• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Trzeba się zatrzymać

Poniedziałek, 26 grudnia 2016 (20:34)

Z Agnieszką Mędrek, rękodzielniczką sztuki z Krakowa, rozmawia Małgorzata Pabis

 

Święta Bożego Narodzenia to piękny czas. Trzeba się do niego przygotować. Także w domu. Jakie dekoracje Pani przygotowuje?

 

– Święta to czas piękny i radosny, pełen niespodzianek. Radością trzeba się podzielić, także poprzez własne umiejętności. Moje ulubione dekoracje to wszelkie szydełkowe fantazje. Wykonuję więc bańki, aniołki, bałwanki, różne gwiazdki i wszystko, co podsunie mi fantazja. Lubię również ozdoby z papieru, koralików, wstążek czy z darów natury takich jak: szyszki, żołędzie i kasztany.

 

Patrząc na Pani ozdoby, widzimy, że nie są to zwykłe bańki i łańcuchy, które można kupić w sklepie. Które należą do Pani ulubionych, a które są najtrudniejsze do zrobienia?

 

– Najtrudniejsze do zrobienia są te, które ktoś sam wymyśli i poprosi: „zrób to dla mnie”. Wówczas bardzo się przykładam i staram wprowadzić w życie czyjeś pomysły. Wtedy zastanawiam się, czy to, co uczyniłam, było rzeczywiście tym oczekiwanym, wymarzonym wzorem. I  te właśnie rzeczy należą do moich ulubionych, ponieważ spełniają czyjeś niepowtarzalne marzenie.

 

Czy swoimi ozdobami obdarowuje Pani bliskich? Jeśli tak, to jak reagują?

 

– Tak, czasem nawet sami o coś poproszą.  Uśmiech i zadowolenie obdarowanych są najlepszą motywacją do dalszej pracy. Pamiętam, jak podarowałam mojej śp. Babci wykonane przeze mnie ozdoby. Babcia popatrzyła i powiedziała: „poszłaś w moje ślady, tylko ja nie potrafiłabym czegoś takiego zrobić”. Może tego Babcia by nie potrafiła, ale robiła wiele innych wspaniałych rzeczy. Pamiętam sweterki z pomponami, w które mnie ubierała, czy kolorowe poszewki i serwetki, których pełno było w domu. Pamiętam, jak uczyła mnie robić pompony czy pisanki, i jak bardzo to cieszyło. Dziś sama uczę młodszych i starszych.

 

Skąd czerpie Pani pomysły?

– Najczęściej z codziennej rzeczywistości. Spaceruję po parku i dostrzegam kasztan, który aż prosi, by go podnieść z ziemi. Innym razem  liść spadający z drzewa wygląda tak niesamowicie, że nie sposób przejść obojętnie. Zwykły kamyk, o który się potknę, może być największą inspiracją. Czasem ktoś przyjdzie z gotowym pomysłem, który trzeba wprowadzić w życie. Wykonuję nie tylko ozdoby świąteczne, często są to także dekoracje czy jesienne rozmaitości. Z każdej napotkanej rzeczy można uczynić coś wyjątkowego, niepowtarzalnego. Aby tak się stało, trzeba wsłuchać się w otaczającą rzeczywistość. Trzeba się zatrzymać, dostrzec to „coś”, posłuchać głosu serca i nie bać się realizować marzeń.

 

A gdyby ktoś jeszcze teraz chciał przygotowować takie ozdoby, to co powinien zrobić? Poprosimy o kilka rad.

– Wiele osób nie uczyni nic, ponieważ rezygnuj, zanim rozpocznie – nie róbcie tego. Nie mówicie „nie dam rady”, powiedzcie: „jeszcze nie wiem, jak to zrobić, ale CHCĘ to zrobić” – takie podejście jest zdecydowanie lepsze. Na początku pewne rzeczy mogą przychodzić z trudem, z czasem jednak stają się bajecznie proste. Zacznijcie od czegoś łatwego, by się nie zniechęcić już na wstępie. I pamiętajcie: to „coś” nie musi być doskonałe. 

Zatrzymajcie się na chwilę i rozejrzyjcie się dookoła. Wiele z rzeczy, które są Wam potrzebne do wykonania swoich wymarzonych dzieł, znajdziecie w zasięgu wzroku. Możecie się umówić ze znajomymi – w grupie raźniej i weselej.

Zapewne w Waszym otoczeniu znajdzie się też ktoś, kto potrafi inspirować. Odnajdźcie takie osoby. Są one kopalnią wiedzy.

I bądźcie pełni pomysłów! Dajcie upust Waszej wyobraźni.

Najwspanialsza jest radość, gdy ktoś mówi: „nawet nie wiedziałam, że ja też tak potrafię”.  Życzę Wam takich pozytywnych emocji z dzieła własnych rąk. Powodzenia!

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Małgorzata Pabis