• Środa, 20 maja 2026

    imieniny: Bazylego, Bernardyna

Dziś w „Naszym Dzienniku”

O sobie myślał na końcu

Sobota, 7 stycznia 2017 (01:23)

Z Janem Józefem Kasprzykiem,  p.o. szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, rozmawia Zenon Baranowski

Generał Janusz Brochwicz-Lewiński ps. „Gryf” to kolejna wielka postać naszej historii, której już nam ogromnie brakuje.

– Generał miał życiorys zupełnie niezwykły. Nie o wszystkich rzeczach chciał i mógł mówić. Poza tymi historiami, które są powszechnie znane, jak udział w wojnie obronnej 1939 r., ucieczka z sowieckiej niewoli po 17 września, której przypisywał cudowny charakter, obrona pałacyku Michla w Powstaniu Warszawskim, a potem obóz niemiecki, jest cały rozdział powojennej działalności Brochwicz-Lewińskiego jako oficera wywiadu brytyjskiego rzuconego na bardzo trudny odcinek w Niemczech. Przy czym on traktował służbę w wywiadzie brytyjskim jako formę walki z komunizmem, czyli tym złem, które w Polsce zapanowało po 1945 r. Uważał, że należy z tym komunizmem walczyć na wszelkie możliwe sposoby, również służąc w armii Wolnego Świata, za jaką postrzegał i uważał słusznie armię Wielkiej Brytanii.

W tej walce gen. Brochwicz-Lewiński kierował się wyjątkowym etosem człowieka szlachetnego.

– Miał taki przydomek „Rycerski Dowódca”, ponieważ puszczał wolno niemieckich żołnierzy z atakowanych konwojów. Myślę, że takie postawy wyniósł z domu. Od kilku pokoleń jego rodzina kieruje się etosem rycerskim, etosem służby, gdzie wojna jest pewną sztuką. Okres II wojny światowej złamał takie pojęcie. U niego to pojęcie rycerskości w kunszcie wojennym tkwiło.

Jako dowódca oddziałów partyzanckich na Lubelszczyźnie przez podkomendnych był oceniany jako człowiek, który potrafił zadbać o najprostszego żołnierza, o sobie pamiętając na samym końcu. Dbał też o to, żeby ludność cywilna nie cierpiała z powodu nadmiernych rekwizycji dokonywanych przez oddziały partyzanckie, które musiały jakoś zapewnić sobie aprowizację.

„Gryfowi” leżało na sercu wychowanie młodego pokolenia, chętnie promował m.in. program „Patriotyzm Jutra”.

– Do końca swoich dni spotykał się z młodymi ludźmi. Bardzo zależało mu na tym, aby te wartości, którym on był wierny i w których wzrastał w II Rzeczypospolitej: umiłowanie Ojczyzny, bezinteresowna służba Rzeczypospolitej, honor, były zaszczepiane współczesnemu pokoleniu. Jego dom był zawsze otwarty dla oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego, dla harcerzy, dla strzelców. Nie tylko opowiadał pasjonującą historię swojego życia – a jego życiorysem można by przecież obdzielić kilka postaci – ale również wskazywał, jaka Polska powinna być współcześnie i w przyszłości.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Zenon Baranowski