• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Jest jedno światło Miłości

Środa, 30 listopada 2016 (05:20)

Z ks. dr Marianem Suboczem, dyrektorem Caritas Polska, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Adwent to szczególny czas przygotowania do godnego przeżycia świąt Bożego Narodzenia. O czym nam przypomina zainaugurowana w ostatnią niedzielę akcja Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, która w tym roku nosi hasło „Płomień Miłosierdzia”?

– Tegoroczna akcja, jak każda zresztą, przypomina nam o miłosierdziu, czyli o uczynkach miłości bliźniego. Miłosierdzie bowiem to postawa naśladująca postępowanie Boga wobec ludzi. Znamy uczynki miłosierdzia co do ciała, a więc pouczać, radzić, pocieszać, umacniać, przebaczać i krzywdy cierpliwie znosić, oraz uczynki miłosierdzia co do ciała: głodnych nakarmić, bezdomnym dać dach nad głową, nagich przyodziać, chorych i więźniów nawiedzać, umarłych grzebać. Wszystkie one są niczym innym jak dziełami miłości, przez które przychodzimy z pomocą bliźnim. Tym bardziej że ciągle są ludzie, którzy potrzebują zarówno modlitwy z naszej strony, ale także podania ręki w trudnej dla nich sytuacji życiowej, czyli jakiegoś konkretnego dzieła.

Do kogo konkretnie jest skierowane Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom?

– Dzieło jest skierowane do tych najsłabszych, a więc tych najmniejszych, bezbronnych, którzy zależą od ludzi dorosłych. I dlatego Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom ma pomóc, zwłaszcza jeśli chodzi o organizację wypoczynku w czasie wakacji czy ferii – zwłaszcza tym dzieciom, których rodziców z różnych powodów nie stać na to, żeby zafundować dzieciom wyjazd poza dom. Teraz mamy wsparcie w ramach programu „Rodzina 500 plus”, ale ciągle są rodziny wielodzietne, którym taka pomoc jest bardzo potrzebna. Jednak ten „Płomień Miłosierdzia” ma płonąć także dla tych potrzebujących, którzy żyją poza granicami Polski. Mianowicie 10 groszy uzyskane z każdej rozprowadzonej świecy, w tym roku jest przeznaczone na pomoc dzieciom z Bliskiego Wschodu – konkretne z Aleppo w Syrii. I tym dzieciom też chcemy pomóc. I ten „Płomień Miłosierdzia” ma pobudzić przede wszystkim nasze serca, pobudzić naszą wrażliwość, żeby pomagać właśnie tym dzieciom, które są najsłabsze. Fundusze zebrane podczas sprzedaży świec zostają potem w parafiach, diecezjach, bo tam, na miejscu, wiedzą najlepiej, jak i gdzie pomoc jest najbardziej potrzebna czy wręcz konieczna.

Świece towarzyszą od wieków modlitwie, skupieniu, ale Caritas nadała im nowy wymiar – pomocy charytatywnej…

– Świeca przede wszystkim przypomina nam płomień – ogień, ogień miłości, który w ciemności wskazując drogę, wyprowadza nas do światła. Ta świeca przypomina nam także światło Chrystusa Zmartwychwstałego, a w tym konkretnym wypadku Chrystusa, który przychodzi do nas poprzez Betlejem, przyjmując ludzką naturę, stając się jednym z nas. Ten płomień ma zatem bardzo głębokie religijne znaczenie. Ten płomień, ta świeca ogrzewa, daje pewność, poczucie bezpieczeństwa, a więc kryje w sobie bardzo głęboką symbolikę. Dlatego jako symbol wybraliśmy tę świecę, bo jest ona również zapisana w naszej polskiej tradycji, również tradycji wigilijnej. Zasiadając do wieczerzy, przy stole zostawiamy puste miejsce dla zbłąkanego wędrowca, a ten płomień, jaki bije od tej świecy, zaprasza, aby wszedł on pod nasz dach, zasiadł z nami do stołu i razem z nami spożył wigilię. W ten szczególny wieczór w roku, nawet jeśli nikt z potrzebujących nie zapuka do naszych drzwi, to stawiając zapaloną świecę Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom na pustym talerzu warto uświadomić sobie, że nabywając tę świecę, pomogłem komuś. Konkretnie pomogłem komuś: dzieciom w trudnej sytuacji, czy to w Polsce, czy to w Syrii. Ważna jest świadomość, że spełniam uczynek miłosierdzia wobec drugiego człowieka, tego najsłabszego, jakim jest dziecko.  

To już 23. edycja „Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom”. Trudno byłoby wyobrazić sobie to dzieło bez ludzi. Co inspiruje młodych ludzi, aby pomagali innym?

– Oczywiście za tym dziełem stoją bardzo konkretni ludzie, bardzo wielu ludzi. Człowiek ze swej natury jest dobry, jest otwarty i chce pomagać drugiemu, co więcej, czerpie z tego dużo satysfakcji, wewnętrzną radość serca. To nie banał, ale prawda, że więcej jest radości w dawaniu aniżeli w braniu. I każdy, kto choć raz podał dłoń drugiemu człowiekowi w potrzebie, to potwierdzi. W każdym człowieku drzemie dobro, a Boże Narodzenie jest szczególnym czasem, kiedy człowiek pragnie się dzielić dobrem z innymi. Prezenty też są symbolem szacunku, miłości wyrażanej tym gestem wobec drugiej osoby. Obdarowując, chcemy zrobić dla drugiego człowieka coś dobrego, sprawić mu radość. I za tym dobrem stoją ludzie, bardzo wielu ludzi. To są wolontariusze, to są pracownicy Caritas w parafiach, diecezjach, to są dziesiątki tysięcy ludzi, którzy stoją za Wigilijnym Dziełem Pomocy Dzieciom.

Jakie znaczenie ma to, że w tym roku „Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom” pobłogosławił Papież Franciszek...?

– Nie po raz pierwszy. Przypomnę, że w ubiegłym roku Ojciec Święty Franciszek podczas modlitwy „Anioł Pański” w Watykanie na oczach całego świata zapalił świecę Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Zresztą Papież Franciszek błogosławi wszystkie dzieła charytatywne, które służą pomocy drugiemu człowiekowi. Tym samym uwrażliwia nas na drugiego człowieka, na jego potrzeby. Ludzie na całym świecie bardzo dobrze rozumieją Ojca Świętego i dlatego tak pozytywna jest ich reakcja na jego osobę. Papież w sposób bardzo bezpośredni, tylko sobie właściwy, zwraca nam uwagę, uwrażliwia nas, wskazując tych, którzy są w trudnej sytuacji, m.in. bezdomnych. To wsparcie jest bardzo istotne także dla Caritas, bo sam Następca Chrystusa wspiera nas duchowo w tym naszym dziele.   

Akcja ma także charakter ekumeniczny…

– To jest, jak pan zauważył, także dzieło ekumeniczne. Ubóstwo nie ma barw narodowych czy religijnych, ono dotyczy ludzi. Caritas Polska, prawosławna Eleos i Diakonie Kościołów ewangelicko-augsburskiego i ewangelicko-reformowanego to trzy organizacje charytatywne. Jednak jak weźmiemy trzy świece, zapalimy i złączymy je razem, to ujrzymy, że płonie jeden płomień. Jest jedno światło Miłości. I tu nie było żadnego problemu, przeciwnie, zarówno Kościół prawosławny jak i ewangelicko-augsburski i ewangelicko-reformowany zgodziły się i bardzo chętnie podejmują wraz z Caritas misję dzielenia się miłością w ramach Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Ale nie jest to jedyne dzieło, jakie wspólnie prowadzimy. Atmosfera między nami jest przyjacielska. Jesteśmy przyjaciółmi, bardzo dobrze się rozumiemy. Stąd każdego roku, rozpoczynając akcję, robimy to w innym miejscu, chcąc tym samym pokazać, że wiele nas łączy. Oczywiście możemy się różnić, ale łączy nas wiara w Pana Boga i miłość względem bliźniego.  

Ile świec Caritas zamierza rozprowadzić w tym roku i na jaki cel zostaną przeznaczone zebrane ofiary?

– Trudno to powiedzieć dzisiaj, na początku akcji. Zwykle jest to granica ok. trzech i pół miliona świec. Jak będzie w tym roku, trudno powiedzieć. O konkretnych liczbach rozprowadzonych świec będziemy mogli mówić dopiero po zakończeniu akcji. Przede wszystkim chodzi o pomoc dzieciom, zarówno o letni wypoczynek, a więc wakacyjne wyjazdy, w których każdego roku uczestniczy ok. 50 tysięcy dzieci. Ponadto jest to wspieranie świetlic przy parafiach, dochód będzie też przeznaczony na dożywianie, leczenie i rehabilitację, ale również pomoc edukacyjną. Każdego roku staramy się także wspomóc dzieci w krajach, gdzie trwają konflikty zbrojne, i w tym roku, jak wspomniałem już wcześniej, chcemy wesprzeć dzieci z pogrążonej w wojnie Syrii.

Akcja Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom przynajmniej do tej pory jakoś nie znajdowała większego wsparcia poza mediami katolickimi, w odróżnieniu od innych inicjatyw, często sztucznie pompowanych i nagłaśnianych, a mimo to bez zbędnego rozgłosu dzieło Caritas wciąż trwa…

– Trwa i się rozwija. Mamy swoje wypracowane metody. Działamy poprzez parafie, informując z ambon społeczeństwo o potrzebach. W Polsce jest miejsce dla różnych organizacji, które chcą wspierać innych, słabszych, chorych ludzi czy dzieci. I dobrze, że takie organizacje charytatywne są, bo wówczas możemy pomóc więcej, w szerszym wymiarze, możemy dotrzeć ze wsparciem do szerszego kręgu ludzi potrzebujących, którzy często nie afiszują się ze swoimi problemami. Nie chcemy się też konfrontować z innymi organizacjami. Każdy ma swój styl, każdy – choć może na inny sposób – pomaga i to jest najistotniejsze. Caritas jest organizacją charytatywną Konferencji Episkopatu Polski. Jeśli mamy dostęp do mediów, to z tego korzystamy, co więcej, dziękujemy wszystkim mediom, które pokazują to, co dobrego robimy dla innych. My, to znaczy ludzie, bo Parafialne Zespoły Caritas to są wolontariusze.

Jak duża to armia ludzi…?  

– W tej chwili mamy w Polsce ok. dwustu tysięcy wolontariuszy Caritas. To są Szkolne Koła Caritas, wspomniane Parafialne Zespoły Caritas, to jest – jak pan to określił – potężna armia ludzi, którzy poświęcają swój czas, swoje zdolnośc, a wszystko po to, żeby to dzieło funkcjonowało. Ale nie jest to tylko Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, bo działalność charytatywną prowadzimy przez cały rok. Zajmujemy się człowiekiem od poczęcia do naturalnej śmierci. Weźmy chociażby „okna życia”, Domy Samotnej Matki, Zakłady Pielęgnacyjno-Opiekuńcze, Domy Pomocy Społecznej, Warsztaty Terapii Zajęciowej, świetlice dla dzieci i osób starszych, czy wreszcie kuchnie i jadłodajnie Caritas, z których korzystają ubodzy i bezdomni nie tylko w zimie. Caritas to ludzie, bez których te dzieła duże i małe nie byłyby możliwe do realizowania. Caritas to młodzież szkolna, która formuje się, kształci się, uczy się być dla innych. I z tych młodych ludzi zaangażowanych charytatywnie kiedyś – mamy taką nadzieję – wyrosną wspaniali społecznicy, ludzie kultury, którzy sami wrażliwi, będą uwrażliwiać innych na potrzeby tych, którzy z różnych względów, często niezależnych od nich samych, znaleźli się w trudnej sytuacji, w potrzebie. Obok nikogo z nich nie wolno nam przechodzić obojętnie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki