• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Totalna kompromitacja opozycji

Piątek, 13 stycznia 2017 (05:45)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem i wykładowcą akademickim oraz członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Rafał Stefaniuk

Zakończył się protest tzw. totalnej opozycji w Sejmie. Co mogło zaważyć na końcowej kapitulacji osób okupujących mównicę sejmową?

– Kompletna katastrofa wizerunkowa i pogłębienie się wewnętrznego konfliktu w obozie liberalnym. Podjęcie tych działań nie miało sensu od samego początku. Sprawa posła Michała Szczerby jest drugorzędna z punktu widzenia społecznego. Podobnie jest z obecnością mediów w Sejmie. Przyjęta forma protestu byłaby skuteczna tylko wtedy, gdyby sytuacja w kraju była krytyczna: zamykano by ludzi w więzieniach, a tych, których by nie zamknięto, spotykałyby prześladowania. Tak nie było. Wytoczono armaty do walki i strzelano do much. Tak to wyglądało. Dlatego każdy, kto w to nie wszedł, tylko na tym wygrał. Największym zwycięzcą jest Kukiz’15, który dziś wygląda na opozycję bardzo poważną. Zyskało też PSL, które choć na początku uczestniczyło w proteście, to się z niego wycofało. Tak uchronili się od śmieszności. Schetynie trzeba oddać to, że chciał opuścić protest, ale był zmuszony do trwania w nim przez radykalne skrzydło PO i zaplecze polityczne w postaci Tomasza Lisa, różnych grup lobbingowych oraz tych, którzy reżyserują sceną polityczną. Ryszard Petru po kompromitacji portugalskiej szukał pretekstu do ucieczki i to zrobił. Obecne żądania odwołania marszałka Sejmu i grożenie wznowieniem protestu to jest zasłona dymna, która ma pomóc w rozpaczliwej ucieczce z pola bitwy. Cała kampania była źle przygotowana od samego początku i bez błędu rządu i Prawa i Sprawiedliwości nie dało się jej wygrać.

Równolegle do protestu trwała walka między Ryszardem Petru a Grzegorzem Schetyną. Dziś możemy powiedzieć, że był to pojedynek samobójczy dla każdego z nich?

– Oczywiście. Mało tego, liberalną opozycję mamy w Sejmie, ale poza nim jest KOD. Ten tak samo się skompromitował, a to za sprawą faktur Kijowskiego. Ruch ten kurczy się w takim tempie, że wtorkowy protest pod Sejmem był już totalnie karłowaty. Widzimy więc upadek wszystkich liderów, którzy wywołali tę awanturę. Mimo to zostawili sobie jeszcze jedną furtkę, czyli apele do zagranicy, aby uznać budżet za nielegalny i zawiesić wszelkie środki unijne. To są działania skandaliczne, do których się już posuwano w kontekście Trybunału Konstytucyjnego.

Nie ma już problemu Trybunału Konstytucyjnego, KOD idzie w rozsypkę, teraz to sprawa budżetu będzie głównym narzędziem do atakowania rządu?

– Daj Boże, żeby nie. Spór oczywiście może toczyć się wokół zagadnień prawnych wewnątrz Trybunału Konstytucyjnego. Ale według dostępnych ekspertyz wszystkie warunki legalnego uchwalenia budżetu zostały dotrzymane. Jeżeli zdecydowano by się na uruchomienie instytucji międzynarodowych, jak Parlament Europejski, Komisja Europejska czy Rada Europy, to przyniosłoby to szkodę dla państwa polskiego. To już nie chodzi o wewnętrzną grę polityczną, ale o dobro państwa. Nie mam wątpliwości, że walka wewnętrzna będzie trwać. I przez następne miesiące będziemy świadkami walki, ale nie z Prawiem i Sprawiedliwością, które będzie tłem, a nawet już jest tłem, lecz bezwzględnej walki w obozie liberalnym. Celem będzie zagospodarowanie tego obozu.

Ruch Kukiz’15 domaga się nałożenia kar finansowych na protestujących posłów. Na taki ruch marszałka pozwala regulamin Sejmu. Warto skorzystać z tego rozwiązania?

– Koniecznie trzeba coś zrobić. Przez ostatni miesiąc mieliśmy do czynienia z próbą niezwykle groźnego precedensu – zerwania Sejmu. Metody były inne, ale to był powrót do sytuacji znanych nam z XVII i XVIII wieku. Wtedy gdy komuś coś się nie podobało, to mówił veto. Dziś wystarczyłoby wejść na mównicę. Przy następnych wyborach kolejne opozycje brałyby się za okupowanie Sejmu. Tego precedensu nie można puścić płazem. Dlatego konieczne są zmiany w regulaminie Sejmu, a i nad karami finansowymi należy się zastanowić. Natomiast największa kara, jaka spotkała protestujących, to jest ich autokompromitacja. To jest kara, którą już ponieśli, i mam nadzieję, że to będzie dla nich bardzo dobra nauczka.

Jaka przyszłość czeka marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego? Opozycja domaga się jego odwołania, PiS go broni, ale w ciągu ostatnich tygodni marszałek był trzymany w ukryciu.

– Taką przybrano taktykę. Wiadomo było, że Kuchciński będzie przedmiotem ataków. Wszyscy wiemy, że to Jarosław Kaczyński jest głównym rozdającym po stronie rządowej, więc jego aktywność była więc niejako koniecznością. Z kolei marszałek Stanisław Karczewski jest osobą spoza sporu, kimś, kogo nie da się czymkolwiek uderzyć. Jest więc kimś, kogo można by nazwać rozjemcą. Teraz, gdy spór został wyciszony, a opozycja skapitulowała, marszałek Kuchciński może czuć się niezagrożony. Myślę, że swój urząd będzie pełnił jeszcze przez długi czas.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk