Projekt Unia Europejska wymaga korekty
Piątek, 10 marca 2017 (19:29)Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Wraz z wyborem Donalda Tuska mamy niebezpieczny precedens – złamaną zasadę, że kandydat został wybrany wbrew opinii własnego państwa. Co to oznacza?
– Owszem, złamano ważną zasadę, ale nie jedną. To łamanie zasad poprzedziły kalkulacje, co się bardziej opłaca. Mianowicie mamy rok wyborów w Niemczech, we Francji tak naprawdę wciąż nie wiadomo, jak będzie wyglądała gospodarka i polityka we Włoszech, co z Holandią. Również Wielka Brytania – czemu zresztą trudno się dziwić – ma na głowie kwestie związane z Brexitem i też zależy jej na wynegocjowaniu możliwie najlepszych warunków wyjścia z Unii Europejskiej. To wszystko spowodowało, że nawet niepisane zasady zostały złamane. Istnieje konieczność podjęcia dyskusji na temat zasad dotyczących dalszego funkcjonowania Unii.
Wystąpienie kanclerz Merkel wczoraj w Bundestagu – jeszcze przed szczytem – wskazywało jasno, że wybór Tuska jest przesądzony i protesty Polski na nic się zdadzą.
– Źle się stało, że wybór ten został dokonany wbrew państwu, z którego pochodził kandydat. I to jest bardzo niebezpieczny precedens. O tym wyborze zadecydował interes wewnętrzny takich państw jak Niemcy czy Francja, ale też interesy innych krajów członkowskich. Trudno określić perspektywę, ale czas pokaże, że to polski rząd miał rację, sprzeciwiając się wyborowi Donalda Tuska. Nie wzięto pod uwagę jeszcze jednej kwestii – nieporuszanej przez media. A mianowicie, że sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold, przesłuchując m.in. byłego premiera, byłego prezesa NBP Marka Belkę, usłyszała rzecz zatrważającą. Otóż Marek Belka osobiście – nie przez pośredników – o piramidzie finansowej informował ówczesnego premiera Donalda Tuska, który w ogóle na to nie zareagował. Jedynym krokiem, jaki podjął, było wycofanie swojego syna z tego „złotego interesu”. Natomiast faktem jest, że Donald Tusk pozostawił na lodzie, pozostawił samym sobie bezbronnych Polaków, których ten parabank oszukiwał, wyzyskiwał. Ale afera Amber Gold to nie jedyna plama na wizerunku Tuska. Kolejną jest sprawa prywatyzacji Ciechu, gdzie dwóch wiceministrów z rządu Tuska jest zatrzymanych. To wszystko daje wiele do myślenia. Tym bardziej dziwi fakt, że zapowiedź, iż Donald Tusk znajdzie się na liście przesłuchiwanych przez komisję śledczą, nikogo na unijnych salonach nie zastanawia, że nie powoduje żadnej refleksji. Dodam tylko, że stanowisko szefa Rady Europejskiej nie chroni Donalda Tuska przed stawieniem się w charakterze świadka przed komisją śledczą, a być może także przed organami sprawiedliwości. Oczywiście nikt na razie nie formułuje zarzutów przeciw Tuskowi, ale można się spodziewać, że będzie konieczność jego przesłuchania. Wszyscy są równi wobec prawa, Donald Tusk również. Obawiam się, że z czasem ci, którzy teraz – zresztą wbrew Polsce – przeforsowali na stanowisko szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, mogą mieć z nim poważny problem. Ale to już ich kłopot.
Czyim kandydatem był Donald Tusk?
– Z całą pewnością Donald Tusk nie był kandydatem Polski, z którą sam się nie utożsamia. Kandydatem Polski – oficjalnie zgłoszonym – był Jacek Saryusz-Wolski. Niemcy, którzy na stanowisko szefa Rady Europejskiej de facto wysadzili Tuska, dość sprytnie rozegrali tę sprawę. Tym samym Tusk nie był – oficjalnie – kandydatem Niemiec, ale został zgłoszony przez premiera Malty, która obecnie sprawuje prezydencję w Unii Europejskiej. Wybrano zatem dość pokrętne rozwiązanie. Bo proszę mi powiedzieć, co Tusk ma wspólnego z Maltą – poza tym, że być może jeździł tam na wczasy. Natomiast wypowiedzi kanclerz Angeli Merkel – jeszcze przed szczytem – wskazywały jednoznacznie, czyim kandydatem jest Tusk. Tak czy inaczej zastanawiam się, czy kanclerz Merkel dobrze ten krok przekalkulowała, bo jej współpraca z Tuskiem może się zakończyć dość szybko, już we wrześniu.
Nie zostało uszanowane zdanie Polski – państwa, które prezentuje inny pogląd, inną opinię. Został zburzony fundament wspólnoty, która ma być oparta na jedności?
– W Unii Europejskiej obowiązują podwójne standardy. To już nie jest nawet płynność, ale poważny kryzys zasad. Stąd fundament jedności, o który pan pyta, nie został zburzony wczoraj podczas szczytu w Brukseli, ale ten fundament legł w gruzach w poniedziałek podczas spotkania wersalskiego przywódców Niemiec, Francji, Hiszpanii i Włoch, gdzie de facto ukonstytuowała się grupa dążąca do stworzenia Europy kilku prędkości. Tym samym wszelkie zasady określone traktatem o Unii Europejskiej czy też niedookreślone w traktatach, ale przyjęte i obowiązujące zwyczajowo zostały podeptane. Ojcowie założyciele Unii Europejskiej przewracają się w grobach, patrząc, co unijni decydenci wyczyniają z tym projektem, z tą piękną ideą zjednoczonej Europy. Świętemu Janowi Pawłowi II też z całą pewnością nie o taką Europę chodziło. Polityczna rzeczywistość skrzeczy. Unia potrzebuje dogłębnych reform, a państwa członkowskie, które ją tworzą, powinny podjąć poważną refleksję. Prymat siły nad zasadami – o czym zresztą mówiła premier Beata Szydło – prowadzi donikąd.
Unia będzie dalej jednością?
– Powtórzę to, co w rozmowach z panem bodajże przed dwoma laty powiedziałem, a mianowicie, że jesteśmy świadkami początku końca Unii Europejskiej.
Nie ulega wątpliwości, że to, z czym obecnie mamy do czynienia, to pierwszy etap realizacji interesów Niemiec. Weźmy chociażby euro. To nie była waluta wymyślona przez ekonomistów, finansistów, ale był to projekt czysto polityczny, na którym zyskiwały głównie Niemcy oraz Francja. W tej chwili ten wspólny produkt wyczerpał możliwości wykorzystania czy może bardziej czerpania korzyści przez Niemcy i dalszym krokiem – za dwa, trzy lata – może być próba wyjścia ze strefy euro przez Niemcy. Kalkulacje wskazują, że poza strefą euro najwięcej zyskałaby gospodarka niemiecka. Okres wyprzedaży niemieckich produktów do krajów południa Europy właśnie się skończył. Kraje te bowiem wpadły w pułapkę długu publicznego, kryzysu finansów publicznych i nie są już w stanie absorbować produktów niemieckich.
Szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel, który gościł ostatnio w Warszawie, z Polski udał się do Moskwy. Czy Niemcy zaczynają budować – ponad głowami innych unijnych krajów – most z Rosją?
– Sigmar Gabriel to temat, który ma wiele wątków. Dwa lata temu doszło do nieformalnego uzgodnienia między kanclerz Merkel z ówczesną premier Ewą Kopacz, że kontakty z Berlina z Moskwą będą się odbywały za pośrednictwem czy „via Warszawa”. Inaczej mówiąc, wizytę ważnego polityka niemieckiego w Moskwie będzie poprzedzała wizyta w Warszawie w celu ustalenia wspólnych celów, zadań itd. Druga sprawa dotyczy tego, że Sigmar Gabriel jest, owszem, członkiem rządu Angeli Merkel, ale jest socjalistą, który – jak można sądzić – wcale nie życzy dobrze Angeli Merkel, bo to jest człowiek Martina Schulza. I to, o czym rozmawiamy, może mieć bardzo szeroki wymiar, niekoniecznie do końca taki, jak brzmią te tylko z pozoru niewinne informacje.
Z tego wynika jeden wniosek: że niezależnie, kto będzie przyszłym kanclerzem Niemiec – Merkel czy Schulz, to współpraca Niemiec i Rosji będzie kwitła…
– Niestety, ale tak było, tak jest i wszystko wskazuje, że tak będzie.
Wracając do wyboru Donalda Tuska, co Pana zdaniem Polska osiągnęła swoim sprzeciwem?
– Polska z tego szczytu – wbrew temu, co się mówi w kręgach nam nieżyczliwych – wychodzi z twarzą. Polski rząd pokazał, że nie można być dwulicowym, ale wbrew narzucanej retoryce można być stanowczym, że najważniejsza jest polska racja stanu, a nie partykularne interesy poszczególnych krajów. Stanowisko Polski jest jasne, klarowne. Premier Beata Szydło, prezes Jarosław Kaczyński i my, europarlamentarzyści z EKR, do której należy Prawo i Sprawiedliwość, nie ukrywamy i w imię własnych interesów się nie wypieramy tego, w jakim kierunku chcemy, aby Unia podążała. Czas pokaże, że sprzeciwiając się reelekcji Donalda Tuska, mieliśmy rację. Interesy unijnych elit zdecydowały o tym, że człowiek, który nie otrzymał poparcia z kraju swojego pochodzenia, wbrew Polsce został wybrany na drugą kadencję. To dowód na to, że wszelkie zasady zostały złamane, że coraz wyraźniej rysuje się kres Unii Europejskiej. I nad tym należy ubolewać.