• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Aleppo czeka na pomoc

Czwartek, 22 grudnia 2016 (18:40)

Z o. Ziadem Hilalem, jezuitą z Aleppo, koordynatorem wsparcia niesionego przez Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie, rozmawia Piotr Falkowski

Co się dzieje teraz we wschodnim Aleppo, które zostało niedawno zajęte przez armię syryjską po kilku latach kontrolowania tego obszaru przez rebeliantów, w tym islamskich radykałów?

– Teraz jest spokojnie. Nikogo tam właściwie nie ma. Wielu ludzi chciało tam teraz pójść, zobaczyć, co się dzieje. Niektórych władze stamtąd wyrzuciły, ale części udało się zobaczyć swoje domy, sklepy. Wszystko jest bardzo zniszczone. Z jednej strony ludzie ci byli przerażeni tym, co zobaczyli, ale z drugiej w końcu po trzech, nawet czterech latach można tam w ogóle się udać. Sam też byłem w części chrześcijańskiej, widziałem, jak przerażająco zniszczone jest nasze jezuickie centrum na osiedlu Al-Midan.

A czy ktoś jeszcze prowadzi tam walki?

– Nie, wszyscy rebelianci opuścili wschodnie Aleppo w zeszły piątek po południu, a zwykli ludzie znaleźli się w zachodniej części miasta. Ogromna ilość uciekinierów to nowy problem, z którym musimy sobie radzić.

W ciągu ostatnich dni dochodziły dramatyczne doniesienia o mordowaniu ludności cywilnej przez armię syryjską.

– W tej kwestii doniesienia mediów na świecie są mocno zniekształcone. Pamiętajmy, że w Syrii trwa wojna i cały czas walczą wszyscy ze wszystkimi. To nie jest tak, że któraś ze stron celowo morduje ludność cywilną, ale rzeczywiście na wojnie nikt się nie liczy z cywilami. Jeśli strzelają, to strzelają do wszystkich. Ale informacje o celowych mordach są mocno przesadzone. Rozpowszechniają je raczej ci, którym nie zależy na przyszłym porozumieniu. Ostrzał i bombardowania dotyczą też zachodniej części Aleppo, gdzie mieszkam. W ostatnią sobotę na nasz kościół spadły dwie rakiety. To się stało w czasie, gdy normalnie odprawiana jest wieczorna Msza św. Przeżyliśmy tylko dzięki temu, że akurat odbywały się rekolekcje i byliśmy w klasztorze sióstr. Staraliśmy się jak najszybciej naprawić zniszczenia, ale były tak duże, że nie dało się w tym kościele odprawić niedzielnej Mszy św. Na wojnie zawsze każdy może stać się ofiarą.

Kto mógł odpalić te rakiety, które trafiły w kościół?

– To jest pytanie. Tu naprawdę walczą wszyscy ze wszystkimi. Zasadniczo w okolicach Aleppo walczy armia syryjska z różnymi grupami rebeliantów, a na nas spadają bomby. Gdzie indziej są jeszcze inne grupy: Daesz, Kurdowie, ostatnio też siły protureckie.

Ale jednak sytuacja w zachodnim Aleppo jest chyba lepsza niż w zrujnowanej części wschodniej.

– Teraz żyje tu 1,2 mln ludzi i ciągle przybywają nowi uciekinierzy z innych rejonów Syrii, gdzie teraz trwają walki. Dlatego że tu dochodzi przede wszystkim pomoc z zagranicy. Pomoc dla Aleppo jest bardzo potrzebna. Nie myślę tak bardzo o podziale na Aleppo wschodnie i zachodnie, ale o ludziach. Tu są i muzułmanie, i chrześcijanie, wszyscy tak samo cierpią.

Co jest najbardziej potrzebne?

– Praktycznie wszystko, bo tysiące ludzi uciekło ze swoich domów bez niczego. Gdy jest wojna, nie działa normalna gospodarka, handel, zaopatrzenie. Brakuje jedzenia, artykułów gospodarstwa domowego, leków. Ale najbardziej potrzebujemy pokoju, pokoju i bezpieczeństwa. Teraz jest wyjątkowo zimno. Na szczęście nie ma w Aleppo żadnych obozów dla uchodźców, koczowisk, wszyscy gdzieś mieszkają, jednak bardzo brakuje wszystkiego. W całej Syrii w czasie wojny domowej zginęło, jak się mówi, 400 tys. ludzi.

Jak wygląda sytuacja dzieci?

– Ta wojna pochłonęła wiele ofiar, więc jest bardzo dużo sierot, dzieci, które musiały szukać schronienia u dalszych krewnych. Im też potrzebna jest pomoc.

Jak będą wyglądały w Aleppo święta?

– Wygląda na to, że po pięciu latach w końcu będziemy mogli postawić przed kościołem świąteczną choinkę. Kościół, mam nadzieję, będzie już wystarczająco naprawiony, żeby odprawić Pasterkę i Msze św. w ciągu całych świąt. Przy naszym kościele działają grupy modlitewne i skauci. Wszyscy się przygotowują do udziału w wielkiej uroczystości. Bo dotąd nie mogliśmy obchodzić Bożego Narodzenia jako wielkiego wydarzenia. Wciąż oczywiście radość jest połączona ze smutkiem. Tak wiele rodzin straciło swoich najbliższych, prawie w każdej jest ktoś ranny, cierpiący. Cały czas modlimy się o pokój i bezpieczeństwo dla całej Syrii. Ludzie tęsknią do tego, żeby w końcu rzeczy zupełnie zwyczajne nie były świętem.

Jak Ojciec wyobraża sobie przyszłość Aleppo i Syrii?

– Trudno mi mówić o przyszłości politycznej ani cokolwiek przewidywać, jeśli chodzi o rozwój sytuacji wojskowej. Natomiast ludzie chcą powrotu zwykłego życia. Ci, którzy byli we wschodnim Aleppo, myślą o naprawie swoich domów, sklepów, wszyscy chcą do nich jak najszybciej wrócić. Wiadomo, że dużo czasu zajmie samo czyszczenie miasta z gruzów, odbudowa wszystkiego. Przyszłość jest niepewna. Syria jest przecież podzielona na części kontrolowane przez różne grupy, ciągle silne jest Daesz i inne ugrupowania muzułmańskie. To sami Syryjczycy muszą w końcu zasiąść do rozmów i rozpocząć dialog i pojednanie. Musi powstać rząd akceptowany przez wszystkie strony, bo to jest konieczne dla przyszłości naszego narodu. Z drugiej strony w tej sytuacji politycznej to wydaje się niemożliwe.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski