Platforma miała kiedykolwiek jakiś program?
Poniedziałek, 10 kwietnia 2017 (03:47)Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Teoretyczny premier z Wrocławia raczej się nie popisał. Wystąpienie Grzegorza Schetyny było zaskakująco słabe...
– Grzegorz Schetyna chciał być błyskotliwy, oryginalny, taki europejski, ale niespecjalnie mu to wyszło. Natomiast odniósł pewien sukces – ten, który sobie założył, a mianowicie te igrzyska miały na celu wykreowanie jego osoby na lidera opozycji i rzeczywiście jako pierwszy spośród pozostałych liderów tzw. Nowoczesnej i PSL-u zaistniał w przestrzeni politycznej krajowej czy europejskiej oraz medialnej jako kandydat na premiera. Gwiazdka Grzegorza Schetyny coraz bardziej stawała się wyblakła, a społeczeństwo wraz z pierwszymi objawami wiosny bardziej interesowało się przyrodą niż bardzo niskiego lotu wystąpieniami lidera Platformy. Dlatego potrzebny był lifting, a jak to wyszło, każdy mógł zobaczyć. Nad treścią i wartością merytoryczną wystąpienia Schetyny lepiej opuścić kurtynę milczenia. Wszystko było na dotychczasowym poziomie Platformy, czyli byle co i byle jak.
Czy w ogóle można porównywać wystąpienie premier Beaty Szydzło z wystąpieniem kandydata PO na premiera?
– Krytyk w zderzeniu z rzeczywistością i realiami okazał się słabym uczniem wobec autorytetu profesora. Używając porównania rodem z bokserskiego ringu, podrzędnej klasy bokser, żeby nie powiedzieć podwórkowy łobuziak, zmierzył się z klasowym przeciwnikiem – bokserem, za którym stoją umiejętności i osiągnięcia. Wynik tej nierównorzędnej rywalizacji mógł być tylko jeden. Bylejakość i brak argumentów Grzegorza Schetyny zderzyła się z profesjonalizmem i konkretnymi dokonaniami premier Beaty Szydło i jej rządu. Dobrze, że tak się stało, bo Polacy mieli okazję porównać i ocenić. Skończyło się tak, jak się skończyć musiało.
A może Grzegorz Schetyna powinien sobie dać spokój, bo kolejne próby objęcia sterów rządu okazują się jego porażką?
– Grzegorz Schetyna zawsze pozostawał w cieniu Donalda Tuska, który nie pozwolił mu podskoczyć za wysoko. Kiedy Donald Tusk opuścił – na całe szczęście – polską politykę, udając się do Brukseli, to przypomnę, że nie powierzył sterów rządu i partii Grzegorzowi Schetynie, ale Ewie Kopacz. Kiedy ta poniosła sromotną porażkę, kompromitując się na każdym kroku, przy okazji kompromitując Polskę, stery w partii przejął Schetyna, który też niczym szczególnym nie błyszczy. Próbuje – z różnym skutkiem – zaznaczyć swoją dominację w Platformie, która też nie jest stabilna, m.in poprzez takie wystąpienie jak to ostatnie w Sejmie, i przynajmniej zaprezentować się jako „premier z Wrocławia”.
Czy Platforma ma w ogóle jakiś program?
– Rozszerzyłbym Pana pytanie – a mianowicie – czy Platforma kiedykolwiek miała jakiś program? Prawdę mówiąc – odkąd w 2001 r., będąc w samorządzie, z myślą o kolejnych wyborach zacząłem się interesować polityką, to zauważyłem, że w kampanii w 2001 r. Platforma nic nie miała do zaproponowania Polakom. Zresztą wciąż nie ma spójnego programu dla Polski, oczywiście poza programem dla siebie, by żyło się lepiej, którego skuteczność zaprezentowali w ciągu ośmiu lat rządów. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość od tamtego czasu, choć było w opozycji, to miało program modernizowany średnio co dwa, trzy lata. Cały czas, będąc partią opozycyjną, pracowaliśmy nad programem, który był efektem rozmów, spotkań z wyborcami, z Polakami, jako odpowiedź na zapotrzebowanie społeczne.
Chyba że do programu zaliczymy wcześniejsze zapowiedzi o likwidacji IPN, CBA i obecne o zniesieniu wojewodów i likwidacji urzędów wojewódzkich, których rolę miałyby przejąć urzędy marszałkowskie…
– Politycy Platformy już dawno się pogubili. Próbują mówić to, co im się wydaje, że jest pragnieniem Polaków. Przyszły niedoszły „premier z Wrocławia” swoimi pomysłami chce osłabiać państwo. Platforma jest partią bez kręgosłupa, formacją bezideową, która nigdy nie zaprezentowała jasnego, spójnego programu dla Polski. Przypomnę tylko 2007 r. i przyspieszone wybory. Platforma, jak to ma w zwyczaju, głosiła wszem i wobec, że ma program, którego sztandarem było hasło „Narodowy plan wielkiej budowy”. Pamiętam kilkanaście punktów tego programu, które w debacie sejmowej ośmieszyłem, obnażając indolencję ekipy Donalda Tuska i spółki. Po tej rzeczowej krytyce bardzo szybko zniknęło to ze stron Platformy. I od tamtego czasu nic nowego jako program Platformy się nie pojawiło. I nie pojawi się. Program Platformy, której rządy wzywają o pomstę do nieba, to dorwać się do władzy, ale jak… tego niestety nie wiedzą. To, co wyprawiają po utracie władzy, to czarna rozpacz. Nie mogą się pogodzić z utratą profitów, fruktów i to jest dla nich ból. Wydawało się im, że będą rządzić wiecznie, że Naród będzie dłużej znosił brak kompetencji i bezwolnego poddawania się hegemonii innych państw. Dzisiaj, oprócz obrażania i prób dzielenia Polaków, nie są w stanie już nic sensownego zaprezentować.
Jaki sens ma krytyka rządu i straszenie Polaków, że przed świętami masło zdrożeje, kiedy oceny agencji ratingowych są korzystne dla Polski?
– 2016 r. był rokiem inwestycji w rodzinę, czego przykładem jest program „Rodzina 500 plus”, a bieżący rok jest poświęcony gospodarce i rozwojowi. Za rządami PiS stoją konkretne liczby i dokonania. Ewa Kopacz widocznie sięga pamięcią do czasów słusznie minionych, kiedy przed świętami ograniczano ofertę w sklepach, żeby można było podnieść ceny towarów. Na taki chwyt, jaki stosuje Ewa Kopacz, nikt się nie da nabrać. Polska gospodarka świetnie się rozwija. Ostatnie informacje, które umieszczają polską gospodarkę na piątym miejscu wśród krajów członków OECD, mają szczególną wymowę. To pokazuje, że odkąd Ewa Kopacz i Platforma jest daleko od zarządzania polskimi sprawami, nasza gospodarka ma się coraz lepiej z tendencją wzrostową.
A jeśli chodzi o finanse publiczne?
– Jeśli chodzi o nasze finanse publiczne, to trzeba powiedzieć, że od dawna nie miały się tak dobrze, jak w tej chwili. Straszenie długiem publicznym, co czyni opozycja, jest nieporozumieniem bądź też wypływa z nieświadomości. Weźmy np. Niemcy, których zadłużenie przekracza 70 proc. PKB, Stany Zjednoczone mają zadłużenie w wysokości 104 proc. PKB, co więcej, jest to dług rosnący. Zadłużenie Wielkiej Brytanii sięga 90 proc. PKB, a Francji 96 proc., natomiast u nas zadłużenie jest niewiele powyżej 50 proc. z tendencją spadkową, co tylko świadczy o prawidłowym rozwoju gospodarczym Polski. Jeśli do tego dodamy najniższe od 1989 r. bezrobocie na poziomie 8,2 proc., to pokazuje Polskę jako kraj rozwijający się i żadne próby podkopywania autorytetu władzy i podburzania społeczeństwa przeciwko rządowi na nic się nie zdadzą. Polacy tego nie kupią.
Z tego, co w swoim wystąpieniu w Sejmie mówił lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz, możemy się spodziewać kolejnych wniosków. Wygląda na to, że będą następni teoretyczni premierzy. Po co komu ten chocholi taniec?
– Konstruktywna opozycja jest bardzo potrzebna w krajach demokratycznych, w Polsce również. Tyle tylko, że zamiast opozycji konstruktywnej mamy u nas opozycję totalną, która zapowiada czy wręcz grozi, że z rządem Prawa i Sprawiedliwości rozprawi się, jeśli nie ulica, to zagranica. To nic innego jak jawne nawoływanie do nieposłuszeństwa czy wręcz do buntu przeciwko demokratycznie wybranej władzy. Specjaliści od PR formacji opozycyjnych pracują nad tym, co by tu jeszcze zrobić, aby wyżej podciągnąć słupki sondażowe, a w przypadku PSL-u, żeby nie pójść całkowicie w polityczny niebyt. I tylko tym należy tłumaczyć te próby zaistnienia opozycji na politycznej scenie. Te igrzyska będą trwać nadal, bo zarówno Platforma, Nowoczesna, jak i PSL nie mają pomysłu na rządzenie Polską. Nie ma też co ukrywać, że te nieudolne próby zaistnienia są tylko z korzyścią dla PiS, bo prezentacja kolejnego „premiera pretendenta” będzie jedynie okazją do zaprezentowania efektów naszych rządów, a dla politycznej konkurencji zderzeniem się z twardą rzeczywistością, z faktami i z prawdą. Polacy to mądry Naród i nie dadzą się oszukać kolejny raz.