• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Lekcja życia od Żołnierzy Wyklętych

Czwartek, 16 marca 2017 (05:21)

Z Konradem Łęckim, reżyserem filmu „Wyklęty”, inspirowanego życiem Józefa Franczaka ps. „Lalek”, ostatniego Żołnierza Wyklętego, rozmawia Paula-Zofia Niechciał.

Jakie wartości starał się Pan zawrzeć w „Wyklętym”?

– To jest przede wszystkim poczucie obowiązku, wiara w swoje ideały. Na przykładzie naszego bohatera przechodzimy długą drogę. Chciałem pokazać, że pomimo przeciwności i różnych kolei losu powinniśmy trzymać się swoich przekonań, wierzyć w to, co robimy, do końca. Być wiernym sobie i swoim zasadom.

Która scena była dla Pana najważniejsza? Czy można w ogóle w tym przypadku jakąś hierarchię stosować?

– Nie, bo to trudno jednoznacznie powiedzieć. Wszystkie są na swój sposób ważne. Film jest budowany na dużych emocjach, więc trudno tutaj wyróżnić jedną, która byłaby w jakiś sposób warta szczególnego podkreślenia, bo wtedy skrzywdziłbym inne sceny. Zatem to naprawdę ciężko. Chociaż myślę, że na pewno wątki z dziećmi to są trudne sceny, dość bolesne, gdzie pokazujemy, jak traktowano również dzieci Żołnierzy Wyklętych. Tak rzeczywiście było, także one są mocne. Ale czy są najważniejsze? Nie odpowiem.

Film udało się nakręcić dzięki zbiórce pieniędzy oraz wsparciu sponsorów. To produkcja niezależna i przy stosunkowo niskim budżecie. Chcę zapytać właśnie o wspomnienia z okresu pracy na planie.

– Film był kręcony 3 lata, 68 dni zdjęciowych, 80 aktorów, ekipa zdjęciowa ok. 600 osób. Dla nas to był ciężki czas, włożyliśmy dużo energii, dużo siły, żeby ten film powstał. Często, gdy idzie się na polski film historyczny, powstaje duży niesmak. Sceny kręcone najczęściej tylko w jednym pokoju i jakoś to tak wszystko dziwnie wygląda.  Dlatego zależało nam, żeby do tego nie dopuścić. Pracowaliśmy szczególnie intensywnie, chcieliśmy dołożyć największych starań. Jako ciekawostkę powiem, że kilka osób podczas realizacji tego filmu przypłaciło go zdrowiem, ze mną włącznie. Po jednym z dni zdjęciowych zabrała mnie karetka z planu. Kilku aktorów podczas scen zimowych miało odmrożenia. Myślę, że to jest dowód na to, że nie oszczędzaliśmy się. Tutaj nie ma nieprawdy. Nie zobaczycie papierowych dekoracji. Film rodził się w wielkich bólach, niektórym nie było po drodze, żeby ta produkcja powstała, ale jest, z czego się bardzo cieszę.

 Jakie kryteria Pan przyjmował, podejmując decyzję w sprawie obsady głównego bohatera, którego – przypomnijmy – zagrał Wojciech Niemczyk?

– Ta rola była trochę pisana pod Wojtka. Ja go troszkę obserwowałem w różnych spektaklach i widziałem potencjał. Byłem przekonany, że on podoła, że uda mu się zbudować postać na takich bardzo oszczędnych środkach wyrazu. To jest aktor, który skupia na sobie uwagę, ale w taki sposób, że prawie o tym nie wiemy. Bo to jest tak, że on nie musi się zagrywać, używać szczególnych środków artystycznych, a i tak uzyskuje efekt. Moim zdaniem, to bardzo dobre. Dlatego od początku było jasne, że to będzie Wojtek. To moja świadoma decyzja.

Wydaje mi się, że równie ważnym bohaterem filmu jest… region świętokrzyski. W którymś momencie plenery przestają być tylko tłem, zaczynają grać równolegle. To przypadek czy zamierzone działanie?

– Przyznaję, że ja się wywodzę z województwa świętokrzyskiego i stąd, przy tej okazji, chciałem trochę ten region wyeksponować, pokazać. Jest piękny, ciekawy, tak naprawdę ciągle nieodkryty, mimo że właściwie leży w centralnej Polsce. Wszyscy znają tam tylko kilka szablonowych miejsc, takich szczególnie rozreklamowanych. Natomiast tam jest szereg miejsc magicznych, o których nikt nic nie wie. I w tej produkcji udało nam się, przez te 3 lata na planie, odwiedzić ich bardzo dużo. To był właśnie drugi cel: doprowadzić do sytuacji, w której ludzie po prostu będą mogli to zobaczyć. Więc tak, to nie jest przypadek. I rzeczywiście ładnie to wypadło. To duża zasługa człowieka, który robił zdjęcia, Karola Łakomca. On rzeczywiście wyciągnął z tych miejsc całą plastykę. Osoby, które oglądały już ten film, są zachwycone i zawsze pada pytanie, gdzie to jest. Kiedy odpowiadam, że to w Świętokrzyskiem, ludzie reagują zaskoczeniem. Cała historia rozgrywa się tam, chociaż fabularnie jest to jakiś region Polski, bo też ta historia mogła wydarzyć się wszędzie.

Dziękuję za rozmowę.

Paula Zofia Niechciał