Dziś w „Naszym Dzienniku”
Zerwałem z in vitro
Sobota, 25 lutego 2017 (02:27)Z Jackiem Szulcem, ginekologiem-położnikiem, rozmawia Ewa Sądej
Dlaczego został Pan lekarzem?
– Już w liceum czułem w sercu, że będę lekarzem. Przez pierwsze cztery lata studiów nie byłem zdecydowany, jaką specjalizację wybiorę. W żartach mówiłem, że będę ginekologiem. W końcu zdecydowałem, że nim zostanę. To się nazywa powołanie (śmiech).
Od razu po studiach poszedł Pan do biznesu in vitro?
– Nie, zanim trafiłem do kliniki zajmującej się zapłodnieniem pozaustrojowym, w zawodzie przepracowałem 11 lat. Chciałem zajmować się niepłodnością. Wiedza wyniesiona ze studiów dała mi przekonanie, że jedynym rozwiązaniem tego problemu jest in vitro. Gdy więc dostałem propozycję pracy w jednej z największych w Polsce klinik in vitro, to było dla mnie spełnienie marzeń. Pracowałem tam przez 7 lat.
W jaki sposób w Polsce jest monitorowana metoda in vitro?
– W Polsce nie ma planowego monitorowania metody in vitro. W pewien sposób udokumentowany jest program refundacji in vitro, opracowany przez Ministerstwo Zdrowia. Raz tylko opublikowano dane, a podał je na swoich stronach za MZ w 2015 roku Instytut Ordo Iuris. Skuteczność całego procesu była szokująco niska, wyniosła 2,5 proc.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym