W niemieckim interesie
Sobota, 11 lutego 2017 (02:20)Z prof. Franciszkiem Markiem, historykiem, pierwszym rektorem Uniwersytetu Opolskiego, rozmawia Beata Falkowska
Dostrzega Pan w ostatnich latach zmiany w działalności Ruchu Autonomii Śląska?
– Tak, te środowiska są coraz bardziej bezczelne, bo widzą, że w naszym systemie politycznym mogą działać bezkarnie. Myślę, że nasza inteligencja nie zdaje sobie sprawy, że na wioskach opolskich ludność polska żyje jak pod obcym panowaniem – musi swoją polskość w pewnym sensie ukrywać, nie manifestować jej, by nie narazić się mniejszości niemieckiej, która jest, według mnie, wielkim oszustwem.
Dlaczego?
– Ci ludzie często nie są w stanie dowieść swego niemieckiego pochodzenia, ich językiem ojczystym jest język polski, nie niemiecki. Niestety, atmosfera zastraszania powoduje, że takich jak ja, którzy mają odwagę wystąpić przeciwko separatystom, jest niewielu. Jestem za to opluwany przez przedstawicieli tej rzekomej niemieckiej mniejszości. Podkreślmy, że nigdy na obecnie polskim, a dawniej pruskim Śląsku nie było tendencji separatystycznych. Gdy czyta się relacje podróżników, którzy przejeżdżali przez ziemie polskie w XIX wieku, dowiadujemy się, że gdy na Śląsku pruskim pytali oni chłopów o ich narodowość, otrzymywali zawsze odpowiedź, że są Polakami.
W Pańskiej rodzinie polskość była czymś naturalnym, oczywistym?
– Urodziłem się na Opolszczyźnie jako 25. pokolenie urodzone poza Polską – wszyscy moi rówieśnicy mówili po polsku, a przecież wiemy dobrze, że np. na emigracji często już pierwsze pokolenie nie zna ojczystej mowy. Są wartości, przy których lud śląski trwa. Religia i mowa, dwa wyznaczniki narodowości, są dla Ślązaków świętością pielęgnowaną niezależnie od władzy, która przez wieki podlegała dużym zmianom. Tendencje separatystyczne występowały, ale na dawnym Śląsku austriackim, dziś czeskim.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym