Całość show wykazała szereg niedociągnięć. Czego mnie zabrakło? Najpierw tego, by na gdańskim lotnisku powitał Świadka Patron tegoż lotniska. I w krótkich słowach przedstawił swoje zasługi dla wyzwolenia, ocalenia, zbawienia Polski oraz dorzucił kilka rad dla Europy. Zabrakło tej rozmowy mędrca z królem, a przecież Europa na nią liczyła.
W pendolino, o ile dobrze pamiętam, jest informacja, że „wykwalifikowana obsługa pociągu” poda pasażerom I klasy to lub owo. Otóż, moim zdaniem, w rolę wykwalifikowanej obsługi pociągu powinna wcielić się Doktor Ewa serwująca Świadkowi kotlecik, z nienagannym uśmiechem pytając: „A kotlecik smakuje?”. Mógłby jej jednak towarzyszyć Pan Radek, który ze swoim uśmiechem dodawałby coś w rodzaju: „Kotlecik to nic, zapraszam do Sowy na ośmiorniczki”.
Myślę, że wielkim brakiem była nieobecność na Dworcu Centralnym pełnomocnika Świadka przed prokuraturą, znanego Mecenasa. Nie było go tam z pewnością, gdyby bowiem był, nadałby inną dynamikę wydarzeniu. Cały tłum na dworcu, te panie z KOD w gustownych nakryciach głowy i panowie kodomici w kapelusikach, i elita (część) Platformy, i Młodzi Demokraci, skakałby wraz z pokrzykiwaniem DJ Mecenasa: „Kto nie skacze, ten jest z PiS-em”. Następnie cały ten tłum, rytmicznie skacząc, kicałby w stronę prokuratury, podrywając za sobą przypadkowych przechodniów. DJ Mecenas konsekwentnie, zamknięty na razie na przesłuchaniu Świadka, musiałby przez te osiem godzin skakać wytrwale. Wszak „kto nie skacze, ten jest z PiS-em”. I jeszcze jednego elementu mi zabrakło. Artystycznego, w wykonaniu polskich elit świata sztuki, zwłaszcza aktorskiej. Nie, żebym oczekiwał od razu powitania na dworcu spektaklem „Golgota Picnic” lub „Klątwa”. Ale można byłoby stworzyć jakiś żywy obraz, rodzaj pantomimy. Może niekoniecznie w postaci Syrenki warszawskiej w wydaniu pani Krystyny, ale… Ale na przykład mógłby to być żywy obraz jednego z niewielkich pomników stojących w centrum Brukseli na starym mieście. Pomnik niewielki, umieszczony na kolumience, przedstawia grupę wziętą z jednego z najbardziej znanych obrazów Petera Breughela. Obraz nosi tytuł „Ślepcy”.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym