• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Misja książki w rodzinie

Środa, 14 grudnia 2016 (18:49)

Z Małgorzatą Nawrocką, pisarką, autorką ponad czterdziestu książek dla dzieci i młodzieży, tekstów piosenek, audycji radiowych i telewizyjnych, scenariuszy teatralnych, rozmawia Małgorzata M. Zając

Jak wybierać najlepsze lektury dla dzieci? Czasem mogą zmylić nas ładne ilustracje, ale treści okazują się nieadekwatne do tego, czego poszukiwaliśmy.

– Po pierwsze – poznajmy pisarza, jego biografię, krótką historię publikacji, poglądy. Taka weryfikacja, możliwa dzięki powszechnej dostępności informacji, bardzo dużo nam wyjaśni. Jeśli już uznaliśmy jakiegoś pisarza za mistrza i autorytet, nie ma co długo myśleć, tylko się wrzuca nowość do koszyka. U nowych pisarzy obowiązkowo sprawdzamy styl. Nie ma innego sposobu, jak przerzucić wzrokiem kilka kartek w kilku miejscach. Styl nas zachwyci albo sam się zdyskwalifikuje. Zwracamy uwagę na poziom dialogów (jeśli niski, radzę się porządnie zastanowić; to jest nie do zniesienia przez setki stron). Ważne, aby język był bogaty, sugestywny. Inne słowa powinny opisywać pejzaż i pogodę, inne cechy charakteru bohaterów, inne emocje i uczucia. Jeśli język jest kiepski – fabuła i pomysły na ogół też takie będą. Szkoda czasu.

Niektóre książki – w tym powieści dla młodzieży, ale niestety coraz częściej także propozycje dla dzieci – opatrzone są bardzo prowokującymi tytułami.

– Ich zadaniem jest ściągnąć uwagę klienta, nawet jeśli w pierwszej chwili będzie on zbulwersowany (zjawisko znane powszechnie w świecie wszelkiej reklamy). Podobnie ma się rzecz z prowokującą grafiką okładek albo ofertą ilustracji oraz nieodpowiedzialnymi tekstami autoreklam, znajdującymi się najczęściej na pierwszej lub czwartej stronie okładki. Z podobnymi ofertami trzeba bardzo uważać, bo jeśli od tytułu i okładki tak czytelnika potraktowano, w środku tym bardziej nie spodziewajmy się należnego mu szacunku. Wyrobiony czytelnik wie także, jakie wydawnictwo czy dystrybutora omijać na przykład ze względu na bulwersujące wypowiedzi publiczne albo działania jego właściciela czy drukowanie poza książkami beznadziejnych albo podejrzanych moralnie czasopism.

Jakie piękne i mądre książki dla dzieci Pani poleca?

– Zważywszy, że od czasów Gutenberga minęło już ładnych parę wieków, narzekanie, że trudno znaleźć świetną literaturę dla dzieci i młodzieży, szczerze mnie zadziwia. Przecież półki bibliotek świata nazbierały przez ten czas tony klasyki! Książki, które wymknęły się spod pióra takich mistrzów „małej muzy”, jak: Sienkiewicz, Zofia Kossak, Jaworczakowa, Kipling, Makuszyński, Milne, Szelburg-Zarembina, Saint-Exupéry, Domańska, Tolkien, Burnett, Niziurski, Verne, Defoe, Knight, Karol May. Cieszy mnie też, że o dziecięcego czytelnika wojują współcześni polscy autorzy chrześcijańscy, tacy jak: brat Tadeusz Ruciński, Robert Kościuszko, Ewa Stadtmüller, Beata Kołodziej, Lusia Ogińska czy ja. Zwłaszcza że w ofercie wielu księgarń znaleźć można bez wysiłku oblepione hasłami „hit roku”, „książka roku”, „bestseller” itp. publikacje dziecięce zupełnie przypadkowe, przetłumaczone kiepsko z języków obcych, czasem wręcz o niczym lub nawet szkodliwe moralnie, zatem chrześcijańscy pisarze mają tu wiele do posprzątania.

Dlaczego nie zawsze rodzice wybierają te dobre książki, również wtedy, gdy wiedzą, że treści są magiczne, okultystyczne czy po prostu – straszne, rażące brzydotą?

– Zdarza się niestety, że rodzice wybierają dzieciom lektury nie ze względu na walory artystyczne czy intelektualne, ale dlatego, że dany tytuł jest obecnie w modzie. Lub tak się dorosłym wydaje, bo syn i córka powiedzieli: „Ale wszyscy to czytają!”. Trzeba jednak pamiętać, że książka jest dzisiaj na rynku komercji takim samym produktem, jak żywność, ubranie albo sprzęt AGD. Tylko niektóre środowiska, zwłaszcza katolickie, rozumieją jej rolę kulturotwórczą, jej misję. Dla dochodu lansuje się nieraz publikacje schlebiające powszechnym gustom i nikt wtedy nie dba o poziom tekstu, a już najmniej o jego poziom duchowy czy moralny. W ten sposób wylansowano w świecie książki dziecięcej i młodzieżowej bardzo wiele lektur stricte okultystycznych, obciążonych treściami, przesłaniem i symboliką zaburzającymi prawidłowe rozeznanie dobra i zła. A niemało rodziców poddało się bezkrytycznie tej modzie tylko dlatego, że byli wręcz molestowani natarczywą reklamą podobnych „rewelacji” we wszystkich naraz mediach.

Czy dobrym rozwiązaniem są audiobooki lub uzupełnienie przeczytanej lektury obejrzaną bajką, filmem?

– Cóż, spójrzmy najpierw na zalety tej sytuacji: tekst jest najczęściej przeczytany lub zinterpretowany świetnie (przynajmniej tak powinno być!). Dostępność w formie audiobooka lub filmu wielu dzieł uznanych za klasykę zachęca młodych do sięgnięcia po te wielkie dzieła mistrzów i może przekonać w ogóle do niewspółczesnej literatury. Audiobook lub film zawsze chętnie wystąpi w roli zastępczej niańki, kiedy nikt z dorosłych nie może poczytać dziecku w danym momencie z obiektywnych powodów. No i oczy nie pracują godzinami.

Wady?

– To nie są klasyczne „byty książkowe”! Tego się nie bierze do ręki, nie podziwia ilustracji i zapachu papieru, nie wkłada pod poduszkę, nie wypisuje serdecznych dedykacji… Po drugie, wieszczy to koniec ery pachnącego antykwariatem regału z książkami. Po trzecie, znika intymne tête-à-tête czytelnika z autorem – to „coś”, dla czego często sięgamy świadomie po książkę. Jeśli słuchanie audiobooków albo oglądanie ekranizacji zupełnie zdominuje styl kontaktu z książką, trzeba przyznać, że przestanie się już być „czytelnikiem” i „molem książkowym”, a pozostanie bardziej odbiorcą słuchowisk literackich i widzem. Jednak audiobooki i ekranizacje to świetna forma, która może naprawdę wzbogacić nasze podróże po świecie książek, pod warunkiem, że nie będzie nadużywana. A zwłaszcza jeśli kompletnie nie odwróci nas plecami do genialnego wynalazku Gutenberga.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Monika M. Zając