• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Przestępcza reprywatyzacja

Środa, 1 lutego 2017 (20:58)

Aresztowania pracowników stołecznego ratusza dowodzą skali naruszeń przy reprywatyzacji

W Warszawie nie ma dzikiej reprywatyzacji. Jest zła lub złodziejska reprywatyzacja. Kolejne odsłony afery wskazują bowiem na to, że była to szczegółowo zaplanowana operacja, a nie chaotyczne próby pozyskania czyjegoś mienia. Na elementy systemu mającego na celu przejęcie nieruchomości, które imitowały legalne sposoby, natrafiamy w warszawskim ratuszu, Ministerstwie Sprawiedliwości rządu PO, w wybranych kancelariach prawniczych oraz w rodzinnych domach urzędników.

Pięć osób aresztowanych 30 stycznia przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w sprawie nieprawidłowości przy reprywatyzowaniu nieruchomości w Warszawie to kolejna odsłona afery, której twarzą jest prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. W sprawie reprywatyzacji w Warszawie toczy się już około 100 śledztw. Od końca poprzedniej dekady było wiadomo, że w warszawskim ratuszu dochodzi do nieprawidłowości związanych ze zwrotami nieruchomości.

Układ

Aktywność czyścicieli kamienic i publikacje o dziwnych podmiotach zgłaszających się po „swoje” mniej więcej od roku 2006 były sygnałem, że zawiązał się pewnego rodzaju układ interesów. Ten skomplikowany układ musiał łączyć różne wydziały ratusza, a w nim osoby ze swobodnym dostępem do dokumentacji dotyczącej własności nieruchomości. Taką osobą mógł być między innymi zatrzymany 30 stycznia Jakub R., zastępca dyrektora Biura Gospodarowania Nieruchomościami rekomendujący prezydentowi miasta decyzje reprywatyzacyjne. Już wiadomo, że będzie odpowiadał za przyjęcie łapówki w zamian za wydawanie korzystnych decyzji administracyjnych.

W układzie była także osoba z Ministerstwa Sprawiedliwości. To Marzena K. Zarabiała dzięki zgodnemu z prawem skupowaniu roszczeń do gruntów, których Warszawa nie może zwrócić. Miasto musiało więc wypłacić odszkodowania. Suma przelewów odszkodowań na rachunek Marzeny K. sięga około 40 mln zł. Wszystko to zataiła w oświadczeniu majątkowym.

Ten mechanizm potrzebował także prawnika. To brat Marzeny K. – mecenas Robert N. On i inni adwokaci zamieszani w proceder, informowani przez urzędnika z ratusza o dawnych właścicielach nieruchomości, zwracali się do nich z propozycją reprezentowania przed sądem lub z możliwością wykupu ich roszczenia. Wykupywała je Marzena K. lub rodzice Jakuba R.

Wszystkim tym osobom udawało się działać w okresie rządów PO i mają bezpośrednie związki z tym ugrupowaniem.

Lista nieruchomości

Powyższy opis dotyczy kilkudziesięciu nieruchomości. Ratusz analizował w zeszłym roku ponad 70 spraw Roberta N. Adwokat starał się głównie o adresy przy pl. Zamkowym. Jednak według prokuratury aż 200 z nich zostało w Warszawie „zreprywatyzowanych” niezgodnie z prawem. Na stronach internetowych można tę listę znaleźć. Czy zatem mógł cały ten proceder odbywać się w kręgu kilku osób? Czy mogła o tym nie wiedzieć prezydent miasta, która sama jest beneficjentem owej złej reprywatyzacji? Próby zrzucenia odpowiedzialności na administrację prezydenta Lecha Kaczyńskiego w urzędzie miasta są absurdalne, gdy porówna się skalę nieprawidłowości z okresów rządzenia PiS i PO w stolicy.

Widać także w postępowaniu Platformy Obywatelskiej, jak ucieka od odpowiedzialności za te nieprawidłowości. Prezydent miasta przez lata była wielokrotnie wzywana i proszona przez radnych, aby złożyła wyjaśnienia na sesji rady. Zrobiła to tylko raz. Obecnie sami radni PO złożyli wniosek o sesję nadzwyczajną. Czy i tym razem zlekceważą problem, okaże się w nadchodzących dniach.

Ofiary

Zupełnie oddzielnym torem toczą się sprawy dotyczące lokatorów wyrzucanych z „reprywatyzowanych” kamienic. Ludzi, którym w najlepszym wypadku nowy właściciel podnosi czynsze, a w najgorszym zakręca wodę, niszczy instalacje lub zalewa mieszkania. Wszystko po to, aby zmusić lokatorów legalnie wynajmujących przez dekady mieszkania od miasta do wyprowadzki. Prowadzące taką działalność podmioty skupują nieruchomości od ludzi, którzy z ogromnym prawdopodobieństwem weszli w ich posiadanie nielegalnie. Następnie wszelkimi sposobami doprowadzają do usunięcia lokatorów, którzy są przeszkodą w renowacji kamienicy. Wkrótce ich mieszkania mają się stać apartamentami w cenie od 20 tys. złotych za m2. Tak było na Pradze Północ, gdzie ostatni lokator, zamieszkujący budynek pół wieku, pozostał w nim jak ostatni sprawiedliwy. Nie bacząc na jego obecność, firma prowadziła remont generalny kamienicy, pozbawiając zamieszkiwany lokal wszelkich instalacji. Mężczyzna wciąż pozostawał jednak prawowitym najemcą. Jakież było jego zdziwienie, gdy w luksusowych folderach reklamujących wyremontowaną kamienicę zobaczył swoje mieszkanie połączone z innym i już przeznaczone do sprzedaży. W wywiadzie dla jednej z gazet właściciel firmy przyznał się do tego, że wywiera presję na lokatorach, aby opuścili budynki. W rozmowie przyznał, że przywraca Warszawie świetność.

Tak jak w Polsce rząd PO prowadził politykę kosztem najsłabszych, tak i w Warszawie administracja PO nie dostrzegała przez lata takich praktyk.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Filip Frąckowiak