• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Co to za kandydat, który się odcina od Polski

Piątek, 3 marca 2017 (05:24)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Na najbliższym rocznicowym szczycie Unii Europejskiej w Rzymie będzie poruszana kwestia kandydatury Donalda Tuska. Pana zdaniem sprawa, kto zostanie przewodniczącym Rady Europejskiej, jest już rozstrzygnięta, wszystko zostało przesądzone?

– Uważam, że na ten moment nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte. Warto bowiem pamiętać, że sytuacja jest bardzo dynamiczna. Tak czy inaczej najbliższe dni chyba niczego nie wyjaśnią do końca, a zatem sprawa będzie wciąż otwarta. Wbrew temu, co głoszą lejwodowie z Platformy tzw. Obywatelskiej czy w ogóle opozycja w Polsce, sprawa ewentualnej kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego nie jest w sposób jednoznaczny zakończona. Jeśli chodzi o kandydaturę Donalda Tuska czy – jeśliby się potwierdziło – również o kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego, to zarówno jeden, jak i drugi są przedstawicielami chadeków. I to uaktywniło socjalistów, którzy zarzucają, że chadecy obecnie piastują zbyt dużo głównych stanowisk w Parlamencie Europejskim. Przypomnę, że zarówno szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, jak i przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani to chadecy i dlatego socjaliści oczekują zmiany na stanowisku szefa Rady Europejskiej i obsadzenia tego fotela przez przedstawiciela ich frakcji. Na razie zaczynają zgłaszać swoich kandydatów. Taką bardzo poważną jest kandydatura byłej premier Danii Helle Thorning-Schmidt, dużo mocniejsza od skądinąd skompromitowanego na wielu frontach prezydenta Francji Francois Hollande'a.

Kto w takim układzie zgłosił kandydaturę Donalda Tuska?

– Donald Tusk sam zgłosił swoją kandydaturę. Ostateczne rozstrzygnięcie, kto będzie piastował funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej przez najbliższe dwa i pół roku, powinno zapaść na szczycie Unii Europejskiej w Rzymie, ale – jak sądzę – nie należy się spodziewać, że będzie to wybór jednomyślny. Z tego, co pamiętam, ten wybór musi się dokonać kwalifikowaną większością głosów.

Jaką rolę w tym wyborze może mieć kanclerz Angela Merkel?

– Z doniesień medialnych wynika, że rząd kanclerz Angeli Merkel zajął już stanowisko w tej sprawie, tylko na razie informacja, na kogo postawią Niemcy, nie została przekazana. Wiadomo też, że jeszcze przed szczytem w Rzymie odbędzie się spotkanie premier Beaty Szydło z kanclerz Angelą Merkel, na którym – jak można przypuszczać – sprawa wyboru na stanowisko szefa Rady Europejskiej też będzie dyskutowana.

Na ile prawdopodobne jest to, że kanclerz Merkel zmieniła zdanie w sprawie Donalda Tuska?

– Z całą pewnością sytuacja obecnej kanclerz Niemiec jest trudna. Przed zbliżającymi się wyborami w Niemczech sytuacja polityczna bardzo się skomplikowała, bo za sprawą Martina Schulza, który prowadzi w sondażach, urząd kanclerski może się jej wymknąć z rąk. Tym samym Merkel nie może sobie pozwolić na kolejny błąd. W tej sytuacji popieranie Donalda Tuska byłoby błędem. Wtorkowa debata w Parlamencie Europejskim potwierdziła jedno, a mianowicie że to, co Tuskowi naprawdę wyszło w dobiegającej końca dwuipółletniej kadencji szefa Rady Europejskiej, to Wielka Brytania z Unii Europejskiej. I Angela Merkel nie może lekceważyć tych krytycznych oficjalnych głosów w PE.  

Z Parlamentu Europejskiego dochodzą też głosy, że nie można mówić o Jacku Saryusz-Wolskim jako poważnym kandydacie, bo to zwykły europoseł, który nie zajmował eksponowanego stanowiska – dajmy na to – w rządzie. Czy to jest formalny wymóg?

– Nie jestem pewien, czy taki wymóg istnieje. Natomiast jeśli chodzi o Jacka Saryusz-Wolskiego, to przypomnę tylko, że był on ministrem, ponadto trzecią kadencję od 2004 r. jest posłem do PE. Jest także wiceprzewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej. To jest świetny specjalista, z wieloletnim doświadczeniem i równie dobrze, jeśli nie lepiej postrzegany w Europie niż Donald Tusk. Jest dobrze postrzegany przez wszystkie frakcje w PE i w odróżnieniu od Tuska biegle włada kilkoma językami, m.in. angielskim i francuskim. To wszystko potwierdza tylko, że byłby dobrym kandydatem na stanowisko szefa RE. Zresztą funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej nie można postrzegać jako funkcji przywódczej – jak to często przypisywało się w odniesieniu do Tuska, że to prezydent czy „król” Europy, bo tak nie jest. Szef Rady Europejskiej to przede wszystkim organizator prac Rady. I Jacek Saryusz-Wolski – w mojej ocenie – byłby świetnym organizatorem prac szefów rządów państw członkowskich UE. Posiedzenia Rady Europejskiej byłyby organizowane i przygotowane w sposób profesjonalny i prowadzenie tych obrad byłoby znacznie sprawniejsze i nieporównywalnie lepsze od tego, które ma miejsce obecnie, a o czym słyszymy na Sali Plenarnej PE. Stąd wymóg, o którym pan wspomniał w pytaniu, wobec korzyści, jakie wynikałyby z ewentualnego wyboru Jacka Saryusz-Wolskiego, jest nieporównywalny i – jak sądzę – wyssany z palca. Nie należy też wykluczyć, że jest to element kampanii wyborczej Tuska i tych, którzy go popierają.

