• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Skazani za podsłuchy

Czwartek, 29 grudnia 2016 (20:12)

2,5 roku więzienia – to kara dla Marka Falenty, uznanego przez sąd za jedynego pomysłodawcę podsłuchów w stołecznych restauracjach. Sąd uznał, że naczelną motywacją oskarżonych była chęć wzbogacenia się. Obrona złoży apelację; według prokuratury wyrok jest słuszny.

Sąd Okręgowy w Warszawie skazał na 2,5 roku więzienia (bez zawieszenia) biznesmena Marka Falentę. Kelner Konrad Lassota i szwagier Falenty Krzysztof Rybka zostali skazani na 10 miesięcy w zawieszeniu i grzywny. Za pomoc śledczym sąd odstąpił od ukarania kelnera Łukasza N. – musi on zaś wpłacić 50 tys. zł tzw. świadczenia pieniężnego. Sąd orzekł przepadek korzyści z przestępstwa, uzyskanych przez N. (92,5 tys. zł) oraz Lassotę (27,5 tys. zł). 

Wyrok jest nieprawomocny; można się od niego odwołać do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Prokuratura żądała dla Falenty kary 1,5 roku więzienia w zawieszeniu i 540 tys. zł grzywny oraz 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz grzywny dla Lassoty i Rybki. Chciała odstąpienia od kary wobec N., który miałby wpłacić 50 tys. zł. Obrona wnosiła o uniewinnienie. Falenta twierdził, że miał informować ABW i CBA, że rozmowy gości restauracji są nagrywane. Zdaniem pełnomocników części pokrzywdzonych – Jacka Rostowskiego i Radosława Sikorskiego – żądania prokuratury były zbyt niskie. 

Uzasadniając wyrok skazujący, sąd uznał, że „naczelną i pierwotną motywacją w tej sprawie była chęć wzbogacenia się”, a Falenta był jedynym pomysłodawcą przestępczego procederu oraz „wyłącznym dysponentem nagrań”.

– Oskarżeni, będąc w pełni świadomi podejmowanych działań i ich sprzeczności z prawem, przez długi okres rozmyślnie i konsekwentnie nagrywali rozmowy – mówił sędzia Paweł du Chateau. Dodał, że wykazywali się przy tym „sporą determinacją” i „sprawną logistyką”.

– Nie sposób podzielić stanowiska niektórych pełnomocników oskarżycieli posiłkowych forsujących tezę, iż początkowym i głównym celem oskarżonych miało być nagrywanie osób z kręgu władzy. Jakakolwiek inna niż finansowa motywacja sprawców, w ocenie sądu, nie znajduje oparcia w poczynionych ustaleniach faktycznych – powiedział sędzia du Chateau. 

Według niego, intencją całego procederu nie było ujawnienie nieprawidłowości ówczesnej władzy. Dla Falenty – jak ocenił sąd – był „to sposób prowadzenia biznesu” w celu postawienia się w lepszej sytuacji biznesowej.

Sędzia przypomniał, że Falenta przedstawiał się jako pomagający organom państwa. Przyznał, że w świetle dowodów przeprowadzonych na procesie z wyłączeniem jawności nie ulega wątpliwości, że spotykał się on z funkcjonariuszami CBA i ABW. Sędzia dodał zarazem, że przed sądem zaprzeczyli oni, aby Falenta informował ich, że politycy są nielegalnie nagrywani w restauracjach. Zdaniem sądu, trudno uznać, by Falenta działał tu w interesie publicznym. „On te kontakty traktował czysto instrumentalnie, licząc na pomoc służb w razie kłopotów” – mówił sędzia du Chateau.

Sąd zaznaczył, że Łukasz N., przesłuchiwany po raz pierwszy, nie przyznał się. 

Według wyjaśnień N., „początkowo miały być nagrywane tylko spotkania o biznesowym charakterze”.

– Kiedy Falenta zauważył, że w restauracji Sowa i Przyjaciele spotyka się także świat polityki [...] to, jak stwierdził, dla Falenty wszystkie informacje były przydatne – relacjonował sędzia wyjaśnienia N. Sąd dał wiarę N., który przyznał się do zarzutów i złożył obszerne wyjaśnienia, że za pieniądze od Falenty nagrywał gości restauracji. Według sądu, jego wyjaśnienia generalnie potwierdził Lassota, a wspierają je inne dowody.

Sędzia podkreślił, że w sprawie naruszono konstytucyjne prawo do prywatności osób, które nagrano bez ich zgody i wiedzy. 

Uzasadniając wymiar kary dla Falenty, sędzia mówił, że „każda inna kara niż kara pozbawienia wolności prowadziłaby do przekonania o praktycznie bezkarności takiego nagannego zachowania”. Według sądu, taka kara zrealizuje swe cele zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i tzw. prewencji ogólnej [czyli odstraszającego działania na potencjalnych sprawców – PAP]. Sędzia dodał, że kara bez zawieszenia ukaże też nieopłacalność nagrywania prywatnych rozmów, czego ofiarą może paść – jak powiedział – „każdy obywatel”. 

Uzasadniając odstąpienie od kary wobec N., sędzia podkreślił, że ujawnił on osoby uczestniczące w przestępstwie oraz jego istotne okoliczności. Zgodnie z prawem obliguje to sąd do nadzwyczajnego złagodzenia kary, co w tym przypadku polega na odstąpieniu od jej wymierzenia i orzeczenia tzw. świadczenia pieniężnego.

Lassota jako swą motywację wskazał „nieprawidłowości popełniane przez funkcjonariuszy publicznych”. Sędzia du Chateau podkreślił, że kelner nie podjął działań, by poinformować o tych nieprawidłowościach – nawet po wybuchu afery, gdy zniszczył pendrive'y. Według sędziego, wydana przez Lassotę publikacja książkowa o aferze była „czerpaniem korzyści ze swego przestępstwa”, wobec którego nie przejawiał on – zdaniem sądu – żadnej refleksji.

Żaden z podsądnych nie stawił się na ogłoszeniu wyroku. Obrońcy Falenty w rozmowie z PAP kwestionowali uznanie przez sąd, że ich klient kierował się motywacją finansową i że nie informował CBA i ABW o nielegalnym nagrywaniu polityków. – Całość naszej argumentacji przedstawimy w apelacji – powiedział mec. Marek Małecki, według którego sąd pominął wiele istotnych dowodów.

Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Sikorskiego, resortu infrastruktury – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę, szefa CBA Pawła Wojtunika.

RP