Kiedy wrócisz, Tato?
Czwartek, 13 grudnia 2012 (02:09)3 grudnia 2012 r.
Muzeum Izba Pamięci Kopalni "Wujek". W sali audiowizualnej trwają przesłuchania dzieci recytujących wiersze. Temat konkursu: "Poezja wolnościowa okresu PRL-u".
Dzieci deklamują wiersze różnych poetów, między innymi Herberta, Miłosza, Hemara oraz rymy bezimiennych, nieznanych autorów. Podobno "Lekcja historii" została napisana przez jednego z internowanych po 13 grudnia 1981 r. w Zabrzu-Zaborzu. Powiedz mi, mamo, kiedy tato wróci?
Kiedy nasz smutek w radość się obróci?
Czemu palisz świeczkę, w oknie stawiasz ją?
Czemu tę wiązankę skrapiasz swoją łzą? Agnieszka Gzik-Pawlak zasiada w jury konkursu. Nie kryje wzruszenia, nie wstydzi się łez. Przecież niektóre z tych wierszy są również o jej tacie...
4 lipca 1990 r.
Relacja z badań sądowo-lekarskich zwłok górników zastrzelonych na kopalni "Wujek" - dla potrzeb komisji Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej: "Nr sekcji 339/81
Ryszard Gzik lat 35 - postrzał śmiertelny mózgo-czaszki z uszkodzeniem tyłomózgowia - wlot poza lewą małżowiną uszną - wylot w obrębie prawej małżowiny usznej (prawa okolica skroniowa)".
14 grudnia 1981 r.
Ryszard Gzik szykuje się na szychtę, idzie na nocną zmianę do kopalni "Wujek". Od 6 marca 1978 roku jest górnikiem oddziału wydobywczego G7. Żona Krystyna przygotowała mu kanapki i herbatę w termosie. Odprowadza go do drzwi. Dziesięcioletnia córeczka Agnieszka już śpi.
Dzień wcześniej na terenie całego kraju wprowadzono stan wojenny. Cała Polska jest oplakatowana obwieszczeniami Rady Państwa. Zaczynają się zatrzymania, internowania i aresztowania. Po północy milicja przychodzi po Jana Ludwiczaka, przewodniczącego Komisji Zakładowej "Solidarności" w kopalni "Wujek". Wieżowiec przy ul. Wincentego Pola 9 jest otoczony przez samochody, zarówno nieoznakowane, jak i radiowozy.
Ludwiczak nie chce otworzyć drzwi funkcjonariuszom. Rozwalają je więc siekierą i wyprowadzają szefa kopalnianej "Solidarności" zakutego w kajdanki.
- Przypuszczam, że właśnie w poniedziałek rodzice dowiedzieli się o zatrzymaniu pana Ludwiczaka - mówi Agnieszka Gzik-Pawlak.
Na kopalni zawiązuje się komitet strajkowy i rozpoczyna się akcja protestacyjna.
15 grudnia 1981 r.
Dziesięcioletnia dziewczynka razem z mamą idą pod kopalnię, jak dziesiątki innych, których synowie, mężowie, ojcowie i bracia strajkują na "Wujku".
- Było strasznie zimno, a wokoło tłum ludzi, to pamiętam. Wśród górników stojących przy siatce wypatrywałam tatusia. Nigdzie go nie widziałam. Mama poprosiła górników, by zawołali Ryszarda Gzika. Długo czekaliśmy na tatę, w końcu przyszedł pod siatkę - wspomina córka. - Chyba go nie poznałam. Nie wyglądał zbyt dobrze. Był wychudzony i nieogolony, w brudnym robotniczym ubraniu i skórzanych rękawicach. W dłoni trzymał drewniane stylisko. Bardzo chciałabym, ale nie pamiętam, o czym rozmawiałam z tatą.
Po kilku minutach górnik mówi do żony: - Zabierz ją stąd - patrząc w kierunku córki. - Niech nie widzi, co tu się będzie działo.
Górnik mocno przytula Agnieszkę, całuje dziewczynkę w czoło na pożegnanie.
Za plecami kobiet stojących przy kopalnianym ogrodzeniu przejeżdżają wojskowe samochody...
16 grudnia 1981 r.
Osiedle w Katowicach-Piotrowicach. Blok przy ul. Głogowskiej. Agnieszka czeka z mamą na tatę. Żadnych wieści, a strach i niepokój są coraz większe. Nad blokami przeleciał helikopter. Nie wiedziały, bo i skąd, że będzie krążył nad kopalnią "Wujek", a funkcjonariusze będą z niego zrzucali pojemniki z gazem na strajkujących. Od strony Brynowa słychać strzały...
- Wyszłam z mamą przed blok. Tam ludzie powiedzieli nam, że kopalnia jest otoczona przez milicję i wojsko - wspomina Agnieszka. - Płakałam, ponieważ się bałam. Mama znalazła mi zajęcie. Powiedziała, że posprzątamy pokój i będzie w nim tak pięknie jak na święta.
Gdy wyszły na dwór, by wytrzepać dywan, śmigłowiec znów przeleciał nad Piotrowicami.
- Chodziłyśmy do sąsiadów, których dwóch synów również pracowało na "Wujku", albo oni przychodzili do nas. Pocieszaliśmy się wzajemnie. Wierzyliśmy, że wszystko będzie dobrze - mówi córka zastrzelonego górnika.
W końcu do drzwi ich mieszkania zapukał sąsiad staruszek.
- Dziewczyny, jest bardzo źle. Strzelają ostrą amunicją.
- Skąd pan o tym wie? - zapytała przytomnie pani Gzik.
- Wiem, bo przeżyłem dwie wojny światowe.
Staruszek się nie pomylił.
A tę wiązankę tatuś nasz miał złożyć
Tam przed kopalnią, gdzie znak męki Bożej,
Ale go zabrali ludzie bardzo źli,
Którzy nie pojmują, co to ból i łzy.
17 grudnia 1981 r.
Sąsiedzi państwa Gzików mają samochód. Zabierają Krystynę Gzik i jadą razem pod kopalnię. Agnieszka zostaje w domu, by czekać na tatę, który przecież może wrócić ze strajku w każdej chwili. Czeka na niego gorący obiad postawiony na piecu oraz apteczka z bandażami i środkami dezynfekującymi.
Gdy przyjeżdżają na miejsce, przed kopalnią stoi już drewniany krzyż, palą się na nim lampki górnicze.
- Mama jeszcze nie wiedziała, że jedna z tych lampek jest dla jej męża - mówi Agnieszka.
Wszelkich informacji o górnikach można zasięgnąć w dziale BHP, który mieści się w budynku przed główną bramą kopalni.
Sąsiedzi pierwsi pytają o synów, ich nazwisk nie ma na żadnej z dwóch list: rannych i zabitych.
- A Ryszard, Ryszard Gzik? - pyta przez ściśnięte gardło kobieta.
Inspektor BHP patrzy na nią, potem na listy i mówi: - Tu jest gorzej.
W tym czasie w szpitalu w Ligocie przeprowadzono sekcję zwłok zastrzelonych górników. Krystyna Gzik usiłuje wejść do prosektorium, nie wpuszczono jej.
Tego samego dnia listonosz przynosi do domu telegram:
"Dnia 16 grudnia 1981 r. w kop. Wujek w Katowicach zginął tragicznie nasz pracownik ob. Ryszard Gzik. Uprzejmie prosimy o pilne przybycie do Kopalni Wujek. Składamy wyrazy serdecznego współczucia. Dyrekcja Kopalni Wujek".
3 grudnia 2012 r.
- Agnieszko, pokaż, proszę, zdjęcie, które zrobili ci esbecy na pogrzebie taty - mówi Jerzy Wartak, którego w 1982 r. skazano na 3,5 roku więzienia za udział w strajku na "Wujku".
Agnieszka Gzik-Pawlak podchodzi do jednej z tablic, które wiszą w Muzeum Izbie Pamięci Kopalni "Wujek".
- Ta mała dziewczynka w kożuszku i króliczej czapce to ja...
Na sali siedzą gimnazjaliści, którzy jeszcze kilka minut temu recytowali z przejęciem wiersze o czasach, w których dorastali ich rodzice.
Kilka lat temu Agnieszka, tak jak i inne rodziny zamordowanych górników, otrzymała z IPN m.in. zdjęcia, które esbecy robili podczas pogrzebów ofiar pacyfikacji kopalni "Wujek". Na jednej z tych fotografii mała dziewczynka wrzuca w czeluść grobu na trumnę taty wiązankę kwiatów. To dziesięcioletnia Agnieszka przytrzymywana przez wuja.
Kobieta opowiada o tamtym grudniu 1981 roku, a na sali panuje przejmująca cisza.
Zapamiętajcie: trzeba świecę palić,
Aby o "Wujku" pamięć móc ocalić.