Jakie prawo pretendowania do tego stanowiska ma człowiek, który nawet nie zwrócił się o poparcie do własnego rządu?  

– Zachowanie Donalda Tuska, jego buta i arogancja są nieprawdopodobne. Przecież on się odcina od Polski. Jakie w tej sytuacji może być stanowisko polskiego rządu, jeśli ponoć Polak – bo tak o sobie mówi – odcina się od własnego kraju, od interesów Polski? Zresztą nawet jego wypowiedzi podczas sesji plenarnych europarlamentu były tego najlepszym dowodem.

Czy zatem Jacek Saryusz-Wolski – jak Pan wspomniał – polityk doświadczony, skuteczny, doskonale przygotowany, może być alternatywą dla Donalda Tuska?

– Z całą pewnością Jacek Saryusz-Wolski może być bardzo dobrym, dużo lepszym od Donalda Tuska przewodniczącym Rady Europejskiej. Na razie kandydatura Saryusz-Wolskiego nie została jeszcze oficjalnie zgłoszona i o tym też trzeba pamiętać. Natomiast gdyby został zgłoszony, to z całą pewnością byłby to bardzo poważny kandydat na stanowisko szefa Rady Europejskiej.

Czy dyskusja o kandydaturze Jacka Saryusz-Wolskiego to nie jest „pocałunek śmierci” od rządu Prawa i Sprawiedliwości, jak napisał na Twitterze Janusz Lewandowski?

– Gdyby tak myślał sam Jacek Saryusz-Wolski, to z całą pewnością po doniesieniach „Financial Times” byłoby już z jego strony jakieś dementi. Nie oznacza to jednak, że to jest kwestia uzgodniona z obecnym polskim rządem. Natomiast tej klasy polityk, z tak dużym doświadczeniem nie musi się obawiać, że w przypadku potwierdzenia tych informacji byłby to dla niego „pocałunek śmierci”. Niech się martwi Platforma i Janusz Lewandowski, a nie Jacek Saryusz-Wolski. Jego drogi z Platformą już dawno się rozchodziły i jak się temu przyglądam, to uważam, że chyba się rozeszły już na dobre. Było to widać od dawna. Mogłem to obserwować osobiście od początku obecnej kadencji europarlamentu, w którym mam zaszczyt zasiadać. Widziałem wyraźnie, że ze skandalicznymi zachowaniami i działaniami Platformy przeciw Polsce Jacek Saryusz-Wolski się nie utożsamiał. Zachowywał się w sposób bardzo profesjonalny i obiektywny. Jego stanowiska były zawsze wyważone. Przyznam, że zawsze się dziwiłem i nawet zadałem mu pytanie: „Co Ty robisz w tej Platformie?”. I – jak sądzę – przyszedł w końcu czas, kiedy być może sam zainteresowany doszedł do wniosku, że aby móc zachować twarz, by móc codziennie podczas golenia spojrzeć sobie w oczy, pora zająć zdecydowane stanowisko.

Platforma i sam Grzegorz Schetyna domaga się wyjaśnień w sprawie kandydatury na szefa Rady Europejskiej od premier Beaty Szydło i zakończenie – jak to określono – intrygi. Czy Platformie zaczyna się palić grunt pod nogami?

– Z całą pewnością Platformie grunt pali się pod nogami. Natomiast warto sobie też uzmysłowić, że wybór przewodniczącego Rady Europejskiej to nie jest domena narodowa żadnego z 27 państw członkowskich Unii. Jest to wybór konkretnej osoby nieoznaczonej barwami narodowymi. W związku z tym Platforma zresztą kolejny raz nie rozeznaje się w sytuacji, ta formacja się pogubiła. Premier Beata Szydło nie jest właściwym adresatem tych nerwowo i bardzo emocjonalnie wypowiadanych słów. Niech nie liczą, że premier Szydło im odpowie na tego typu zaczepki. Przyjdzie jednak taki czas, być może jeszcze w tym tygodniu, że odpowie im sam Jacek Saryusz-Wolski.

Zakładając, że nie będzie reelekcji na stanowisku szefa Rady Europejskiej, jakie miejsce w polityce widzi Pan na przyszłość dla Donalda Tuska?

– Zakładając taki scenariusz, to nie sądzę, żeby Donald Tusk wrócił czynnie do polityki w Polsce. Nie wyobrażam sobie Donalda Tuska, z jego wrodzoną niechęcią do pracy w ogóle, jako polityka, który nagle wsiada w pojazd i objeżdża wszystkie powiaty w Polsce, próbując zadbać o głosy i zachęcić Polaków do poparcia Platformy zmierzającej powoli, ale w sposób zdecydowany w polityczny niebyt. Wydaje mi się, że koledzy Tuska, niekoniecznie ci z Polski, postarają się znaleźć dla niego miękkie lądowanie, intratne stanowisko w jednej z europejskich agend. Tak czy inaczej byłoby to schowanie w cień człowieka, który niczym dobrym nie przysłużył się ani Europie, ani tym bardziej Polsce.

Czy Platforma przetrwa bez Donalda Tuska?

– Platforma z Tuskiem czy bez Tuska będzie tylko tracić swoje poparcie. I wydaje się, że jest to partia, która może się usadowić na poziomie 8-10-proc. poparcia Polaków. To wszystko, na co stać formację, która źle przysłużyła się Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki