• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Na co liczy Donald Tusk?…

Wtorek, 20 grudnia 2016 (03:39)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

O czym świadczy wystąpienie Donalda Tuska we Wrocławiu na zakończenie Europejskiego Roku Kultury, w którym atakuje rząd? Czy pouczanie rządów państw członkowskich leży w kompetencjach szefa Rady Europejskiej, a może czuje się „w obowiązku”?…

– Donald Tusk, podobnie jak przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, reprezentują bardziej interesy największych państw Unii niż interesy swoich krajów. Bynajmniej nie wynika to tylko z faktu ponadnarodowości urzędów, które sprawują, ale z siły politycznej państw, z których się wywodzą. Przecież nie jest żadną tajemnicą, że bez wsparcia Berlina, Paryża czy chociażby Londynu żaden z nich nie miałby szans na objęcie tych funkcji. W związku z tym w sytuacjach, które tego wymagają, muszą reprezentować interesy tych, którzy ich na te stanowiska wynieśli.

Donald Tusk, odnosząc się do działań rządu, stwierdził m.in., że ten, kto dziś podważa europejski model demokracji, gwałcąc Konstytucję i dobre obyczaje, odrzucając ducha wolności i wspólnoty, pisze kolejny akt dramatu polskiego. Kto pisze dzisiaj scenariusz „dramatu polskiego”?

– Nie ma co ukrywać, że rządzący, a więc Prawo i Sprawiedliwość otwierają za dużo nowych pól konfrontacji politycznej. Platforma i Nowoczesna, mając za sobą media i różne siły, które znalazły się w opozycji, w oparciu o ideologię „ducha wolności”, która jest niezwykle pojemna, podejmują działania mające doprowadzić do destabilizacji kraju. W konsekwencji, w oparciu o „bezstronnych” negocjatorów z zagranicy, chcą doprowadzić do osłabienia rządu. Może warto przypomnieć, iż w imię europejskiego modelu demokracji władze w Brukseli łamały i wciąż łamią zasady parytetów w Parlamencie Europejskim, nie dopuszczając do ważnych funkcji przedstawicieli prawicy.

W swoim wystąpieniu Tusk wcale nie krył, po której stronie sporu stoi, ale czy mówiąc: „jesteście dziś najlepszymi strażnikami polskiej reputacji – w Europie i na świecie”, nie przesadził?

– Metody działań, które podejmuje dziś Platforma Obywatelska i Nowoczesna przy wsparciu KOD-u, które de facto mają wykreować kryzys polityczny w państwie i przyspieszone wybory, jeszcze kilkanaście lat temu były zwalczane przez te środowiska. Przypomnę, że kiedy Gabriel Janowski czy Andrzej Lepper okupowali mównicę sejmową przeciwko wyprzedaży majątku narodowego, to byli przez Donalda Tuska nazywani warchołami i wariatami. Teraz przy tych samych zrachowaniach opozycji to już nie jest warcholstwo, a obrona demokracji. Widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Kiedy prezydent Erdogan wzmógł represje wobec tureckiej opozycji, kiedy przeprowadzał czystki w armii, zamykał gazety, przejmował media, wsadzał ludzi do więzień, osoby, które odważyły się krytykować go na Facebooku, Donald Tusk jakoś nie zająknął się na temat łamania praw człowieka…

– Nie protestował, bo nie było takiego polecenia „z góry”. Przecież już po jednej kadencji na stanowisku szefa Rady Europejskiej widać, iż Donald Tusk nie jest żadną osobowością, a jedynie zwykłym urzędnikiem oddelegowanym czasowo na ważną funkcję w strukturach europejskich. To, co w tej chwili robi, to nic innego jak gra dla siebie nakierowana na  zdobycie jak najwyższej pozycji wyjściowej w przyszłych wyborach prezydenckich w Polsce.

Czy to przypadek, że akurat teraz Donald Tusk tą swoją wypowiedzią wkracza w sprawy Polski?

– Donald Tusk, to polityczny wychowanek Lecha Wałęsy, który – co teraz słyszymy – jako polski „patriota” wzywa do wyrzucenia Polski ze struktur Unii Europejskiej. Deprecjacja postaw i zasad tego środowiska w stosunku do własnego państwa, żeby nie powiedzieć: przeciw własnemu państwu, jest porażająca. 

Wszystko wskazuje na to, że polityczne układy i rozgrywki zamkną drogę Tuskowi do reelekcji. Ale czy jest to jedyny powód?… Czy Tusk to polityk liczący się na scenie unijnej?

– Problem polega na tym, że w 2017 r. w Europie dojdzie do całego szeregu wyborów, które zapewne zmienią układ polityczny także w Brukseli. Donald Tusk w tej układance większości stolic europejskich – rozgrywających swoje partie na kontynencie – jest już niepotrzebny. Proszę zwrócić uwagę, że jest on postacią w gruncie rzeczy bezbarwną, i nie jest nawet w stanie zjednoczyć wokół siebie małych państw Europy Środkowej i Południowej. W tej sytuacji pytanie, które trzeba zadać brzmi: kogo on ma w Brukseli reprezentować?

Jakie w tej sytuacji są jego szanse na powrót do polskiej polityki?

– Jedyną szansą na powrót Donalda Tuska na polską scenę polityczną jest to, że stanie się trwałym spoiwem pomiędzy Platformą a Nowoczesną. Natomiast nie może podjąć walki o władzę w Platformie, bo to jest walka o ugrupowanie będące cieniem potęgi politycznej, jaką pamiętamy z przeszłości. Pytanie tylko, czy taką rolę wyznaczyły mu „zaprzyjaźnione” rządy w Brukseli.

Czy Schetyna, z którym Tusk ma na pieńku, pozwoli odbudować mu pozycję na polskiej scenie politycznej?

– Grzegorz Schetyna jak chce przeżyć politycznie, to będzie musiał to zrobić. Przecież sam nie ma szans na prezydenturę, więc nie jest to pole jego rywalizacji z Donaldem Tuskiem. Dla Schetyny realnym problemem jest lider Nowoczesnej Ryszard Petru, gdyż walka będzie się toczyć o urząd premiera, oczywiście przy założeniu, że PiS przegra przyszłe wybory.

Proszę powiedzieć, co Polska skorzystała na tym, że Polak jest na stanowisku szefa Rady Europejskiej?

– Jednym słowem – niewiele albo nic. Tak niestety jest w przypadku, kiedy dany polityk jest powoływany na konkretne stanowisko nie ze względu na kompetencje, umiejętności czy charyzmę, ale w wyniku pewnego porozumienia w ramach układu sił koalicji państw, które uznały, że będzie to osoba wygodna, dyspozycyjna. Donald Tusk jako premier rządu polskiego dał się poznać na arenie międzynarodowej jako pokorny wykonawca poleceń głównie swojej protektorki kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Z tego typu wyborami jest tak, że ma to być osoba wygodna dla pewnych stolic, natomiast ewentualne korzyści w tym wypadku dla Polski będą głównie w sferze narracji politycznej i propagandowej. Nic więcej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki