• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Warszawa Platformy

Środa, 8 lutego 2017 (17:59)

Nieprawidłowości przy prywatyzacji w stolicy muszą być wyjaśnione do końca.

Dwie sesje nadzwyczajne Rady Warszawy 6 lutego okazały się kolejnym zbiorem PR-owych sztuczek Platformy Obywatelskiej. Miały one na celu zasłanianie się przed odpowiedzialnością za nieudolne rządy i udział urzędników w przekrętach. Prezydent nie uczestniczyła w sesji, tłumacząc się urlopem, a dyskusję o dzikiej reprywatyzacji zamierzano „przykryć” medialnie krytyką planowanych przez Prawo i Sprawiedliwość zmian ustrojowych stolicy.

Bez zmian w Warszawie?

30 stycznia do przewodniczącej Rady Warszawy wpłynął wniosek grupy radnych Prawa i Sprawiedliwości o sesję nadzwyczajną w sprawie zatrzymań kolejnych urzędników ratusza. Miały one związek z nieprawidłowościami podczas procesu reprywatyzacji wielu nieruchomości w Warszawie. Sesję wyznaczono na 6 lutego na godzinę 13.00. O godz. 8.00 z radia dowiedziałem się, że tego dnia są dwie sesje nadzwyczajne. Okazało się, że dzień wcześniej wpłynął wniosek radnych PO, aby odbyć o godzinę wcześniej sesję w sprawie ustroju Warszawy. Jasne się stało, że będzie to dzień PR-owych zagrań Platformy, aby tylko oddalić zainteresowanie mediów od sprawy reprywatyzacji. Na tę część obrad ściągnięto urzędników ratusza i członków PO, aby z trybuny zagłuszali wystąpienia radnych Prawa i Sprawiedliwości, przez co faktyczni zainteresowani – czyli mieszkańcy – nie mogli wejść do sali.

Głosami PO podjęto więc decyzję o referendum w stolicy w sprawie zmiany ustroju miasta. W marcu mieszkańcy stolicy odpowiedzą na pytanie, czy są „za zmianą granic miasta stołecznego Warszawy poprzez dołączenie kilkudziesięciu sąsiednich gmin”. To absurd, który grozi tym, że plebiscyt będzie prawnie niewiążący. Po pierwsze, referendum takie musi mieć zamknięte ramy czasowe. Nie można w 2017 roku, poprzez referendum, blokować przyszłych zmian ustrojowych i powierzchniowych miasta. Takie zmiany są potrzebne w tym roku, ale mogą się także okazać konieczne w przyszłym lub za dekadę. Jeśli doszłoby do tego, zapis referendalny wiązałby ręce każdemu włodarzowi i rządowi, a Warszawa nie mogłaby się reformować.

Po drugie, referendum nie będzie wiążące, jeśli nie będzie odnosić się do konkretnych planów. Obecne złożone w Sejmie w postaci projektu ustawy są teoretyczne i czekają na konsultacje z nim związane. Gdyby więc pytanie w głosowaniu odnosiło się bezpośrednio do tego dokumentu, wystarczyłoby, aby nosił on inny tytuł, a już pieniądze wydane na referendum byłyby wyrzucone w błoto.

Po trzecie, nie można z góry zakładać, że poszerzenie granic Warszawy odbyłoby się ze stratą dla miasta i gmin ościennych. Nasza stolica, jak każde rozwijające się miasto, przez wieki powiększa się i wchłania kolejne dzielnice. To normalne. Gdyby nie ten fakt, Europejczycy mieszkaliby wyłącznie za murami swoich średniowiecznych miast. W 1791 r. do Warszawy przyłączono znajdujące się po drugiej stronie Wisły miasto Praga, a w 1916 r. Wolę, Grochów, Saską Kępę i Gocław. W 1951 r. miało miejsce tzw. wielkie powiększenie o Żoliborz (w tym Bielany), Ursus, Wilanów, Białołękę, Włochy, Bemowo, Wawer. W 1957 r. przyłączono miasto Rembertów, a w 2002 r. miasto Wesoła. Referendum blokowałoby takie zmiany w przyszłości. Do Warszawy ściągają Polacy z całego kraju, aby tu zamieszkać, pracować i zakładać rodziny. Każdego dnia przyjeżdża tu tylko do pracy tysiące ludzi z ościennych gmin. Warszawa już dawno temu mentalnie wchłonęła miejscowości sąsiednie, co sprawia, że faktycznie w stolicy Polski mieszka ok. 3 milionów osób.

Dzika reprywatyzacja

Głównym jednak tematem sesji nadzwyczajnej 6 lutego miały być nieprawidłowości przy reprywatyzacji i zatrzymanie kolejnych pracowników i byłych pracowników ratusza. Byli oni odpowiedzialni między innymi za rekomendowanie prezydent m.st. Warszawy nieruchomości do reprywatyzacji.

Prezydent miasta była nieobecna. Jak tłumaczono wcześniej, miała na ten dzień zaplanowany urlop. W mojej opinii obowiązkiem prezydenta miasta jest być obecnym podczas takiej dyskusji. Rada miasta to organ, przed którym ustawowo odpowiada prezydent miasta. I ten organ zwrócił się do Hanny Gronkiewicz-Waltz z prośbą o wyjaśnienia. Zamiast tego był absurdalny kabaret wiceprezydenta Witolda Pahla, który przez sześć godzin dowodził, że nieprawidłowości w reprywatyzacji miały miejsce w latach 2002-2006, czyli za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Posunął się nawet do stwierdzenia, że to dzięki obecnej administracji ratusza te problemy są rozwiązywane.

W swoim wystąpieniu nie powiedział, dlaczego w okresie rządów PO doszło do powstania zorganizowanego systemu zbliżonego w swoim charakterze do organizacji przestępczej, który rozciągnięty był za czasów PO pomiędzy niektórymi urzędnikami ratusza, Ministerstwem Sprawiedliwości, prawnikami specjalizującymi się w reprywatyzacji oraz rodzinami, na które nieuczciwi urzędnicy przepisywali zagrabione majątki. Wiceprezydent Pahl w trzech zdaniach zamknął kwestię tysięcy ludzi wyrzuconych na bruk przez nowych właścicieli, którzy żądali kilkakrotnie wyższego czynszu od najemców. Ten brak szacunku dla człowieka był tak daleko posunięty, że dawał przyzwolenie, aby w mediach firmy wyrzucające ludzi z mieszkań mogły chwalić się, że człowiek jest nieważny, bo przywracamy świetność Warszawie.

Odrzucone stanowisko

Platforma Obywatelska miała wiele szans na samooczyszczenie się. Doświadczona porażkami wyborczymi nie wyciąga wniosków i za wszelką cenę chce utrzymać skompromitowaną Hannę Gronkiewicz-Waltz na stanowisku. Warszawa to ostatnia barykada PO. I dlatego odrzuciła projekt wspólnego stanowiska Rady Warszawy, które miało mieć następującą treść:

„W ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami działań organów ścigania wskazujących na niezgodne z prawem działanie urzędników m.st. Warszawy dotyczące zwrotów tzw. nieruchomości dekretowych.

Rada m.st. Warszawy, mając na uwadze interes m.st. Warszawy oraz jego mieszkańców, wyraża głębokie zaniepokojenie działaniami Prezydent m.st. Warszawy, podejmowanymi na przestrzeni ostatnich jedenastu lat, w zakresie toczących się w mieście procesów reprywatyzacji.

W ocenie Rady m.st. Warszawy działania nadzorcze Prezydent m.st. Warszawy, w okresie ostatnich jedenastu lat, dotyczące procesów reprywatyzacji były niewystarczające, co w konsekwencji doprowadziło do uszczerbku w majątku Miasta oraz wielu problemów społecznych, w tym bezdomności dotykającej mieszkańców Warszawy.

W związku z zaistniałą sytuacją Rada m.st. Warszawy wzywa Prezydent m.st. Warszawy do podania się do dymisji”.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Filip Frąckowiak