Sikorski zeznawał przed sądem
Wtorek, 11 kwietnia 2017 (20:13)Jako szef MSZ nie zajmowałem się organizacją wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r.; prowadziłem politykę zagraniczną, a nie organizacyjną – zeznał Radosław Sikorski w procesie Tomasza Arabskiego i innych w sprawie niedopełnienia obowiązków przy organizacji tej wizyty.
We wtorek b. szef dyplomacji w rządzie Donalda Tuska zeznawał jako świadek w procesie Arabskiego i innych urzędników oskarżonych w trybie prywatnym przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej o niedopełnienie obowiązków przy organizacji tej wizyty prezydenta.
Zapewniał, że nie miał żadnej wiedzy w kwestii organizacji wizyty, gdyż „techniczne kwestie odbywają się pięć szczebli poniżej szczebla ministra”. Dodał, że o tym, że prezydent chce jechać do Katynia, dowiedział się najprawdopodobniej pod koniec stycznia lub w lutym 2010 r. – i to nieoficjalnie. Zeznał, że dochodziły do niego informacje, że Kaczyński chce wygłosić w Katyniu „ważne, pojednawcze w tonie przemówienie”.
– W tamtych latach polityką Polski była europeizacja Rosji – zaznaczył, mówiąc o kontekście wizyty w polityce międzynarodowej. Dodał, że pojednanie z Polską było wtedy postrzegane przez niego jako warunek zbliżenia Rosji do UE. Jak zaznaczył, uważał, że kolejnym z akcentów tej polityki „powinna być ważna wizyta głowy państwa polskiego, prezydenta Polski w Rosji”.
Sikorski potwierdził swe zeznania ze śledztwa, kiedy mówił, że odradzał prezydentowi Kaczyńskiemu wyjazd do Katynia – uważał bowiem, że „dublowanie wizyt premiera i prezydenta nie służy wizerunkowi państwa polskiego, szczególnie wobec tak trudnego partnera jak Rosja”. Sugerował też wtedy, że „właściwym uzupełnieniem spotkania premierów Polski i Rosji w Katyniu byłaby wizyta prezydenta na grobach w Charkowie oraz jego udział w defiladzie w Dzień Zwycięstwa w Moskwie”. Zarazem Sikorski zeznał, że w chwili, gdy prezydent podjął decyzję o wylocie do Katynia, zarówno publicznie, jak i urzędowo zapewniał, że MSZ udzieli mu wszelkiej pomocy.
Pytany o współpracę w przygotowaniu wizyt między poszczególnymi organami państwa – w tym MSZ, odparł, że „były próby unormowania sposobu identyfikowania i uzgadniania od strony politycznej wizyt najważniejszych osób w państwie” polegające na tym, aby wizyty te odzwierciedlały linię polskiej polityki zagranicznej. Przyznał, że „w warunkach kohabitacji” między obozem prezydenckim a rządowym „te próby i procedury nie zawsze się udawały”.
Zeznał też, że za sprawy relacji z Federacją Rosyjską odpowiadał wiceszef MSZ Andrzej Kremer, który zginął w katastrofie smoleńskiej. – Moja ogólna dyrektywa była taka, żeby tej pomocy udzielać tak jak zawsze – powiedział Sikorski.
– Nic mi nie wiadomo o jakimkolwiek rozdzielaniu wizyt – tak odpowiedział na pytanie pełnomocnika oskarżycieli prywatnych mec. Stefana Hambury. – Zajmowałem się polską polityką zagraniczną; wizyta w Katyniu to nie było coś nowego. To była jedna z wielu takich wizyt; byłem przekonany, że MSZ poradzi sobie z nią tak jak w przeszłości – zeznał b. szef MSZ.
– Czy rutyna w takich sprawach mogła doprowadzić do nieodpowiedniego jej przygotowania? – indagował mec. Hambura, pytając, czy świadek kontrolował w tym zakresie Kremera. – To bardzo hipotetyczne pytanie – odparł Sikorski. – Rozmawialiśmy z panem Kremerem o aspektach politycznych; nie było potrzeby rozmowy o kwestiach organizacyjnych – dodał.
Sąd uchylał, jako niezwiązane z zarzutami wobec oskarżonych lub „złośliwe”, niektóre pytania mec. Hambury, który pytał m.in. o awarię skrzynek e-mailowych w MSZ w dniu katastrofy. – Pan prezydent został opuszczony przez urzędników – dodał mec. Hambura, który pytał też świadka, czy powiodła się „europeizacja Rosji”. To pytanie sąd też uchylił.
Mecenas Hambura pytał też o charakter wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Sikorski odparł, że „zręcznym określeniem” tej wizyty była „pielgrzymka”. Dodał, że nie była to wizyta oficjalna, bo podczas niej gość odbywa rozmowy z najważniejszymi osobami w danym państwie; w jego opinii, nie była to też wizyta państwowa.
Pytany przez sąd, czy przygotowanie tej wizyty, która nie była ani państwowa, ani oficjalna, przebiegało inaczej niż takich właśnie wizyt, Sikorski odparł: „Wizyty państwowe planuje się ze znacznie większym wyprzedzeniem; tu czas był oczywiście krótszy”.
Świadek był pytany także o trudności, na jakie napotkała tzw. polska grupa przygotowawcza, która w końcu marca udała się do Rosji w celu przygotowania i omówienia ze stroną rosyjską obu wizyt w kwietniu 2010 r. – Federacja Rosyjska jest trudnym partnerem. Trudności w uzgodnieniach co do szczegółów wizyt mamy nawet z najbliższymi sojusznikami, a co dopiero z partnerem, który nie zawsze jest nam przyjazny. Dla mnie więc takie zgrzyty czy po prostu różnice zdań podczas przygotowania do wizyt miały miejsce przy prawie każdej wizycie – mówił Sikorski.
Nie przypominał on sobie, aby otrzymał informacje o problemach zgłaszanych w związku z wizytą tej grupy przygotowawczej. – Najlepszą rękojmią tego, że wszystko było zapięte na ostatni guzik, było to, że wiceminister Kremer wziął udział w obu wizytach (7 kwietnia z Tuskiem i 10 kwietnia – PAP) – powiedział.
– MSZ pełniło rolę usługową, bo ranga urzędu prezydenta oznaczała, że on się nie komunikował rutynowo z obcymi placówkami – powiedział Sikorski, odnosząc się do kwestii notyfikacji wizyty z 10 kwietnia. Dodał, że Kremer nie zdecydowałby o tej notyfikacji „bez twardego uzgodnienia” z przedstawicielem Kancelarii Prezydenta.
Sikorski nie potrafił powiedzieć, dlaczego dopiero 15 marca przesłano MSZ prośbę o niezwłoczne notyfikowanie stronie rosyjskiej wizyty prezydenta 10 kwietnia. Dodał, że tę prośbę Pałacu Prezydenckiego polecił „natychmiast wykonać”. Pytany przez sąd o tę zwłokę, Sikorski odparł, że „nigdy nie można założyć, że druga strona zawsze będzie spełniała nasze prośby”. Dodał, że w reakcji na niespełnienie takiej prośby można albo odwołać wizytę albo „grać jej odłożeniem”. – Złożenie noty jest oficjalnym potwierdzeniem, że coś będzie miało miejsce – podkreślił.
Były szef MSZ „nie miał pojęcia” o problemach związanych z przekazywaniem stronie polskiej tzw. kart podejścia do lotniska w Smoleńsku.
Zeznał, że o katastrofie dowiedział się, gdy „był u siebie na wsi”; zadzwonił do niego szef departamentu MSZ. – Nagrania moich rozmów są w domenie publicznej i pokazują dramatyzm tamtych chwil – dodał. – Uważałem, że moim obowiązkiem było poinformowanie o katastrofie najwyższych władz państwowych, premiera, ministra obrony. Z własnej inicjatywy poinformowałem także pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego – mówił świadek. – Chciałbym podkreślić, że ta sprawa nie jest dla mnie neutralna – mówił Sikorski. Dodał, że znał 80 proc. osób na pokładzie – „niektóre z nich uważałem za przyjaciół, sam miałem zaproszenie na pokład”. – Nie było zwyczaju, abym jako szef MSZ towarzyszył w wizytach prezydenta – tak tłumaczył, czemu z niego nie skorzystał.
Jedno z pytań dotyczyło Tomasza T. (b. agenta służb PRL, ówczesnego szefa wydziału politycznego Ambasady RP w Moskwie, w randze ambasadora tytularnego; zeznawał już w procesie). W moskiewskiej ambasadzie objął on swe obowiązki w lutym 2010 r. Sikorski zeznał, że „gdy wyjeżdżał on do Moskwy, tak jak wtedy, gdy był awansowany, przez moją poprzedniczkę jeszcze, na ambasadora tytularnego” nie miał świadomości jego przeszłości z PRL. – Wyjazd pana ambasadora tytularnego do Moskwy nie miał związku z wizytami premiera i prezydenta, natomiast odbył się na prośbę tzw. instytucji zewnętrznej, jak to mówimy w żargonie MSZ, a wszyscy inteligentni ludzie zrozumieją, co mam na myśli – powiedział.
– Mam nadzieję, że moje złożone pod przysięgą zeznania przyczynią się do tego, aby ci, którzy jeszcze mają wątpliwości co do tragicznego wypadku w Smoleńsku, tych wątpliwości się pozbyli i abyśmy wreszcie mogli godnie pamiętać naszych rodaków i naszych przyjaciół, bez wprowadzania polityki do tego tragicznego zdarzenia – powiedział na koniec Sikorski dziennikarzom. Nie odpowiadał na pytania.
Hambura powiedział mediom, że „pod takim ministrem aparat urzędniczy abdykował; pan minister niewiele wiedział, niewiele mógł, robił tzw. europeizację Rosji – jakim wynikiem się zakończyła, to widzimy”. Według adwokata, „jeśli ktoś przygotowuje «pielgrzymkę», to nie przygotowuje wizyty pierwszego obywatela RP – to pokazuje arogancję władzy”. – Minister spraw zagranicznych nie wywiązał się ze swoich obowiązków – podsumował.
Ciąg dalszy procesu – 26 kwietnia.
RS, PAP