Świat musi się skonsolidować
Sobota, 18 lutego 2017 (21:13)Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dobiega końca 53. Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa. Jak z punktu widzenia Polski możną ją ocenić?
– Polska podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa uzyskała oficjalne potwierdzenie, że zobowiązania Stanów Zjednoczonych co do zabezpieczenia wschodniej flanki NATO są aktualne i będą dotrzymane. Wybrzmiał też bardzo wyraźnie głos, że Polska jest znaczącym graczem na arenie międzynarodowej. To bardzo ważne kwestie. Spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych Mikiem Pencem czy senatorem Johnem McCainem i przeprowadzone rozmowy są tylko potwierdzeniem tego, że idziemy w dobrym kierunku.
Wiceprezydent Mike Pence rozwiał też wątpliwości, twierdząc, że Stany Zjednoczone wspierają NATO, wypełnią swoje zobowiązania wobec Sojuszu i nie wycofają się ze wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Czy to kończy dywagacje na temat chwiejnej polityki prezydenta Trumpa wobec Europy?
– Wszystkim, którzy źle życzą Polsce, którzy próbują wmówić społeczeństwu, że rząd Prawa i Sprawiedliwości źle wybrał – opierając bezpieczeństwo kraju o sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, doradzałbym daleko idącą refleksję, aby mniej pasjonowali się tym, co prezydent Donald Trump mówi czy mówił w kampanii wyborczej, a bardziej skupili się na tym, co robi. Ważne jest to, co faktycznie Stany Zjednoczone robią i jaką politykę prowadzą. Stanowisko Stanów Zjednoczonych wyrażone podczas tak ważnej konferencji o zasięgu globalnym jak ta w Monachium nie podlega żadnej dyskusji. To stanowisko potwierdza też słuszność obecnej polskiej polityki zagranicznej.
Na marginesie tej konferencji przewija się –choć nieobecny osobiście – prezydent Rosji Władimir Putin, który swoimi działaniami stara się skłócić Zachód. Czy ten mocno podzielony Zachód jest w stanie obronić się przed rosyjską dezinformacją?
– Rosjanie we wpływaniu na procesy demokratyczne w innych krajach, a także w dezinformacji są nie tylko niezwykle groźnym przeciwnikiem, ale wręcz mistrzami. Starają się wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję, żeby wbić klin między poszczególne państwa. Tymczasem sytuacja w polityce światowej, a szczególnie europejskiej jest obecnie bardzo trudna. Przed państwami wiodącymi Unii Europejskiej, a także NATO rok wyborczy. Nie sądzę jednak, żeby w którymkolwiek z tych państw rolę dominującą zaczęły odgrywać ugrupowania przychylne polityce Putina czy wręcz akceptujące jego działania wobec Ukrainy. Aneksje Donbasu czy Krymu zostały przez wiceprezydenta Pence’a wyartykułowane i ocenione w sposób precyzyjny i jednoznaczny. Takie jest stanowisko prezydenta Donalda Trumpa. Stąd też oczekiwania, co do zniesienia czy chociażby złagodzenia sankcji wobec Rosji, które pojawiały się od czasu do czasu w zachodniej Europie – szczególnie we Francji – trzeba będzie włożyć między bajki. Polityka Stanów Zjednoczonych – wiodącego państwa NATO w tej kwestii – nie pozostawia żadnych złudzeń i Rosja mimo zdolności do intryg nie wielu ugra na tym polu.
Podczas konferencji monachijskiej, w piątek doszło do dość ożywionej wymiany zdań między szefem polskiego MSZ Witoldem Waszczykowskim a wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem, który zaatakował Polskę za rzekome naruszanie niezawisłości wymiaru sprawiedliwości…
– To była bardzo ciekawa wymiana zdań, którą wiceprzewodniczący Timmermans z całą pewnością na długo zapamięta. Waszczykowski, który apelował o przedefiniowanie na nowo roli instytucji europejskich, który wskazywał, że rolą Komisji Europejskiej jest przestrzeganie zapisów w traktatach, a nie ingerowanie w wewnętrzne sprawy poszczególnych państw, doskonale spuentował wymianę zdań z Fransem Timmermansem, zadając pytanie: kiedy powstanie Trybunał Konstytucyjny w jego rodzinnej Holandii, według standardów europejskich. Minister Waszczykowski zaapelował też do Timmermansa, aby Europa pozwoliła Polsce na działania zgodne z naszą Konstytucją, a nie wizją polskiej Konstytucji tworzoną na zewnątrz Polski i żeby organy unijne nie narzucały nam swojego zdania. Tak czy inaczej Frans Timmermans tym swoim atakiem, nie owijając w bawełnę, zrobił z siebie – powiem to wprost – idiotę.
Wydawałoby się, że etap ataków na Polskę mamy już za sobą, ale jak widać niekoniecznie. Komu zależy na tym podsycaniu antypolskich nastrojów?
– W tej chwili nie tylko Polska jest na fali krytyki tych unijnych gremiów, ale także Austria czy Węgry, o czym nie omieszkał wspomnieć Frans Timmermans. A zatem nie jesteśmy sami. Natomiast w mojej ocenie, te wszystkie działania mają na celu odwrócenie uwagi od spraw najistotniejszych, z którymi boryka się Unia Europejska, spraw, z którymi nie daje sobie rady Komisja Europejska, takimi jak kwestie społeczne, a więc polityka migracyjna, ale też ustrojowo-polityczne czy Brexit. Unia zaczyna się rozjeżdżać wewnętrznie, a winę za taki stan rzeczy ponoszą tacy tuzowie polityki europejskiej jak Jean-Claude Juncker, który na szczęście nie będzie się ubiegał o kolejną kadencję szefa Komisji Europejskiej, i chwała Bogu, czy Donald Tusk.
O ile Juncker kończy z polityką, to Donald Tusk chce pozostać na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Tzw. opozycja totalna krytykuje polski rząd, że się „nie garnie” poprzeć Polaka na tak eksponowane stanowisko…
– Minister Witold Waszczykowski wyraźnie powiedział, że oficjalne stanowisko polskiego rządu w tej sprawie będzie znane w pierwszej dekadzie marca. Natomiast znamienne jest to, że sam Donald Tusk nie zwrócił się do polskiego rządu o poparcie czy wyrażenie stanowiska.
Za to Tusk jest popierany przez Grzegorza Schetynę, który z mównicy sejmowej, rozpływając się w zachwycie, mówił, że Tusk to „najlepszy z możliwych kandydatów”. Swoją drogą, Schetyna popierający Tuska to coś nowego...
– Ja określiłbym tę wypowiedź Grzegorza Schetyny jako gest rozpaczy i błaganie, aby zrobić wszystko, żeby tylko jego kolega z boiska, Donald Tusk, nie wracał do Polski, bo to może oznaczać dla niego koniec kariery w Platformie.
Jak wynika z sondażu na zlecenie publicznej telewizji ZDF, gdyby w Niemczech kanclerz wyłaniany był w wyborach bezpośrednich, to Schultz pokonałby Merkel. To niezbyt dobra wiadomość dla Polski…
– Rzeczywiście nie jest to dobra wiadomość dla Polski, bo Schulz nigdy nie był przyjacielem Polski i Polaków. Miałem okazję przez dwa i pół roku przyglądać się z bliska jego poczynaniom w Parlamencie Europejskim i uczciwie muszę powiedzieć, że cieszę się, iż to się wreszcie skończyło. Natomiast trudno mi się odnosić do sondaży, bo kanclerz Niemiec jest wybierany przez parlament, czyli Bundestag, nie zaś w wyborach powszechnych. Gdyby o tym decydowało społeczeństwo w wyborach, to nie wiem, czy zdecydowaliby się wybrać na tak ważne stanowisko człowieka, który miał czy też ma problemy z alkoholem, który nie posiada wyższego wykształcenia. W tej sytuacji wybujałe ambicje polityczne czy też chęci to nie wszystko. Martin Schulz ma ściśle określone stanowisko nie tylko do Polaków, ale w ogóle do Słowian. W sytuacji, kiedy obecna kanclerz Angela Merkel zaprosiła do Europy imigrantów muzułmańskich, potęgując tym samym zagrożenie dla bezpieczeństwa nie tylko Niemców, ale także całej społeczności europejskiej, ktoś taki jak Schulz być może jest lepiej postrzegany w Niemczech. Jest przez Niemców lepiej postrzegany niż w rzeczywistości na to zasługuje.
Tak na marginesie, dość dziwne standardy obowiązują w Unii Europejskiej, która na czoło stawia takich polityków jak wspomniany były szef Europarlamentu Martin Schulz czy szef Rady Europejskiej Donald Tusk...
– To tylko dowodzi, że procedury demokratyczne, z których tak skrzętnie organy Unii Europejskiej usiłują rozliczać poszczególne państwa – czego przykładem są ataki na Polskę, wewnątrz Unii pozostawiają wiele do życzenia czy wręcz nie są przestrzegane. To polityczna schizofrenia, która na unijnych szczytach jest normą. Martin Schulz był przez dwie kadencje szefem Parlamentu Europejskiego i ktoś go na to stanowisko wybierał…? O ile za pierwszym razem mógł nie być dostatecznie znany, to za drugim razem nie był już politykiem znikąd, nieznanym, a wręcz przeciwnie. Skoro mimo tych doświadczeń większość europosłów powierzyła mu to stanowisko, to jest to dowód na kryzys demokracji w strukturach Europarlamentu i całej Unii.
Ma Pan na myśli kryzys demokracji liberalnej, o której tak ochoczo mówi Donald Tusk?
– Demokracja to demokracja i żadne neologizmy czy dookreślenia czegoś, co od wieków, od starożytnej Grecji, ma jedno precyzyjne znaczenie, tego nie zmienią. Widać mamy nowy słownik polityki w wydaniu człowieka Platformy, z której wywodzi się Donald Tusk. Skoro jednak – w nie tak całkiem odległej przeszłości – mieliśmy do czynienia z falandyzacją prawa w wydaniu jednego z doradców prezydenta Wałęsy, to niby dlaczego dzisiaj nie możemy mieć do czynienia z czymś podobnym w wydaniu Donalda Tuska. Tyle że Tusk przebił Falandysza.