Potrzebny jest jasny przekaz
Sobota, 1 kwietnia 2017 (06:20)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy po konferencji wiceministra Bartosza Kownackiego nasza wiedza, jeśli chodzi o przetarg śmigłowcowy, jest bogatsza?
– Powiem uczciwie, że po wysłuchaniu słów wiceministra Bartosza Kownackiego czuję niedosyt, co więcej, jestem zawiedziony. Spodziewałem się, że przynajmniej jeśli chodzi o śmigłowce dla Wojsk Specjalnych oraz śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, które będą miały również funkcję ratownictwa morskiego, to z ust wiceszefa MON wybrzmi informacja, do kiedy przetarg zostanie rozstrzygnięty i konkretnie ile tych śmigłowców Polska zakupi. Tymczasem wiceminister potwierdził tylko, że w grę wchodzą wspomniane dwa rodzaje śmigłowców, natomiast kiedy przetarg zostanie rozstrzygnięty, nic nie wiemy, poza bardzo ogólnym stwierdzeniem, że dostawy nastąpią bardzo szybko. Jak poinformował wiceminister Kownacki, urzędnicy Inspektoratu Uzbrojenia mają do przeanalizowana dziesiątki tysięcy stron dokumentów, co siłą rzeczy musi potrwać. Natomiast nie wiemy, co ze śmigłowcami transportowymi i jaki będzie dalszy los tego przetargu, nie ma też informacji, co do zapotrzebowania na śmigłowce bojowe. Tego mi zabrakło.
Wcześniej wiele się mówiło o zakupie śmigłowców szkoleniowych lub do testów. Teraz usłyszeliśmy, że nie ma takiej potrzeby. Skąd ta nagła zmiana w podejściu?
– W tym względzie zdaję się na fachowców, ekspertów. Niemniej jednak jako argument słyszymy, że gdyby wybrano do szkolenia śmigłowce jednego z oferentów, to mogłoby to rodzić podejrzenia pozostałych uczestników przetargu, że decyzja o zakupie takiego, a nie innego sprzętu już zapadła. Ponadto jeżeli minister czy wiceminister obrony narodowej mówią, że nie ma potrzeby zakupu śmigłowców szkoleniowych czy do testów, to rozumiem, że sprawa została dobrze przeanalizowana i takiej potrzeby rzeczywiście nie ma.
Wcześniej jednak była…?
– No właśnie… Pytanie, co takiego się stało w międzyczasie, że zmienił się punkt widzenia. Niestety nie mam takiej wiedzy, więc nie chcę o tym przesądzać, a tym bardziej nie jest moją intencją, żeby wprowadzać kogokolwiek w błąd. Być może w tej chwili możliwości finansowe państwa są takie, a nie inne i priorytetem jest inny sprzęt obronny, a niekoniecznie śmigłowce… Tak czy inaczej poruszamy się w sferze domysłów, dlatego formułowanie zarzutów jest nieuprawnione, a przynajmniej stanowczo przedwczesne. Dobrze byłoby, aby w tej kwestii merytorycznie wypowiadali się ci, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo państwa czy za szkolenie naszych pilotów wojskowych. Z całą pewnością informacje od ekspertów, od osób odpowiedzialnych w tym temacie, czy jest pilna potrzeba zakupu takich maszyn, czy może nie jest to aż takie pilne, byłaby jak najbardziej na miejscu, co więcej, przerwałaby wszelkie dywagacje.
Może brak szczegółów co do dat wynika z wcześniejszych doświadczeń, kiedy media „czepiały” się ministra Antoniego Macierewicza, że podaje terminy, których nie dotrzymuje?
– Zgadzam się, że podawanie bardzo precyzyjne terminów rzeczywiście jest niebezpieczne, bo każde przesunięcie w czasie – nawet o kilka dni – powoduje spekulacje medialne oraz ataki opozycji, która tylko szuka pretekstu. Tak czy inaczej, że w ciągu miesiąca od złożenia ofert nastąpi rozstrzygnięcie, to taka deklaracja rzeczywiście padła, stąd liczyliśmy, że teraz to zostanie potwierdzone. Niestety tak się nie stało. Cóż… być może wynika to z ostrożności, o której pan wspomniał. Czekamy zatem, że decyzje w końcu zostaną podjęte i poznamy, kiedy nastąpi rozstrzygnięcie tego przetargu.
Natomiast MON potwierdza, że kupowanie śmigłowców w oparciu o jedną platformę jest nieuzasadnione…
– I to jest bardzo dobra informacja dla producentów śmigłowców, ale także dla wojska. Co by nie powiedzieć, zamykanie się czy też ograniczanie do jednej platformy śmigłowcowej znacząco osłabia możliwości obronne i operacyjne wojska, a ponadto nie daje szansy na kontrakt chociażby dwóm producentom tego sprzętu, którzy swoje zakłady mają w Polsce, mam na myśli oczywiście PZL Mielec i PZL Świdnik.
To inne spojrzenie, inna wizja, od tej, którą lansowała Platforma…
– Za rządów koalicji PO – PSL stworzono jedną platformę dla śmigłowców transportowych, wojsk specjalnych, ratownictwa morskiego, zwalczania okrętów podwodnych. Inaczej mówiąc, wszystko wrzucono do jednego worka, z którego wyciągnięto francuskie śmigłowce Caracal. Na całe szczęście obecne kierownictwo Ministerstwa Rozwoju po przeanalizowaniu sprawy zamknęło postępowanie bez wyłaniania oferenta. Przypomnę też, że jako strona społeczna, jako Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” wielokrotnie próbowaliśmy przekonywać zarówno gen. Skrzypczaka, jak i min. Siemoniaka, że dokonywanie zakupów w oparciu o jedną platformę śmigłowcową to złe rozwiązanie. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że jakakolwiek awaria statku powietrznego w wojskach lotniczych powoduje uziemienie wszystkich pozostałych maszyn tego typu do czasu, kiedy przyczyny zdarzenia nie zostaną wyjaśnione, co wymaga czasu. W tej sytuacji, mając do dyspozycji tylko jedną platformę, sami sobie stwarzamy zagrożenie i ryzyko, że w razie potrzeby samoloty czy śmigłowce nie będą mogły wystartować. Stąd racjonalne i bardzo odpowiedzialne jest oparcie floty – w tym wypadku śmigłowcowej – na kilku platformach, bo gdyby coś się wydarzyło, to pozostałe maszyny mogą zostać użyte. Niestety nasze sugestie napotykały mur obojętności, innymi słowy – nie liczono się ze zdaniem strony społecznej. Po zmianie władzy w Polsce nasz głos jest słyszany.
Jak ocenia Pan tempo trwającego postępowania?
– Wiceszef MON Bartosz Kownacki, owszem, zwrócił uwagę, że obecne postępowanie przetargowe zostało przeprowadzone bardzo szybko i sprawnie, bo w trzy miesiące, przypominając jednocześnie, że za rządów Platformy dochodzenie do obecnego etapu trwało około dwóch lat. I to jest fakt. Oczywiście obserwowaliśmy podawanie przez ministra obrony różnych terminów dostarczania pierwszych śmigłowców, co miało nastąpić najpierw w grudniu ubiegłego roku, a następnie w styczniu i w lutym. Jednakże pomijając ten fakt, z dużą satysfakcją możemy powiedzieć, że jeśli chodzi o obecny etap, czyli czas 30 dni dotyczący wyłaniania dostawcy czy dostawców śmigłowców dla naszych Sił Zbrojnych rzeczywiście odbyło się to szybko.
Nawiązując do wypowiedzi wiceministra Kownackiego, czy zgadza się Pan, że sprawa zakupu śmigłowców niepotrzebnie budzi nadzwyczajne emocje?
– Jako przedstawiciel strony związkowej mogę zrozumieć i rozumiem zniecierpliwienie zarządów czy pracowników z PZL Mielec czy PZL Świdnik, ale nie bardzo rozumiem zaniepokojenie polityków z tzw. opozycji totalnej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że prym w formułowaniu zarzutów pod adresem obecnego kierownictwa MON wiodą ci politycy, którzy są odpowiedzialni za to, że Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej wciąż nie mają nowoczesnych śmigłowców, podczas gdy powinny być dostępne już od co najmniej dwóch lat. I takie podejście byłego szefa MON Tomasza Siemoniaka, wiceministra Czesława Mroczka i całej tej formacji winnej zaniedbań jest po prostu śmieszne, obłudne. Uzasadnione może być zniecierpliwienie zakładów, które czekają na rozstrzygnięcie postępowania przetargowego, ale nie tych, którzy odpowiadają za to, że wciąż nie mamy nowoczesnych śmigłowców.
To wygląda tak, jakby jedynie od śmigłowców zależało nasze bezpieczeństwo…
– Doskonale zdajemy sobie sprawę, że śmigłowce jako jeden z segmentów uzbrojenia Sił Zbrojnych RP są bardzo ważnym elementem, który wpływa na zdolności i możliwości obronne naszego kraju. I to jest poza wszelką dyskusją. Natomiast oprócz floty śmigłowcowej jest jeszcze wiele innych elementów, które są niezbędne, żeby bezpieczeństwo Polski było kompletne.
Mamy też zapowiedź kolejnych przetargów…
– Jeżeli zapowiedzi premier Beaty Szydło, jeżeli deklaracje ministra Antoniego Macierewicza z kampanii wyborczej potwierdzone w ubiegłym roku w PZL Mielec i PZL Świdnik, że dla polskiego rządu priorytetem będzie, żeby wykonawcą uzbrojenia dla naszego wojska byli producenci, którzy wytwarzają tego typu sprzęt w Polsce, tu płacą podatki i dają miejsca pracy naszym pracownikom – jeśli to zostanie dotrzymane, to jestem spokojny o polskie zakłady. Natomiast co do jakości śmigłowców produkowanych czy to w Mielcu, czy w Świdniku to nie może być najmniejszych wątpliwości. Jest to sprzęt najwyższej klasy światowej, sprzęt sprawdzony i z powodzeniem użytkowany w wielu armiach. Ponadto jest to sprzęt konkurencyjny w stosunku do pozostałych producentów, czy we Francji, czy w innych krajach świata.