Zawłaszczony plac
Wtorek, 27 grudnia 2016 (20:02)Czy właścicielom uda się odzyskać zabraną w czasach PRL nieruchomość? Ich batalia trwa już prawie 60 lat.
Wystarczy zajrzeć do Konstytucji RP, która mówi, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym. Ja zatem pytam, gdzie jest to państwo prawa. Wciąż mamy taką sytuację, że naszą sprawę odsyła się od jednego organu do drugiego – irytuje się Józef Racewicz. – Tyle pism złożonych, tyle pozwów, skarg i nie ma żadnego rozstrzygnięcia – dodaje.
5 maja 1959 r. orzeczeniem Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej (WRN) rodzinę pana Józefa Racewicza wywłaszczono z nieruchomości o powierzchni 3452 m2 przy ul. Jurowieckiej 50 w Białymstoku. Zabrany plac przeznaczono na rozbudowę zajezdni autobusowej. – Przyznano nam za to odszkodowanie w kwocie 24 700 zł, co stanowiło 10 proc. wartości tego placu. Państwowi rzeczoznawcy oszacowali bowiem wartość tej działki na 247 000 zł – tłumaczy „Naszemu Dziennikowi” pan Józef, obecny spadkobierca.
– Moja rodzina złożyła odwołanie w tej sprawie. Decyzją z października 1959 r. Komisja Odwoławcza do spraw Wywłaszczenia przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych zatwierdziła wcześniejsze postanowienie w części dotyczącej zasadności wywłaszczenia, a w części dotyczącej odszkodowania za grunt uchylono je i zobowiązano inwestora do przydzielenia odwołującym się odpowiedniej wartości nieruchomości zamiennej – dodaje. Komisja uznała też, że właściciele zostali pozbawieni działki stanowiącej ich gospodarstwo przydomowe. Zobowiązano zatem do wydania orzeczenia o odszkodowanie za drzewa i krzewy owocowe i wypłacono odszkodowanie za warzywa i ziemniaki – wyjaśnia Józef Racewicz.
Kolejne wywłaszczenie
– W 1964 r. orzeczono drugie wywłaszczenie przy ul. Jurowieckiej 50 na grunt o powierzchni 254 m2. Zasądzono wtedy odszkodowanie w wysokości 16 290,40 zł. Tutaj również złożono zażalenie, ale Komisja Odwoławcza do spraw Wywłaszczenia przy MSW nie uwzględniła go i zaskarżoną decyzję zatwierdziła – mówi Józef Racewicz.
W 1966 r. Prezydium WRN przyznało nową kwotę odszkodowania za nieruchomość o powierzchni 3452 m2: 20 763,30. – Czyli kwotę odszkodowania pomniejszono, bo uznano tym razem, że wywłaszczona nieruchomość nie stanowi gospodarstwa przydomowego (ogrodniczego) – zwraca uwagę pan Józef. Rok później Komisja Odwoławcza tę decyzję zatwierdziła.
Po 1989 r.
Kolejne lata nie przyniosły rozstrzygnięć. Organa rozpatrujące sprawę powoływały się na wyroki z lat 50. i 60., uznając sprawę za zamkniętą lub zwracając do ponownego rozpatrzenia. Rodzina pana Józefa nie doczekała się odpowiedniego zadośćuczynienia i postanowiła powrócić do tematu po 1989 r.
– Wnioskiem z 3 czerwca 2016 r. zwróciłem się do wicewojewody podlaskiego w związku z toczącym się postępowaniem administracyjnym dotyczącym zwrotu wywłaszczonej nieruchomości o słuszne odszkodowanie za wywłaszczoną nieruchomość na rzecz spadkobierców. Wniosek swój uzasadniłem brakiem należytej kwoty zadośćuczynienia – zauważa Józef Racewicz.
Dokument trafił do prezydenta miasta Białegostoku. Tadeusz Truskolaski odmówił jednak wszczęcia postępowania, argumentując, że w tej sprawie zapadły już ostateczne decyzje odszkodowawcze i w związku z tym nie jest obecnie możliwe wszczęcie i prowadzenie postępowania administracyjnego.
– Na to postanowienie z 27 lipca 2016 r. wniosłem zażalenie do wojewody podlaskiego, który je uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia przez organ I instancji. We wrześniu prezydent jednak znowu odmówił wszczęcia postępowania. I na tę decyzję złożyłem zażalenie – podkreśla pan Józef. – Podnosiłem m.in., że prezydent nie ustosunkował się do zalecenia wojewody z jego postanowienia w sprawie decyzji z 1959 r. – przyznania nieruchomości zamiennej i niewykonywania tej decyzji – dodaje.
Treść postanowienia prezydenta Białegostoku nie pozostawia rodzinie Racewiczów złudzeń. Czytamy w nim: „Wszczęcie postępowania o ustalenie wysokości i wypłatę odszkodowania jest niedopuszczalne, bowiem sprawa ta była już przedmiotem merytorycznego rozstrzygnięcia w drodze orzeczenia”. Tym razem to postanowienie prezydenta wojewoda utrzymał w mocy. Uznał, że przydzielenie nieruchomości zamiennej rozstrzyga sprawę odszkodowania. – Wojewoda nie ustosunkował się natomiast do kwestii niewykonania decyzji z października 1959 r. w przedmiocie odszkodowania, tj. przyznania odpowiedniej wartości nieruchomości zamiennej, co podnoszę od początku – zaznacza pan Józef.
Wznowić postępowanie
– Istnieje przecież ciągłość prawna między PRL a III RP. W Preambule Konstytucji jest zapis, że pamiętając o doświadczeniach z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, a do takich należy zaliczyć prawo własności i prawo do odszkodowania, wnoszę o słuszne zadośćuczynienie za wywłaszczony plac i wznowienie postępowania oraz nakazanie organom administracji przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego – wskazuje. Na początku listopada do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku trafiła skarga, w której Józef Racewicz podnosi te wszystkie kwestie.
Prawnik Joanna Modzelewska przypomina, że w postępowaniach o zwrot wywłaszczonej nieruchomości lub odszkodowania za taką nieruchomość zawsze należy wyczerpać pełną drogę prawną. Zalicza się do niej postępowanie administracyjne, sądowo-administracyjne i przed sądami cywilnymi. – Warto występować o przywrócenie obowiązywania prawa w zakresie, gdzie mogło być ono złamane. Postępowanie w niniejszej sprawie wydaje się roztropne, gdyż poszkodowani podnoszą aspekt braku godziwej zapłaty za zabraną nieruchomość. W tym wypadku ważna jest zarówno litera prawa, ale też i duch prawa. Każdy zapis ma swoje rozumienie i intencje ustawodawcy. Tak też owe zapisy powinny być interpretowane. Proponowałabym, by zainteresowani nie poddawali się w trudach dochodzenia swojej własności – podsumowuje Joanna Modzelewska.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym