Odszedł wielki muzyk
Wtorek, 31 stycznia 2017 (19:28)Z bólem przyjąłem informację o śmierci prof. Andrzeja Nikodemowicza, wybitnego lubelskiego kompozytora i pianisty. Z pewnością należał on do grona osób, które ukształtowały moją drogę muzyczną, był dla mnie nauczycielem, mistrzem, wzorem.
Poznałem go w grudniu 1979 roku. Byłem wtedy uczniem pierwszej klasy liceum muzycznego. Profesor Andrzej Nikodemowicz właśnie przeprowadził się ze Lwowa do Lublina i rozpoczynał pracę w szkole. Zdziwiliśmy się, kiedy po kilku miesiącach nauki zmieniono nam nauczyciela kształcenia słuchu. Wiedzieliśmy, że przyjeżdża ktoś z wielkim autorytetem, bardzo wymagający – kompozytor i pianista. Jako jeden z pierwszych uczniów trafiłem do grupy prof. Nikodemowicza. Miałem wielkie szczęście uczyć się od niego i rozwijać swoje zdolności muzyczne pod jego kierunkiem.
To nie były zwykłe zajęcia, ale spotkania z wybitnym artystą i pedagogiem z powołania. Nie tylko uczył swego przedmiotu, ale przede wszystkim zarażał pasją do muzyki, uwrażliwiał na urodę klasyki. Jak? Na koniec lekcji osobiście grał często Bacha, Mozarta czy Beethovena. Wiele opowiadał. Pamiętam, jak mówił o czasach, kiedy był wykładowcą w konserwatorium muzycznym we Lwowie. Utkwiło mi w pamięci to, że codziennie idąc do pracy, wstępował do kościoła, modlił się i grał na organach. To coraz bardziej drażniło komunistyczne władze. Miał kłopoty z utrzymaniem pracy w konserwatorium. Przyjaciele doradzili mu, aby jako Polak skorzystał z możliwości zamieszkania w Polsce, aby uchronić się przed poważniejszymi represjami. Umożliwiono mu to, tak znalazł się w Lublinie.
Spotykaliśmy się też po latach. Profesor Nikodemowicz uczestniczył w życiu muzycznym miasta i chętnie bywał na wielu moich koncertach, także na Festiwalu Muzyki Organowej w kościele Św. Rodziny na lubelskich Czubach, który od ponad 20 lat współorganizuję. W 2007 roku miał miejsce koncert Krzysztofa Pendereckiego. Po koncercie zaprosiłem prof. Nikodemowicza na kolację. Pamietam dobrze długą dyskusję, obaj mistrzowie siedzieli obok siebie i rozmawiali o współczesnej kompozycji.
Ostatnia nasza rozmowa miała miejsce po koncercie z cyklu „Wielcy Lublina”, który odbył się w muzeum na zamku 5 listopada 2013 roku. Grano wówczas utwory Jana z Lublina, braci Wieniawskich oraz Andrzeja Nikodemowicza.
Na zawsze zapamiętam go jako człowieka mądrego, głęboko wierzącego, o niezwykle prawym charakterze. Dołączam do grona osób, które mogą dziś powiedzieć: „Będzie nam go brakowało”.