• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Czas najwyższy, aby Polacy poznali prawdę

Wtorek, 24 stycznia 2017 (05:30)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj do wiadomości publicznej trafi pierwsza partia dokumentów ze zbioru zastrzeżonego IPN, zbioru zastrzeżonego akt, które polskie służby specjalne przejęły po służbach PRL i dotychczas przez blisko 27 lat były utajnione. Czego możemy się spodziewać?

– Mówiąc krótko, możemy się spodziewać politycznego trzęsienia ziemi, i to o dużej amplitudzie. Prawda bardzo często bywa niewygodna i teraz – czy się to komuś podoba, czy nie – wiele osób, które obrosły legendą czy sławą, będzie musiało stanąć w świetle prawdy i zmierzyć się z faktami. Prawda, w co wierzę – w końcu – ujrzy światło dzienne i nie będą to już tylko kulisy czy wiedza tajemna o bardzo ograniczonym zasięgu. Czas najwyższy, aby polskie społeczeństwo poznało prawdę.

Z jednej strony skończą się domysły, ale z drugiej skończy się bezkarność…

– To, że dopiero dzisiaj mamy ujrzeć kulisy PRL, to jest efekt grzechu zaniechania. Polska niestety nie zrobiła tego, co zrobili Niemcy z byłej NRD, co zrobiono w Czechosłowacji i wielu innych państwach byłego bloku sowieckiego, a więc opcję „0” i prawdziwą, a nie tylko pozorowaną dekomunizację. My niestety zamiast rozliczać głaskaliśmy system komunistyczny, budując na jego fundamencie nową Polskę. I dzisiaj mimo upływu lat za „grubą kreskę” wciąż płacimy wysoką cenę w postaci afer, wielu wątpliwości politycznych, wielu przestępstw czy zbrodni nigdy niewyjaśnionych, a często celowo zamiecionych pod dywan. Ten grzech zaniechania sprawił, że wiele z tych przestępstw się przedawniło – przestępstw, o których dzisiaj mówi się głośno, ale pod względem prawnym nic z tym nie można już zrobić. Na ustach zwłaszcza osób ze środowisk powiązanych z tamtym zbrodniczym systemem czy jego duchowych spadkobierców pojawiają się słowa skądinąd dobrze znane: „Nic się nie stało!”. I tak naprawdę to odtajnienie dzisiaj tzw. zbioru zastrzeżonego IPN jest pewną formą rekompensaty dla osób, które przez 27 lat za głoszenie prawdy były odsądzane od czci i wiary, ludzi, którzy byli wyzywani od oszołomów. I to – jak sądzę – jest kwintesencją tego, co się dzisiaj stanie.

Kiedy Pan mówi o tej sprawiedliwości dziejowej, to przypominają mi się słowa śp. ks. abp. Ignacego Tokarczuka, który często powtarzał, że liczy się tylko prawda, a wszelkie półprawdy czy ćwierćprawdy są niczym innym jak kłamstwem…          

– Zgadzam się w stu procentach z ks. abp. Tokarczukiem. Istnieje albo prawda, albo fałsz. Nie ma nic pośredniego. Nie ma szarych kolorów. Jeżeli się buduje na niestabilnych fundamentach, niejasnych przesłankach, skutkuje to tym, co przeżyliśmy już jako Polska. Mam tu na myśli afery, posądzenia polityków, jednego czy drugiego premiera o szpiegostwo na rzecz obcych mocarstw itd. Takich przykładów na przestrzeni kilkudziesięciu czy kilkunastu ostatnich lat mieliśmy bardzo dużo. To pokazuje, że w ostateczności rachunki za brak rozliczenia się z przeszłością i tak płaci państwo, płacą obywatele RP. I to jest bardzo smutna puenta.

W dotychczasowej historii IPN nie było tak daleko idącego przedstawienia dokumentacji zgromadzonej w tzw. zbiorze zastrzeżonym. Czy Pana zdaniem dzisiaj jest ten czas, kiedy należy to ujawnić?

– To najwyższy czas. To jest ostatni dzwonek, żeby osoby, które przeżyły na własnej skórze, które doświadczyły, czym był komunizm, które być może zostały niesprawiedliwie posądzone o niecne czyny, mogły usłyszeć słowo „przepraszam”. Ale jest to również czas dla sprawców, aby mogli przeprosić i powiedzieć: „Proszę o przebaczenie”. Odtajnienie akt zastrzeżonych IPN będzie też moralnym zwycięstwem, ale jednocześnie lekcją, z której powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość, a mianowicie, że nie da się budować państwa na starych i słabych fundamentach.    

Czy nowe fakty i prawda o III RP może pogrzebać parę politycznych karier?

– Z całą pewnością. Pytanie tylko, czy znieczulone przez polityków wiecznie trwającymi „wojnami na górze” zechce i w jaki sposób to przyjąć. Przecież na wielu polityków są dokumenty, są przeciwko nim dowody, są badania historyczne, a oni i tak twierdzą swoje, usiłując zakłamać rzeczywistość. Możemy zatem mieć do czynienia z sytuacją, że środowiska przekonane o niewinności swoich idoli nadal będą twierdziły, że jest to kolejny akt zemsty politycznej, a co za tym idzie – stabilne elektoraty za i przeciw pozostaną przy swoim zdaniu. Natomiast pozytywne jest to, że wreszcie historycy będą mieli swobodny dostęp do materiałów i zbiorów akt dotychczas niedostępnych. Mam nadzieję, że zaowocuje to kilkoma przyzwoitymi książkami opartymi na tych odtajnionych już aktach zastrzeżonych IPN.

Na swoim profilu stwierdził Pan, że to, co się działo 16 grudnia ubiegłego roku, to tylko była rozgrzewka. Co miał Pan na myśli?

– Kiedy zagłębimy się w metryki osób zasiadających w ławach sejmowych, szczególnie tych, których wiek przekracza 50 lat – a ta grupa jest dość liczna (zresztą w życiu publicznym wciąż funkcjonują byli premierzy, byli wysocy urzędnicy państwowi) – to jeśli w świetle ujawnionych dokumentów akt zastrzeżonych IPN ujawni się ich ewentualne powiązania, udział w działalności na szkodę państwa, żeby nie powiedzieć – przestępczej, to dla wielu takich ludzi może to być polityczne trzęsienie ziemi. Dlatego nie dziwi mnie zachowanie polityków niektórych ugrupowań politycznych, w tym szczególnie polityków Platformy. Przypomnę tylko słynną konwencję Platformy przed wyborami w 2015 r., kiedy jako pierwszy punkt pojawiła się likwidacja IPN. Pytanie, dlaczego Grzegorz Schetyna za punkt pierwszy, a więc najważniejszy dla Polski w ocenie Platformy, uznał likwidację IPN. Dzisiaj wraz z ujawnieniem zbioru dokumentów akt zastrzeżonych IPN mamy odpowiedź. I na tym polega problem, że niektóre środowiska będą musiały przełknąć znacznie większą żabę niż słynne wyjazdy do Portugalii. Jeśli się dobrze przyjrzeć wydarzeniom na scenie politycznej i poczynaniom części formacji politycznych, zaczyna się to wszystko układać w bardzo logiczną całość. Jutro mamy pogrzeb naszego klubowego kolegi Rafała Wójcikowskiego, który był wielkim posłem niezłomnym, patriotą, który miał bardzo jasny i ściśle określony stosunek do organów bezpieczeństwa PRL, który był wielkim zwolennikiem odtajnienia akt zbioru zastrzeżonego IPN. I los tak zrządził, że w dniu jego pogrzebu odbędzie się czy nastąpi to, na co on czekał. Szkoda, że nie doczekał tej chwili, której oczekiwał jako Polak, jako człowiek zakochany w swojej Ojczyźnie, życzący jej rozwoju w świetle prawdy.

 

Mija 27 lat od odzyskania niepodległości, a widać macki PRL wciąż są obecne i układ z Okrągłego Stołu i z Magdalenki wciąż ma się dobrze. Czy to nie chichot historii?

– Wiele białych plam dotyczących współczesnej historii Polski – wreszcie – będzie miało okazję się wypełnić prawdą, żelaznymi faktami, a nie – jak dotąd często bywało – domysłami, teoriami spiskowymi czy dziwnymi faktami medialnymi. Będziemy musieli się zmierzyć z naszą historią. Zarówno my, stojący z boku, a więc społeczeństwo, jak i ci, którzy są bohaterami zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi czasów Polski PRL. To będzie lekcja pokory dla wszystkich. Dla tych, którzy ukrywali swoją przeszłość, robiąc karierę w wolnej Polsce, ale również dla tych, którzy popełnili grzech zaniechania, pozwalając, że karty historii, z którą już dawno powinniśmy się rozliczyć, wciąż były przed światem zakryte. Wielu sytuacji, które targały Polską i sceną polityczną na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat, można było uniknąć, gdyby nie gruba kreska. Kwintesencją odtajnienia tych dokumentów będzie niestety smutna prawda, z której warto, abyśmy my, Polacy, wyciągnęli wnioski na przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki