DODATEK HISTORYCZNY IPN - Stan wojenny
Dziedzictwo „Solidarności”
Wtorek, 13 grudnia 2016 (20:29)Przed trzydziestu pięciu laty na ulice polskich miast komuniści wyprowadzili czołgi, aby zdławić wolnościowy ruch „Solidarności”, zrodzony latem 1980 roku. Zaczął się on od protestu ekonomicznego, który przerodził się w wołanie o godność, prawdę, sprawiedliwość, o ład moralny.
W czasie tych zmagań robotnicy byli podmiotem wydarzeń. Pod bramą Stoczni Gdańskiej im. Lenina, gdzie przedstawiciele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego prowadzili negocjacje w sali BHP, tysiące stoczniowców przysłuchiwało się rozmowom, wyrażając dezaprobatę bądź akceptację. To wtedy Andrzej Gwiazda proroczo pytał, czy mimo gwarancji bezpieczeństwa dla przywódców strajku władza nie znajdzie fałszywych świadków i czy nie okaże się, że cały MKS to banda kryminalistów. Gdy mówił, że zasadniczą sprawą jest, czy „ustrój nasz będzie określany jako policyjny, czy jako demokratyczny” i dodawał: „Nie chcemy żyć w kraju, w którym jedność narodu jest wymuszana pałką policyjną”, rozlegała się burza oklasków, gdyż wyrażał zdanie strajkujących. Miał ich mandat. Obrazy ze Stoczni Gdańskiej na trwałe weszły do polskiej historii i są ikoną naszego dążenia do wolności. Wzruszają i nie pozostawiają nas obojętnymi.
Fala strajków w całym kraju latem 1980 roku, z której narodziła się „Solidarność”, zmieniła Polskę. Doświadczenie wolności oraz wiara, że działając razem, można coś zmienić, zderzyły się z komunistyczną rzeczywistością i całkowicie ją obnażyły. Skupiający ponad 9 milionów członków Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, a wokół niego organizacje rolników, studentów, stowarzyszenia twórcze, artystyczne, naukowe, akademickie, wybierając w sposób demokratyczny swych przedstawicieli, pokazały fasadowość i fikcję komunistycznej ideologii. Władzy pozostała jedynie przemoc i po nią sięgnęła 13 grudnia 1981 roku.
Pacyfikując rozbudzone nadzieje Narodu, nie cofnięto się przed złamaniem obowiązującego nawet w PRL „prawa”, padli zabici, tysiące osób trafiło do więzień. Nieliczni podjęli działalność w konspiracji. Na jednym z kolportowanych wtedy plakatów przedstawiono czołg miażdżący napis „Solidarność”. Połowa liter nikła pod gąsienicami, ale poniżej ze ściekającej farby znów wyłaniały się słowa „Solida…”. Na realizację tej plastycznej wizji w politycznej rzeczywistości trzeba było jednak czekać kilka lat, a i cena była niemała: życie Grzegorza Przemyka, Piotra Bartoszcze, bł. ks. Jerzego Popiełuszki, Marcina Antonowicza, ks. Stefana Niedzielaka i tylu innych. O tysiącach aresztowanych, wyrzuconych z pracy, setkach tysięcy wypchniętych na emigrację, o gospodarczej ruinie nie wspominając.
Naród ma głos
Wiosną 1988 roku młodzi robotnicy i studenci zamarzyli o kolejnym sierpniu. Były ich jednak już nie miliony, a zaledwie tysiące. I drugiego „sierpnia” nie było. Stan wojenny skutecznie zdusił społeczną aktywność, większość wybrała rolę statystów. Tym razem warunki dyktowała bezpieka, a nowi przywódcy „Solidarności” je przyjmowali. Tych „niekonstruktywnych” się pozbyto. Sceny ze spotkań w Magdalence, gdzie nie żałowano alkoholu, wznosząc toasty za szefa MSW odpowiedzialnego za dramat stanu wojennego i następnych lat, budzą nie tylko niesmak, ale i zażenowanie. Tych obrazów nie pokazano Polakom. Istotę obrad Okrągłego Stołu dobrze oddał Krzysztof Wyszkowski: „Dbano, by nic nie przeciekło do społeczeństwa, które może ’nierozumnie zareagować’. Z jednej strony przywódcy ’Solidarności’ powoływali się na strajki jako źródło siły społecznej, a z drugiej – deklarowali w rozmowach, że nie dopuszczą do spontanicznych reakcji, przestrzegali, by nie zdawać się na swobodnie wyrażoną opinię publiczną. To był element zmowy przeciwko społeczeństwu. Nasza strona działała na zasadzie: można zrobić coś dla niemądrego, niedojrzałego narodu, byle ten się nie wtrącał”.
Ale Naród „się wtrącił” 4 czerwca 1989 roku, czyniąc z wyborów kontraktowych plebiscyt: za komunistycznymi rządami czy przeciw nim. Gdy większość głosujących zmiotła za pomocą kartki wyborczej ekipę PZPR, wykreślając jej kandydatów, zmieniono ordynację wyborczą, podważając werdykt wyborców – ci nie byli już podmiotem, ale przedmiotem gry prowadzonej przez część solidarnościowych elit z komunistami.
„Solidarność” przetrwała stan wojenny wierna etycznemu przesłaniu Sierpnia ’80. Jej siłą nigdy nie był polityczny pragmatyzm, ale – jak zauważał Jan Paweł II – „w wydarzeniach tych chodziło przede wszystkim o sam moralny ład związany z pracą ludzką, a nie tylko o podwyższenie zapłaty za nią”. Podkreślał, że „robotnik polski upomniał się o siebie z Ewangelią w ręku i modlitwą na ustach. Obrazy, jakie w 1980 roku obiegały świat, chwytały za serce i dotykały sumienia”. I tego dziedzictwa „Solidarności” – wierności sumieniu i ładu moralnego – potrzebuje dzisiaj nie tylko Polska.
Dr Jarosław Szarek, prezes IPN