• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Najważniejsze w tym momencie to robić swoje

Czwartek, 12 stycznia 2017 (22:26)

Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, jak w Parlamencie Europejskim jest odbierany projekt, by szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker stanął przed komisją śledczą i wyjaśnił swoją rolę w blokowaniu prac mających ukrócić praktyki podatkowe międzynarodowych korporacji?

– Oczywiście nie jest to pomysł nowy. Przypomnę, że w tej kadencji Parlamentu Europejskiego byłaby to już kolejna – bodajże trzecia – komisja specjalna, która miałaby się zajmować interpretacją prawa podatkowego. Tą problematyką zajmowały się już wcześniej komisje specjalne TAXE i TAXE2 – poświęcone interpretacjom prawa podatkowego lub innym środkom o podobnym charakterze lub skutkach. I już wtedy pojawiało się nazwisko szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. Jednakże nie przyniosło to – jak dotąd – żadnych konkretnych decyzji. Tak czy inaczej wszystkie próby, które pomogłyby wyjaśnić rolę Junckera w sprawie nadużyć podatkowych, trzeba wspierać.

Czy polityk taki jak Juncker ma prawo, czy w ogóle powinien pouczać innych, mam tu myśli  polski rząd.

– Niewątpliwie przewodniczącemu Junckerowi jest wygodniej krytykować i atakować innych, odwracając tym samym uwagę od siebie. Pewnie to jest jakaś metoda. Jednak dopóki Juncker ma poparcie europejskich elit i najsilniejszej frakcji w Parlamencie Europejskim, dopóty afery z jego udziałem będą niestety marginalizowane.

Czy sprawa Junckera, ale też brak porozumienia dotychczas współpracujących ze sobą Europejskiej Partii Ludowej i socjalistów w sprawie wyboru nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego mogą mieć wpływ i jaki na podział głównych stanowisk w Unii Europejskiej?

– Po raz pierwszy od wielu lat w Parlamencie Europejskim mamy sytuację, gdy wybór przewodniczącego pozostaje sprawą otwartą. Zazwyczaj – tak jak Pan wspomniał – mieliśmy w tej sprawie do czynienia z porozumieniem chadeków i socjalistów, którzy decydowali o podziale głównych unijnych stanowisk, a więc szefów Parlamentu, Komisji, Rady czy Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych. Teraz to status quo zostało zachwiane. Mimo wszystko uważam, że sprawa Jean-Claude’a Junckera nie będzie mieć większego wpływu na wybór nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, choć z całą pewnością osłabi to pozycję EPP w ramach wielkiej koalicji.

Czy taki stan rzeczy mimo wszystko daje możliwość reelekcji dla Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej, czy definitywnie te szanse mu odbiera?

– Wszystko zależy od tego, kto zostanie szefem Parlamentu Europejskiego. Jeśli będzie to kandydat EPL Włoch Antonio Tajani, to szanse Donalda Tuska na reelekcję na stanowisku szefa Rady Europejskiej będą znikome – ze względu na utrzymanie równowagi pod względem liczby piastowanych stanowisk przez przedstawicieli chadeków i socjalistów. 

Jak Donald Tusk jest oceniany w Brukseli? Czy tam, podobnie jak w Polsce, mówi się, że jedyne, co mu – jako szefowi Rady Europejskiej wyszło – to Wielka Brytania z UE?

– Nie są to niestety oceny pozytywne i nie wynika to jedynie z najbardziej spektakularnej porażki Donalda Tuska, jaką był Brexit. Lista „grzechów” Tuska jest bowiem dłuższa: to także nierozwiązany problem fali imigrantów czy kryzysu strefy euro, to w końcu wyjątkowo niefortunne wypowiedzi Tuska, m.in. o Donaldzie Trumpie i o tym, iż jeden Donald to aż nadto. Mam wrażenie, że niebawem te słowa mogą okazać się trafne, żeby nie powiedzieć prorocze, ale bynajmniej nie w odniesieniu do prezydenta elekta Donalda Trumpa.

Wracając do Brukseli, jakie szanse na stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego ma lider europejskich liberałów, były premier Belgii znany z krytyki polskiego rządu Guy Verhofstadt?

– Trudno to dzisiaj jednoznacznie ocenić. Tak czy inaczej biorąc pod uwagę jedynie liczebność frakcji, której przewodniczy Guy Verhofstadt, to jego szanse na stanowisko szefa Parlamentu Europejskiego są raczej niewielkie. Dodatkowo na jego niekorzyść działa dość liczny elektorat negatywny, na który Guy Verhofstadt zapracował sobie swoimi aroganckimi wystąpieniami na forum europarlamentu. Trudno również wyobrazić sobie, aby polityk o tak skrajnie liberalnych poglądach zdobył szersze poparcie wśród socjalistów lub chadeków, którzy mają największe szanse na zwycięstwo w tym wyścigu.

Guy Verhofstadt, który „błysnął” podczas debat o Polsce jako krytyk rządu, dla części środowisk opozycyjnych w naszym kraju stał się, można powiedzieć, twarzą czy też symbolem Unii Europejskiej. Marnie rysuje się Unia z taką twarzą...

– No cóż, trudno zaprzeczyć, że to właśnie politycy tacy jak Guy Verhofstadt najbardziej szkodzą wizerunkowi Unii Europejskiej i prowadzą do ideologizowania każdej dyskusji w Parlamencie Europejskim. Obywatele Europy nie chcą widzieć takiej twarzy jako symbolu Wspólnoty, stąd też w wielu państwach pojawia się wzrost nastrojów eurosceptycznych. To właśnie m.in. dzięki poglądom i na skutek działań Verhofstadta za wyjściem z Unii Europejskiej zagłosowali Brytyjczycy i taką Unię krytykują też zwolennicy Marine Le Pen we Francji.

Jak elity Unii Europejskiej, które cechuje polityczna poprawność i lewicowo-liberalny sposób postrzegania świata, odbierają Donalda Trumpa, który za kilka dni obejmie urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych?

– Dla europejskich elit to kolejna, m.in. po Brexicie, gorzka pigułka, z której przełknięciem media i politycy głównego nurtu mają wyraźny problem. Póki co mamy jednak do czynienia głównie ze spekulacjami i domysłami w tym zakresie. Trudno uznać pojawiające się komentarze i opinie za wiarygodne, dopóki prezydent Donald Trump nie obejmie swojego urzędu i nie zacznie sprawować władzy. Z krytyką lub pochwałami dla nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych warto się wstrzymać do jego pierwszych decyzji. Myślę, że to będzie sprawdzian dla obu stron.

Chcąc nie chcąc, będą musieli przełknąć – jak Pan powiedział – i zaakceptować ten fakt, ale jak to wróży przyszłej współpracy Unia Europejska – Stany Zjednoczone?

– Z pewnością wybór Donalda Trumpa oznacza faktyczny koniec idei Transatlantyckiego Porozumienia Handlowo-Inwestycyjnego (TTIP) między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. I to przynajmniej na tę chwilę jest najbardziej oczywista zmiana. Poza tym trudno oczekiwać większych zmian w założeniach współpracy Unia Europejska – Stany Zjednoczone. Amerykanie prowadzą stabilną politykę zagraniczną i nawet jeśli ją zmieniają, to nigdy nie są to zmiany fundamentalne, ale polegające raczej na przesunięciach drobnych akcentów. Jesteśmy partnerami zarówno w sprawach ekonomicznych, jak i militarnych, i te dwie sfery nie ulegną zasadniczej zmianie.

Jak sytuacja i kryzys parlamentarny w Polsce jest oceniany wśród polityków w Parlamencie Europejskim?

– Znajdujemy się obecnie w bardzo specyficznym momencie, gdyż Parlament Europejski wchodzi w okres wyborczy. W związku z tym politycy, którzy do tej pory wiedli prym w krytykowaniu Polski, jak chociażby Gianni Pittella czy Guy Verhofstadt, są skupieni na swoich kampaniach, stąd na próżno szukać dziś komentarzy o zaniepokojeniu sytuacją w Polsce. Dodam, że zarówno Pittella, jak i Tajani zapewniali nas w rozmowach, że w przyszłości ataków na Polskę w Parlamencie Europejskim już nie będzie. Trzymamy ich za słowo.

Jak długo – Pana zdaniem – nawet przy poparciu społecznym da się sprawować władzę w Polsce przy takim nasileniu krytyki i histerii opozycji, która nie przebiera w środkach?

– Najważniejsze w tym momencie to robić swoje. I rząd Prawa i Sprawiedliwości właśnie to robi, realizując krok po kroku kolejne obietnice złożone Polakom podczas kampanii wyborczej. Mam tu na myśli reformę edukacji, ustawę dezubekizacyjną, obniżenie wieku emerytalnego czy programy „Rodzina 500+ i „Mieszkanie+”. Rząd PiS otrzymał mandat społeczny do sprawowania władzy i najwyższa pora, żeby opozycja pogodziła się z tym faktem i z histerycznej przekształciła się w opozycję merytoryczną, co tylko służyłoby Polsce i dobru wspólnemu Polaków. Nie może być tak, że mniejszość rządzi większością i paraliżuje prace najważniejszych organów państwa. 

Jeszcze niedawno czołowi politycy unijni przyjmowali w Brukseli z honorami lidera KOD Mateusza Kijowskiego. Jak dzisiaj komentują informację o przekrętach „obrońcy” demokracji? 

– Niedawno, bo w październiku ubiegłego roku, eurodeputowana Platformy Róża Thun wręczała Mateuszowi Kijowskiemu Europejską Nagrodę Obywatelską dla KOD. Odpowiadając na pana pytanie – może nie wprost – powiem tak – każdy ma takich bohaterów, na jakich sobie zasłużył.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki