Budujemy entuzjazmem, a nie jak Nowoczesna – kasą
Środa, 1 marca 2017 (05:29)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Jaka atmosfera panuje w klubie Kukiz’15, który – jakby nie było – zaczyna się kurczyć po odejściu posłanek Anny Siarkowskiej, Magdaleny Błeńskiej, które razem z poseł Małgorzatą Janowską zakładają własne koło Republikanie?
– Atmosfera w Kukiz’15 jest bardzo dobra. Chyba każdy jest zadowolony, kiedy wie, z kim pracuje, na kogo może liczyć, kiedy towarzyszy mu świadomość, że jest członkiem zespołu, który tworzy zgrany team, działa w jednej drużynie, a nie przeciwko sobie.
Czy mimo wszystko nie jest to jedynie robienie dobrej miny do złej gry?
– Po wyborach w 2015 r. z ruchu Kukiz’15 do Sejmu weszły 42 osoby, dzisiaj nasz klub liczy 33 posłów i nie jest to żadna tragedia. Przypomnę słowa Pawła Kukiza, który na początku kadencji powiedział wyraźnie, że w klubie nie chce mieć 42 wybrańców, ale grupę osób, z którymi może dalej iść i budować, a nie zakończyć swój udział w życiu publicznym, politycznym już po pierwszej kadencji. Kiedy Paweł Kukiz mówił te słowa, przypomniał wydarzenia z historii politycznej braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich, którzy po raz pierwszy wchodząc do Sejmu jako Porozumienie Centrum, też mieli klub liczący 40 posłów, przy czym po pierwszej kadencji w ich szeregach zostało tylko bodajże 20 posłów. Jednak to nie przeszkodziło w zbudowaniu fundamentu pod Prawo i Sprawiedliwość, które dziś samodzielnie rządzi Polską. Ruch Kukiz’15 jest w Sejmie pierwszą kadencję i my też budujemy fundament. Jesteśmy realistami, tworzymy struktury i całą formułę, wymagamy od siebie, ale też jesteśmy świadomi, że jest to proces – ludzie przychodzą, odchodzą i to jest naturalna kolej rzeczy. Na tym polega demokracja, że posłowie przychodzą, odchodzą i to jest naturalne.
W jakim kierunku zmierza dziś ruch Kukiz’15?
– Z całą pewnością jest to propolski kierunek. Niezmiennie stoimy na stanowisku, że w Polsce potrzebna, wręcz konieczna jest zmiana systemu. Polska jest spoiwem, treścią, która nas łączy, jest ideą, wokół której się gromadzimy i na rzecz której działamy. Jest takie przysłowie, które mówi: „Psy szczekają, karawana idzie dalej”. I my dalej robimy swoje, nie odpuszczamy, bo naszym zasadniczym celem jest zmiana systemu. Zależy nam, żeby przekonywać Polaków do naszego programu i do zmian, które są w Polsce konieczne. Jeżeli to się uda, to w następnej kadencji klub Kukiz’15 będzie liczył nie 42, ale być może 142 posłów. Zależy nam, aby budowany fundament stawał się coraz mocniejszy, żeby się rozwijał, a nie zwijał. Patrzymy w przyszłość.
Jednak żeby zmienić system, potrzebni są sojusznicy…
– Dokładnie. Trudno budować cokolwiek w oparciu o osoby, do których się nie ma zaufania. Trudno budować bez fundamentu, na nieporozumieniach. Żeby móc iść do przodu, musimy mieć pewność, z kim rozmawiamy, czy dana osoba jest wiarygodna i czy zasługuje na zaufanie. Zbudowanie przez Pawła Kukiza list ogólnopolskich, w skali całego kraju to był z jednej strony wyczyn, ale z drugiej ryzyko. Duże partie, które od lat są w polityce, mają doświadczenie, bazę, ludzi, zaplecze i struktury. Tymczasem my to wszystko budowaliśmy od zera. I dzisiaj jest moment, kiedy trzeba oddzielić ziarna od plew. Nie ma innej drogi. Każdy, kto budował coś od zera – zwłaszcza w polityce – wie, że trudno uniknąć nieporozumień czy też błędnych decyzji, bo to jest ryzyko każdego projektu. I lepiej jeśli takie rzeczy mają miejsce na początku, w okresie, kiedy trwa budowanie podstaw, niż miałoby to trwać i dojrzewać przez całą kadencję i eksplodować przed następnymi wyborami. Oczywiście życzę moim koleżankom, które uznały, że nam nie po drodze wszystkiego najlepszego, ale nie będę płakał nad ich losem i udawał, że jest mi smutno czy żal. Przy okazji warto pamiętać, że polski system wyborczy jest tak skonstruowany, że nie ma Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW), bo gdyby były, to sprawa byłaby jasna, tymczasem mamy listy i system, który zmusza do budowania silnych struktur. Jeśli takich struktur nie ma, jeśli nie ma jednomyślności, to jednostki – niestety – giną w tłumie. Nie mają szans przebicia się, nie mają szans na reelekcję, a tym samym nie mają szans na konstruktywne zmiany. I na tym polega ta różnica. Dlatego endecy zostali w ruchu Kukiz’15, bo uważają, że podziały nie mają sensu. Rzecz w tym, żeby budować struktury, a to trwa lata i jest to bardzo trudny proces. Trzeba mieć też świadomość, że nikt tego nie dokona w pojedynkę, a powodzenie tego typu działań jest uzależnione od ciężkiej, wspólnej pracy wielu osób.
Czyli dla ruchu Kukiz’15 obecna kadencja Sejmu to forma pewnego przetarcia?
– Nie inaczej. Nie ma szkoły dla posłów. Mam zaszczyt być posłem od półtora roku. Jestem wnioskodawcą dwóch ustaw, mam za sobą wystąpienia jako poseł wnioskodawca, przeprowadziłem dwa projekty przez pierwsze czytanie, co już samo w sobie jest dużym sukcesem. Nie jest bowiem łatwo złożyć projekt ustawy i zarejestrować ten projekt. Jest wiele ciekawych pomysłów, które nigdy nie zostały zarejestrowane, a zatem nie miały szans przejść przez ścieżkę legislacyjną w Sejmie. Sam widziałem szereg projektów, które kończyły swój żywot na poziomie sali i nawet nie zostały dopuszczane do prac w komisjach. Tak czy inaczej to doświadczenie parlamentarne trzeba gdzieś zdobywać. Uczymy się poruszać po Sejmie, tworzymy prawo, pracujemy w komisjach i to jest kapitał, którego – będąc poza parlamentem – wcześniej nie mieliśmy. Jednocześnie dzięki naszej obecności – przykładowo osobiście zajmuję się grupami frankowiczowskimi, frankowicze są dziś w Sejmie, a nie na ulicy. Ci ludzie uczestniczą w posiedzeniach komisji, podkomisji, ci ludzie mają możliwość obserwowania obrad z galerii sali plenarnej Sejmu. Ktoś wreszcie zaczyna traktować to środowisko na serio, a nie jak oszołomów, którzy krzyczą na demonstracjach. Są ludzie, którzy przychodzą dziś do nas z konkretnymi pomysłami gospodarczymi dla Polski, a to znaczy, że te ruchy oddolne stają się konstruktywne, a my ich nie lekceważymy. I to jest istota sprawy. Musimy mierzyć nasze siły i dostosowywać je pod kątem realnych możliwości. Mając ponad 33 posłów, Paweł Kukiz wylewa dziś fundament pod coś, co możemy zbudować w przyszłości, pod warunkiem że jako klub będziemy ciężko pracować dalej, a nie tylko bawić się w utrzymanie stołków. Nas to nie interesuje.
A co interesuje posłów Kukiz’15?
– Nas interesuje zbudowanie takich podwalin, które z czasem doprowadzą do zmiany Konstytucji RP. Jeśli ktoś uważa, że ponad 30 posłów od razu zmieni Konstytucję, że to jest możliwe, to jest w błędzie. Na to nie ma szans. Kropla drąży skałę. To jest długofalowa praca. Uczymy się, musimy zbudować odpowiednią atmosferę i wyczuć moment, kiedy na stół będzie można położyć pewne propozycje. Ale do tego musimy dojrzeć nie tylko my, ale do tego musi dojrzeć większość parlamentarna, uznając, że Polska jest na takim etapie, gdzie głębokie zmiany systemowe, a nie tylko kosmetyczne, są potrzebne. Rzecz w głębokich systemowych zmianach. Dlatego 33 „szable” w Kukiz’15 to jest zaczyn fundamentu, na którym będzie można zbudować zmiany systemowe w Polsce.
Pierwszym sprawdzianem skuteczności będą przyszłoroczne wybory samorządowe. Jak się do tego przygotowuje ruch Kukiz’15?
– Do wyborów samorządowych w 2018 r. trzeba podejść z pewnym realizmem, a realia są takie, że do obsadzenia będzie ponad 40 tysięcy miejsc w radach miast, gmin, powiatów. I nawet nie takie potęgi jak Kukiz’15 są w stanie w 100 procentach wystawić kandydatów na wszystkich poziomach. Biorąc pod uwagę, że są to wybory proporcjonalne, to należałoby wystawić w skali całego kraju nie 40, a ok. 80 tysięcy kandydatów. Pytanie też, czy wszędzie trzeba być, czy może należałoby sobie wyznaczyć realne i możliwe do zrealizowania cele na poszczególnych płaszczyznach: gmin, miast powiatowych, ale też wojewódzkich i oczywiście na poziomie powiatów czy sejmików wojewódzkich. Dzisiaj w Kukiz’15 pracujemy nad tym. Niedługo odbędzie się wyjazdowe posiedzenie komisji poświęconej samorządowi i nie odkrywając kart, mogę powiedzieć, że staramy się wyznaczać sobie realne cele. Kukiz’15 jest debiutantem na politycznej scenie i nie należy mierzyć tą samą miarą nas czy PiS, Platformy i PSL. Pytanie brzmi: dlaczego te stare wygi nie mają struktur w terenie, a dotacje, jakie otrzymują z budżetu państwa, przejadają w Warszawie, centralnie, a nie widać tych pieniędzy w terenie. Kukiz’15 nie otrzymuje pieniędzy z budżetu pastwa, działamy oddolnie, można powiedzieć – obywatelsko i społecznie, dlatego będziemy postępować w zakresie naszych możliwości. Z całą pewnością będziemy bronić JOW-ów właśnie na dole, bo uważamy, że ten system oddolnych JOW-ów w gminach, wybory bezpośrednie to coś, co się sprawdziło i tak powinno być nadal. JOW-y są – można rzec – święte i nie wolno tego zdemolować, bo to będzie porażka.
Fakt, że Kukiz’15 jest nowicjuszem na scenie politycznej, nie oznacza, że ma być traktowany ulgowo…
– I wcale tego nie wymagamy. Jestem świadomy tego, że będą nas mierzyć jedną miarą. Owszem, jesteśmy za tym, żeby oceniać nas surowo i krytycznie, ale jednocześnie oceniać nas w sposób obiektywny i realnie. Realnie to znaczy na jednym poziomie Kukiz’15 i Nowoczesna. I to jest wspólna miara, bo obie te formacje debiutują na polskiej scenie politycznej, to jest ich pierwszy sezon, może z tą tylko różnicą, że Nowoczesna w przeciwieństwie do Kukiz’15 ma większych sponsorów. Wygląda to tak, że my budujemy entuzjazmem, a nie jak Nowoczesna –kasą. Tak czy inaczej, pomijając ten fakt możemy powiedzieć, że to jest liga, liga debiutantów, a nie liga starych wyżeraczy, którzy w polityce działają od lat. Nie wolno zatem nas i PiS czy Platformy mierzyć jedną miarą.