Bez strategii bezpieczeństwa ani rusz
Sobota, 25 lutego 2017 (19:49)Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministra obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak informuje Ministerstwo Obrony Narodowej, liczba żołnierzy polskiej armii wzrosła o 10 tysięcy w porównaniu do 2015 r. i liczy obecnie 106 tysięcy, ale z drugiej strony 90 proc. kadry dowódczej została wymieniona. Dobrze to czy źle?
– Żeby móc ocenić te zmiany, należałoby przede wszystkim poznać nazwiska dowódców, którzy zastąpili tych, którzy odeszli, a takiej możliwości niestety nie mam. Z całą pewnością może zaskakiwać rozmiar czy rozmach tych zmian kadrowych. W Sztabie Generalnym wymieniono 90 proc. kadry oficerskiej, a w Dowództwie Generalnym 82 proc. Te liczby pokazują, że zmiany są radykalne. Istnieje obawa, czy nie wpłynie to na funkcjonowanie struktur wojska. Zasada organizacyjna mówi, że jeśli w strukturze danej instytucji zmieni się więcej niż 10 proc. personelu kierowniczego, to istnieje obawa, że taka instytucja przestanie działać. Dotyczy to także wojska, bo ci nowi dowódcy, zanim się wdrożą, może minąć sporo czasu. Trudno mi powiedzieć, czy to zostało skalkulowane w Ministerstwie Obrony Narodowej. Mam nadzieję, że tak. I tak jak wspomniałem na wstępie naszej rozmowy – żeby móc rzetelnie ocenić te decyzje, trzeba by poznać jakość nowych dowódców, ale także poznać przyczyny, dla których te zmiany przeprowadzono. Tej wiedzy nie posiadamy, a więc poruszamy się jedynie w sferze spekulacji.
W oświadczeniu MON możemy przeczytać m.in., że wymiana kadr dotyczy oficerów dobranych przez Platformę, których zastępują oficerowie o dużym doświadczeniu bojowym. Czy to oznacza, że dotychczas mieliśmy kadry dowódcze dobierane politycznie?
– Wojsko powinno być apolityczne i to nie ulega wątpliwości. Natomiast treść cytowanego przez pana oświadczenia MON – przy całej mojej sympatii i przekonaniu o potrzebie zmian w Polskich Siłach Zbrojnych – brzmi niestety fatalnie. Nie jest przecież żadną tajemnicą, o czym zresztą mówiłem od dawna także w wywiadach udzielanych NaszemuDziennikowi.pl, że problemem, jaki mamy obecnie w Wojsku Polskim, jest wadliwy system dowodzenia, który zainstalowała nam jeszcze poprzednia władza – zwłaszcza zaś otoczenie ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. I teraz ten system dowodzenia należy zmienić, to jest konieczność, wręcz priorytet. Póki co mamy do czynienia ze zmianami kadrowymi i personalnymi, ale niestety nie ze zmianami wadliwego systemu polegającymi na przywróceniu normalnych zasad, które powinny obowiązywać w dowodzeniu wojskiem.
Co powinno się zmienić, jeśli chodzi o wspomniany przez Pana system dowodzenia wojskiem?
– Podstawową sprawą jest przywrócenie naruszonej – w obecnie obowiązującym systemie – zasady jednoosobowego dowodzenia. W strukturach zbrojnych, w wojsku zawsze jest tak, że na każdym szczeblu musi być jeden dowódca, którego rozkazy należy wykonywać. I w związku z tym, że w obecnie obowiązującym systemie wprowadzono zasadę, że na najwyższym szczeblu swoją pozycję stracił szef Sztabu Generalnego, który wcześniej był najwyższym dowódcą, a pojawili się dowódca generalny i dowódca operacyjny, którzy są sobie równi pod względem kompetencji – czyli, że jeden nie może wydać rozkazu drugiemu – a to oznacza, że wojsko póki co nie ma najwyższego dowódcy. Dlatego konieczne jest przywrócenie zasady jednoosobowego dowodzenia, bo inaczej grozi nam decyzyjny chaos. Jeśli tego się nie zmieni, to nie będzie, czyje rozkazy należy wykonywać. W związku z tym rolę zastępczą w obecnie obowiązującym systemie pełni minister obrony narodowej, który jest ponad obydwoma wspomnianymi dowódcami, a jego doradcą w sprawach wojskowych jest szef Sztabu Generalnego. Tyle że minister obrony jest osobą cywilną i nie ma kompetencji rozkazodawczych, czyli nie może wydawać rozkazów. I tu jest cały galimatias.
Opozycja krytykuje ministra Antoniego Macierewicza, a były szef MON Tomasz Siemoniak uważa, że Macierewicz „utracił moralny mandat do kierowania siłami zbrojnymi RP”…
– Nie wypowiadam się w sprawach politycznych, nie chcę też brać udziału w dyskusjach, gdzie polityka bierze górę nad zdrowym rozsądkiem, gdzie kwestie dotyczące bezpieczeństwa państwa próbuje się sprowadzać na boczne tory. Jedno jest jednak pewne, że obecnie w Polsce mamy do czynienia zamiast z konstruktywną to ze wściekłą opozycją, czy też jak się ona sama określa – totalną opozycją. I trudno jest nawet komentować rewelacje, jakie padają z ust tych, którzy jeszcze nie tak dawno rządzili Polską, a jaki jest efekt tych ośmiu lat rządów, to widać na każdym kroku, w sferze bezpieczeństwa również.
Jak zmiany w Sztabie Generalnym i w Dowództwie Generalnym, o których rozmawiamy, mogą wpłynąć na stan polskiej obronności?
– Z całą pewnością te zmiany nie rozwiązują problemów, jeśli chodzi o funkcjonowanie Polskich Sił Zbrojnych. Jest to kwestia tego, o czym mówiliśmy już wcześniej, czyli systemu dowodzenia. Gdybym to ja miał podejmować decyzje, to w pierwszym rzędzie przeprowadziłbym zmianę systemu dowodzenia, a dopiero w następnych krokach dobierałbym odpowiednich kandydatów do stanowisk, które się pojawią już w nowym systemie dowodzenia. Tymczasem nastąpiła głęboka, daleko idąca zmiana na stanowiskach dowódczych, w strukturze, która dopiero będzie zmieniana. I tu pojawia się pytanie: w jakim zakresie ta kolejność, jak i zakres przeprowadzonych zmian wpłynie na funkcjonowanie naszych Sił Zbrojnych?
Opozycja totalna wyśmiewa te zmiany, krytykując min. Macierewicza.
– Podkreślałem to już znacznie wcześniej, że jeśli idzie o obronę narodową RP, to obowiązuje hierarchia zadań, jakie musimy wykonać. Na pierwszym miejscu ciągle stawiam opracowanie nowej strategii obrony, która powinna nam wskazać sposoby, przy pomocy których będziemy bronili naszego kraju. Póki co na stronach Biura Bezpieczeństwa Narodowego widnieje – jako wciąż obowiązująca „Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP” pozostawiona w spadku przez poprzedni rząd koalicji PO – PSL – strategia podpisana jeszcze przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego w 2014 r. Jeśli do tego dodamy tzw. Białą Księgę Bezpieczeństwa Narodowego RP opracowaną w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego za min. Stanisława Kozieja oraz „Strategię Rozwoju Systemu Bezpieczeństwa Narodowego RP – 2022” przyjętą przez rząd Donalda Tuska 9 kwietnia 2013 r., to nie wygląda to dobrze. Nowa strategia jest konieczna i dopiero w oparciu o taką strategię można będzie sprawdzić, czy posiadając obecne siły i środki, jesteśmy w stanie taką strategię wykonać. Jeśli nie, to pojawią się pola, które należy zabudowywać, aby taką strategię można było zrealizować. Wtedy powstałby model Sił Zbrojnych, który jest niezbędny do wykonania określonej strategii. Dopiero stosownie do takiej strategii dobierane jest uzbrojenie. Osobiście widziałbym taką kolejność podejmowanych działań.
To oczywiście pewna wizja, a jak to póki co wygląda w rzeczywistości?
– Oczywiście trwają prace, a min. Antoni Macierewicz owszem prezentuje różnego rodzaju ciekawe pomysły i jestem przekonany, że nie brakuje mu dobrych chęci, ale same chęci to jeszcze nie wszystko. Z moich obserwacji – z zewnątrz – wynika, że działania podejmowane przez kierownictwo MON niestety nie są pozbawione chaosu. Dziedzina obronności państwa wymaga określonego porządku działań. Jeśli te działania zostaną wykonane w niewłaściwym porządku, to skutki mogą być opłakane. Tym bardziej należy o tym pamiętać.
W Polsce stacjonuje Brygada Amerykańska, a więc mamy wojska sojusznicze, na które czekaliśmy od dawna, ale czy ta obecność nas w jakimś sensie nie usypia?
– Sojusze są jak najbardziej ważne i to dobrze, że mamy obecnie w Polsce wojska amerykańskie, co zwłaszcza w sytuacji geopolitycznej, jaka w związku z agresywnymi działaniami Rosji ma miejsce za naszą wschodnią granicą, nie jest bez znaczenia. Jednak to nie może nas zwalniać od troski o własne bezpieczeństwo. Oczywiście należy się cieszyć, że brygada amerykańska do nas trafiła, mam też nadzieję, że będzie budowany system tarczy antyrakietowej z Bazą w Redzikowie, ale warto też pamiętać, że wszystkie elementy, o których mówimy, są niezależne od naszej woli. Jeśli bowiem zmieni się wola polityczna dysponenta tych środków, a więc Stanów Zjednoczonych, i sytuacja może ulec diametralnej zmianie. Przecież cały czas trwają dyskusje, w jakim kierunku pójdą Stany Zjednoczone za prezydentury Donalda Trumpa. A to oznacza, że element, który wydaje się być taki ważny i pewny z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego, jest elementem niestety poza decyzyjnością Warszawy i naszych władz, w tym MON. Takie są fakty i nowa administracja waszyngtońska niekoniecznie musi, ale może zdecydować inaczej, niekoniecznie zgodnie z naszym interesem narodowym i na taką ewentualność też musimy być przygotowani. Przecież w historii mieliśmy już różne doświadczenia sojusznicze, kiedy okazywało się, że ci, na których liczyliśmy, nie chcą nam pomóc i byliśmy pozostawieni sami sobie. Dlatego obok zachwytów, w związku z obecnością żołnierzy amerykańskich w Polsce, radziłbym założyć pewien filtr na ten entuzjazm, który opanował niektóre ośrodki decyzyjne. Nasze narodowe bezpieczeństwo musi się opierać o pewne fundamenty, które pozostaną niewzruszone nawet w momencie pojawienia się zawirowań na arenie międzynarodowej.