Trzeba tam poległym okazywać cześć,
Choćby za to przyszło wikt więzienny jeść.
21 grudnia 1981 r.
To milicja wyznaczyła dzień i godzinę pogrzebu Ryszarda Gzika na cmentarzu w Katowicach-Piotrowicach. Cmentarz i jego okolica są szczelnie obstawione przez milicję i esbeków. Doktor Adam Dziuba, historyk z katowickiego IPN, podaje, że na cmentarzu było 20 funkcjonariuszy, a przed nekropolią 30. Ruch samochodów na ulicy został wstrzymany.
Agnieszka pokazuje czarno-białe zdjęcia, które przyniosła na nasze spotkanie. Wśród nich jest kilka z pogrzebu i to, które najbardziej wzrusza.
- Pamiętaj, że z kwiatami to nie była taka prosta sprawa - mówi. - Wszystkie kwiaciarki miały zakaz sprzedaży kwiatów na pogrzeby górników. Babcia z ciocią chodziły od kwiaciarni do kwiaciarni i wszędzie im odmawiano. W końcu znalazły kwiaciarnię, w której usłyszały, że dostaną kwiaty, ale nigdy i nikomu nie mogą powiedzieć, skąd je mają. Kwiaciarka powiedziała dosłownie: "Jak się wyda, że to ja wam sprzedałam kwiaty, to będzie koniec ze mną".
Większe wiązanki były dla dorosłych, mniejsza dla dziesięcioletniej córeczki.
Msza Święta odbyła się bez trumny, którą milicja przywiozła wprost na cmentarz. Choć przez bramę główną nie można było wejść, to esbecja zapomniała o małej furtce na tyłach nekropolii. To właśnie tamtędy wchodzili ci, którzy chcieli towarzyszyć Ryszardowi Gzikowi w jego ostatniej drodze.
SB z całych sił robiła wszystko, żeby pogrzeb zabitego górnika odbył się z małą liczbą żałobników. Nie tylko obstawiła główne wejście na cmentarz, ale również zakazała wysyłać telegramy do rodzin zabitych, a bratu Ryszarda nie chciano wydać przepustki na przyjazd do Katowic z Częstochowy.
Jeszcze przez wiele miesięcy po pogrzebie Agnieszka miała swojego "anioła stróża". Chodził za nią krok w krok. W końcu zaczęła mu mówić "dzień dobry", ponieważ rodzice wychowali ją tak, że nawet jeśli kogoś zna tylko z widzenia, to musi się ukłonić takiej osobie.
Gdy IPN udostępnił jej dokumenty Służby Bezpieczeństwa, szukała śladów tamtego esbeka. Nic nie znalazła na ten temat.
- Cóż mógł raportować? Że byłam w szkole, wracałam z niej albo gdzieś szłam z mamą? Może składał tylko relacje ustne z inwigilacji? - zastanawia się córka Ryszarda Gzika.
7 grudnia 2012 r.
Agnieszka wyjmuje dwa albumy ze zdjęciami. Wszystkie fotografie są posegregowane chronologicznie i opisane.
- To moja Pierwsza Komunia Święta. Tata nosi plaster na czole, bo miał wypadek w pracy. A tutaj jesteśmy razem na wakacjach w Kołobrzegu. Siedzę na armacie w Muzeum Oręża Polskiego, a tata stoi obok. Po latach byłam tam z mężem i synem Olkiem. Mamy identyczne zdjęcie - Agnieszka przerzuca kolejną stronę. Tym razem są tam fotografie z wakacji w Suchedniowie.
Syn Aleksander ma teraz dziesięć lat, tyle samo co jego mama w 1981 roku. Jego drugie imię to Ryszard, po dziadku. Jako jedyny w przedszkolu wiedział, co to jest ZOMO i jaka tragedia miała miejsce na kopalni "Wujek".
- Nie ma dnia, bym nie myślała o tacie, o pacyfikacji. Dlatego wydaje mi się, że wciąż żyję w cieniu tamtej tragedii. Często chodzę na grób taty, opowiadam mu o wszystkim... O naszym spotkaniu też mu powiem - dodaje Agnieszka.
Kolejne zdjęcie. Tym razem są z mamą. Wykonano je w atelier. Był kwiecień 1982 roku. Na twarzach Agnieszki i jej mamy Krystyny widać smutek. A tatuś wróci, kiedy ziarno wzejdzie,
I naszym krajem miłość rządzić będzie,
Wtedy to nasz smutek w radość zmieni się...
Sebastian Reńca, pisarz, publicysta