NATO – zły sen dla Kremla
Poniedziałek, 20 lutego 2017 (12:34)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie jest najważniejsze przesłanie zakończonej 53. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa?
– Moim zdaniem, ważnym elementem konferencji w Monachium było przede wszystkim to, że politycy i światowi przywódcy mogli odbyć wiele nieformalnych spotkań i rozmów. Te kuluarowe spotkania są niezwykle istotne, często ważniejsze niż te przy otwartej kurtynie. I to właśnie agendy poszczególnych polityków wskazują na główne obszary zainteresowania państw i poruszaną tematyką. Istotnym elementem jest także to, kto z kim się nie spotkał. Generalnie należy uznać, że konferencja monachijska tylko potwierdziła, iż jesteśmy w fazie walki o wpływy w zmieniającym się układzie światowego bezpieczeństwa. Ten układ bezpieczeństwa – powstały jeszcze w 1945 r. – powoli wyczerpuje swoje możliwości a dodatkowo nie uwzględnia wielu nowych ośrodków siły, ale też nie identyfikuje nowych zagrożeń.
Zapewnienia wiceprezydenta Pence’a, że Stany Zjednoczone poważnie traktują NATO i wypełnią wszystkie zobowiązania sojusznicze wobec Europy, kończą dyskusję zwłaszcza po wcześniejszych wypowiedziach Donalda Trumpa, który NATO określał jako przestarzałe?
– Absolutnie nie. Słowa wiceprezydenta Mike’a Pence’a były tylko elementem uspokojeniem niekorzystnego dla Stanów Zjednoczonych odbioru kampanii wyborczej przez państwa trzecie. Moim zdaniem, NATO czeka poważna reforma i zmiana priorytetów pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych. Oczywiście Waszyngton nie wycofa się z Europy, bo ma tutaj istotne interesy. Wszyscy jednak czekają na to, w jakim kierunku podryfuje Unia Europejska, która przeżywa regres.
Zatem polityka dogadywania się Stanów Zjednoczonych z Rosją ponad głowami Europy, o którą posądzano prezydenta Trumpa, to tylko mrzonki?
– Problem polega jednak na tym, że Moskwa rozmawia równocześnie z wieloma stolicami i Waszyngton po przykrym doświadczeniu w postaci resetu stosunków Rosji z Turcją musi prowadzić dużo bardziej wyważoną politykę w stosunku do swoich dotychczasowych partnerów.
Jak skomentuje Pan ocenę szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera, który krytykuje amerykańską wizję bezpieczeństwa i podniesienie nakładów na obronność do 2 proc. PKB, twierdząc, że „nowoczesna polityka nie może polegać jedynie na podnoszeniu wydatków budżetowych”?
– Podobne stanowisko słychać z kręgów niemieckiej polityki, która choć zapowiada zwiększenie nakładów na obronność, to jednak w pewnej czasowej perspektywie. To oznacza, że Europa Zachodnia nie widzi w Rosji rzeczywistego zagrożenia i zapewne – choć nie oficjalnie, ale zakulisowo – toczą się rozmowy o resecie stosunków z Moskwą. Zresztą wiele państw w Europie zdaje sobie sprawę, iż wojna z Rosją byłaby zagładą Europy, która niedoinwestowana w systemy rakietowe nie byłaby w stanie stawić czoła Moskwie. Warto też zauważyć, że główne zagrożenie dla Europy niekoniecznie zagrożenie natury militarnej, ale w postaci inicjowania destabilizacji Starego Kontynentu na poziomie narodowościowym i cywilizacyjnym. I to jest obecnie główne zagrożenie dla tych państw.
Czy silna nie tylko militarnie, ale zwłaszcza ekonomicznie Unia Europejska jest w interesie Stanów Zjednoczonych?
– Tak naprawdę Waszyngton od dekad kontroluje ekspansję gospodarczą Niemiec i jej stosunki z Rosją. Europa w światowym wyścigu zbrojeń od dwóch dekad nie przygotowuje się już do wojny na Starym Kontynencie, a tylko do militarnej osłony swoich gospodarczych interesów w świecie. Dla przykładu, obecnie w rękach separatystów w Donbasie może być więcej czołgów, niż mają Niemcy. To świadczy o prawdziwej kondycji militarnej Europy, dlatego musimy brać to pod uwagę, jeśli chodzi o możliwości wypełnienia art. 5 traktatu ustanawiającego NATO, czyli kto i w jakiej ilości może nam udzielić wsparcia.
Co mógł mieć na myśli republikański senator John McCain, który podczas dyskusji w Monachium, zwracając się do prezydenta Dudy, stwierdził, że jednym z krajów, który zostanie poddany „pewnej presji”, będzie Polska. O jaką presję może chodzić…?
– Oczywiście chodzi o presję Rosji związaną z naszym zaangażowaniem na Ukrainie. Uważam, że senator McCain bardzo dobrze identyfikuje zagrożenia i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co prawdopodobnie wydarzy się na Ukrainie w zakresie skali destabilizacji tego państwa. McCain ma przecież dostęp do danych i analiz amerykańskiego wywiadu. Dlatego tym bardziej warto to jego stwierdzenie poważnie wziąć pod uwagę.
Opozycja zarzuca otoczeniu prezydenta Dudy brak skuteczności. Argumentem ma być brak rozmowy w Monachium prezydenta Dudy z wiceprezydentem Pence’m. Czy jest to krytyka uzasadniona i czy Polska jest poważnie traktowana przez nową administrację amerykańską?
– Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, dla którego było to pierwsze spotkanie w tej roli na międzynarodowej scenie, jest osobą, która podczas konferencji w Monachium miała tylko do przekazania stanowisko Waszyngtonu. Wielość jego spotkań z określonymi przywódcami mogłaby wiązać politycznie prezydenta Trumpa. Stąd też Pence musiał ograniczyć grono rozmówców, gdyż wielu zabiegało o takie spotkania. Proszę zauważyć, kogo wystawiono ze strony amerykańskiej jako partnera do rozmów z przywódcami Europy Środkowo-Wschodniej, a mianowicie senatora McCaina, który nie jest obecnie osobą decyzyjną, a co za tym idzie – jego obietnice w żaden sposób nie wiążą prezydenta Trumpa.
Szef rosyjskiej dyplomacji Sergiej Ławrow po raz kolejny podał w wątpliwość sens istnienia NATO. Czy mimo wszystko ta ocena nie jest wyrazem bezsilności Moskwy?
– Rosja powtarza tego typu stwierdzenia od dwóch dekad, bo tak na dobrą sprawę cóż ma powiedzieć. NATO dla Rosji to zły sen. Dzisiaj NATO to Stany Zjednoczone i część państw nadal zaangażowanych w ten projekt. Większość członków Sojuszu Północnoatlantyckiego to coraz bardziej statyści. Ponadto na wizerunku NATO pojawiają się rysy takie jak napięcia między Grecją i Turcją, gdzie dochodzi do demonstracyjnych naruszeń terytorium państw. Rosja cały czas gra na osłabienie Paktu Północnoatlantyckiego lub na jego neutralizację.
Wojska NATO w krajach Europy Środkowo-Wschodniej – czy to mimo wszystko nie jest porażka Putina i czy nie będzie się on chciał odegrać, a jeśli tak, to w jaki sposób może to zrobić…?
– Wojska NATO w tej części Europy to ze względu na ilość jednostek zaangażowanych w ten projekt to bardziej demonstracja siły NATO niż rzeczywiste zagrożenie dla Rosji. Oczywiście dla Moskwy jest to pewien problem wizerunkowy, zwłaszcza gdy chodzi o politykę wewnętrzną. Natomiast porażką Putina byłoby rozmieszczenie w tej części Europy dużej ilości systemów rakietowych i antyrakietowych nastawionych na możliwość rażenia celów na terenie Rosji. Oczywiście Moskwa bierze pod uwagę również i taki scenariusz, dlatego w sposób demonstracyjny, jednostronnie rozbudowuje własne siły rakietowe średniego zasięgu.
Czy wbrew temu, co twierdzi tzw. opozycja totalna, bezpieczeństwo Polski się umacnia?
– Obecnie Polska jest dopiero w fazie tworzenia swoich sił odstraszania. Do tego potrzeba nam kilku lat poważnych nakładów finansowych, ale jednocześnie zmiany podejścia do obronności. Proszę zwrócić uwagę, że kilkumilionowa Finlandia zwiększa obecne swoje siły zbrojne do prawie 300 tysięcy, a więc do stanu mobilizacyjnego rozwinięcia sił zbrojnych Polski. Idąc tokiem tego rozumowania, jeśli chcielibyśmy uzyskać standard fiński, to nasze siły zbrojne powinny liczyć milion żołnierzy. To tylko pokazuje nam skalę potrzeb, nie mówiąc już o technicznej modernizacji polskich Sił Zbrojnych, która ciągle nie może wyjść z fazy wstępnej.