Komentarz
Pytania pozostały
Wtorek, 11 kwietnia 2017 (18:38)Co zmieniło się w sprawie katastrofy smoleńskiej od dojścia do władzy PiS w 2015 roku? Z pewnością dramat 10 kwietnia 2010 roku przestał być „wyklęty”. Przeciwnie, znalazł właściwe sobie miejsce w polityce państwa. Zmiana atmosfery politycznej pomaga pamięci o tragicznym wydarzeniu i jego ofiarach. Społeczne emocje, autentyczny ból, poczucie straty i bezsilności, które wciąż odczuwają miliony Polaków, nie są już złośliwie tłumione, nie muszą się przeciskać i usprawiedliwiać. Zapewne wkrótce powstaną godne pomniki i inne znaki pamięci na poziomie państwowym i narodowym.
Czy jednak wiemy naprawdę coś więcej na temat samej katastrofy? Przede wszystkim nie ulega wątpliwości, że ważne pytania i wątpliwości pozostały. Raport MAK był pisanym na polityczne zamówienie medialnym aktem oskarżenia, który w warstwie merytorycznej posługuje się fachowym żargonem, ale tylko po to, by preparować tak fakty, jak i wnioski, nie dbając nawet o ich właściwe oddzielenie. Również tzw. raport Millera odzwierciedla słabość i wielowymiarową niesamodzielność polskiego państwa w czasie jego tworzenia, przez to nie odpowiada, nie wyjaśnia przekonująco najważniejszych kwestii, a szereg wewnętrznych sprzeczności czyni go niewiarygodnym. Z kolei sporządzona później opinia zespołu biegłych prokuratury wojskowej wydaje się jedynie nieco innym ujęciem poprzednich dokumentów.
Nowa władza przejęła spuściznę (także tę niejawną i ukrywaną) organów działających bezpośrednio po katastrofie.
W ostatnich decyzjach prokuratury wybija się przymiotnik „umyślny”, ale przecież już dwa lata temu postawiono obywatelowi Federacji Rosyjskiej zarzut umyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy, obecnie tę kwalifikację z art. 173 kodeksu karnego rozszerzono o umyślne sprowadzenie samej katastrofy. W języku prawniczym nie musi to oznaczać, że podejrzani zaplanowali katastrofę i do niej doprowadzili, a jedynie, że mogli zdawać sobie sprawę, do czego prowadzą ich działania (tzw. zamiar ewentualny). Z drugiej strony postawienie Rosjan przed polskim sądem jak było, tak jest wciąż praktycznie nierealne, więc użycie tych czy innych paragrafów odgrywa jedynie rolę moralną i polityczną.
Jeśli chodzi o badanie techniczne, które prowadzi podkomisja dr. Wacława Berczyńskiego, to zmierza ono w kierunku potwierdzenia hipotez, które wcześniej stawiał zespół parlamentarny kierowany przez Antoniego Macierewicza oraz prezentowanych przez kolejne konferencje smoleńskie. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę zbliżony skład personalny wszystkich trzech gremiów.
Podkomisja ocenia, że kontrolerzy lotu sprowadzali samolot w sposób, który prowadzić musiał do jego rozbicia. W istocie komunikaty „na kursie, na ścieżce” i podawana załodze zaniżona odległość od progu pasa z pewnością przyczyniły się do tragicznego zakończenia lotu. Z tym że było to już zupełnie jasne co najmniej w styczniu 2011 roku. Podkomisja dużo uwagi poświęca rozerwaniu samolotu w powietrzu, lecz i to nie jest jej oryginalny dorobek, zaś mapę z (oczywiście częściową) listą szczątków rozrzuconych na przestrzeni kilkuset metrów zawiera nawet raport MAK. Różni się zasadniczo jedynie interpretacja tych faktów.
Problem w tym, że obecnie trudno o nowe ustalenia faktyczne. Na źródła pierwotne nie można liczyć, bo Rosjanie nie są chętni do współpracy, a poza tym, jeśli we wraku czy częściach znajdujących się w Moskwie jest coś, co Rosja chce ukryć, to na pewno zostało to dawno usunięte lub ukryte. Ekshumacje ciał ofiar mogą, ale nie muszą dostarczyć nowych informacji. Rozwijanie współpracy ze służbami innych państw ma szansę dostarczyć interesujący materiał, lecz raczej pozwalający na postawienie nowych pytań niż udzielenie odpowiedzi.
Najbardziej perspektywiczna w tej sytuacji wydaje się żmudna metoda przeglądu archiwów wszystkich poprzednich komisji i innych urzędów z nadzieją na odnalezienie punktów zaczepienia dla nowego spojrzenia na Smoleńsk. Z pewnością kartony z dokumentami i dyski komputerów kryją wiele tematów do podjęcia, które zostały niezauważone, zlekceważone czy celowo pominięte.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym