Orla Straż w walce z terrorem
Wtorek, 29 listopada 2016 (18:58)Pomagają ofiarom okrutnej wojny na Bliskim Wschodzie.
Komandor podporucznik rezerwy Bartosz Rutkowski, mąż i ojciec dwojga dzieci. Bohater filmu „Ja tylko niosę pomoc” w reżyserii Mirosława Sokoła i Wojciecha Tory, który zdobył I nagrodę w kategorii reportaż filmowy na Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów w Warszawie. W ubiegłym roku, dokładnie 7 października, wstrząśnięty informacją, która pojawiła się w mediach prawie z tygodniowym opóźnieniem, o zamordowaniu, a wcześniej torturowaniu przez terrorystów 12-letniego chłopca niedaleko Aleppo w Syrii, wiedział, że nie może pozostać obojętny na tę sytuację i że chce pomagać ludziom w rejonach doświadczanych terroryzmem. Podjął decyzję o wypowiedzeniu stosunku służbowego i przejściu na emeryturę.
Po powrocie z pierwszego wyjazdu na Bliski Wschód, na który wyjechał jako reporter, pojawiła się myśl o założeniu fundacji. I udało się. „Orla Straż” działa od maja tego roku. Prężnie i bardzo skutecznie. W czasie 5-miesięcznej działalności udało się zebrać kwotę ponad 120 tys. złotych. Są to wpłaty od osób prywatnych. Akcję „Pomoc Ofiarom Terrorystów Islamskich” wspiera także firma Bonimed.
Pod koniec października były oficer powrócił z trzeciego wyjazdu do Kurdystanu. Tam niesie pomoc rodzinom żołnierzy chrześcijańskich i Peszmergów walczących z ISIS oraz jazydom. Udało się przekazać rzeczy i gotówkę o wartości 75 tys. złotych.
Dotrzeć z konkretną pomocą
– Podczas drugiego wyjazdu do Kurdystanu, w czerwcu, starałem się dotrzeć do wszystkich tych osób, u których wcześniej byłem jako reporter, z pomocą i konkretnym wsparciem finansowym. Chciałem uzyskać informacje, jakiego rodzaju pomoc jest im najbardziej potrzebna. Między wyjazdem czerwcowym a październikowym udało się przesłać niemalże 40 tys. zł, choć nie jest to proste, ponieważ Irak, jako strefa działań wojennych, jest objęty obostrzeniami finansowymi i nie można zrobić przelewu z konta bankowego – zaznacza.
Wyjazd czerwcowy, jak opowiada Bartosz Rutkowski, był oprócz przekazania pomocy wyjazdem organizacyjnym, ukierunkowanym na nawiązanie współpracy z ludźmi działającymi na miejscu. Udało się wówczas podpisać umowę z czterema fundacjami – chrześcijańskimi i jazydzkimi.
– Zawsze za cel stawiam sobie dotarcie z pomocą bezpośrednio do ludzi, którzy jej potrzebują. Teraz, w październiku, udało się zawieźć pomoc medyczną dla żołnierzy, ponieważ właśnie rozpoczęła się ofensywa sił irackich na Mosul. Sprzęt medyczny wart ok. 30 tys. zł dostarczyliśmy jednostkom chrześcijańskim i pomagającej im jednostce Peszmergów, którzy biorą udział w walkach. Skompletowaliśmy 30 apteczek oraz cztery plecaki ratownicze pozwalające na jednoczesne opatrywanie czterech rannych osób. Poza tym na dwa dni pojechaliśmy do jazydów, odwiedzając ludzi, którym pomogliśmy dotychczas, i zostawiając pieniądze na dalszą działalność. Odwiedziliśmy także i wsparliśmy sierociniec chrześcijański – opowiada.
Pomóc ofiarom i ich obrońcom
Zdaniem naszego rozmówcy, należy pomagać zarówno ofiarom terroryzmu, jak i tym, którzy ich bronią, czyli żołnierzom. – Często jest tak, że on od 6 czy 8 miesięcy nie dostaje żołdu, nie ma butów, jego rodzina nie może opłacić czynszu, nie ma co jeść – zwraca uwagę Bartosz Rutkowski.
Dzięki działaniom fundacji przeszkolono żołnierzy dwóch jednostek – instruktorów pomocy medycznej. Pozostawiono także materiały szkoleniowe, instrukcje w języku angielskim w postaci filmów wideo. Bo choć Amerykanie także ich kiedyś przeszkolili, to już nie zostawili ani jednej apteczki! – Przywieźliśmy ze sobą 100 kg sprzętu! Służby, które prześwietlały nas na lotnisku, oniemiały, widząc, co mamy ze sobą. Kamizelki kuloodporne, krótkofalówki, plecaki medyczne, apteczki pierwszej pomocy. Ale gdy powiedzieliśmy, że przyjechaliśmy, aby pomóc rodzinom i żołnierzom, którzy walczą z terroryzmem, to odprawa trwała 30 sekund! – mówi.
Jak informuje Rutkowski, większość terenów Autonomicznego Regionu Kurdystanu jest już wyzwolona, a teraz będzie rozminowywana. W chwili obecnej potrzebny jest system łączności ratowniczej, jakiej u nas używa np. pogotowie czy straż pożarna. – Niektórzy twierdzą, że gdy skończą się walki, to pomoc będzie już niepotrzebna. A to nie jest prawda. Bo ci żołnierze będą chronili ludzi także później.
Oczywiście fundacja wspiera także ofiary terroru, zwłaszcza kobiety i dzieci. – Wspieramy kobietę, jazydkę, która jako jedyna ze swojej rodziny została wykupiona z niewoli. Nie wie, co się dzieje z jej mężem, z dziećmi, ma wybitych 13 zębów. Wstawienie zębów to koszt 260 dolarów. Zbieraliśmy też pieniądze na operację dla chłopca, u którego konieczne było zastosowanie stomii. Trzeci miesiąc pomagamy rodzinie, w której dziewczynka ma genetyczne rozdzielanie naskórka. Ponadto nadchodzi kolejna zima, już trzecia, którą jazydzi spędzą w namiotach – opowiada Bartosz Rutkowski.
Wojna informacyjna
Mamy świadomość, że nie znamy całej prawdy o sytuacji terenów dotkniętych walką z terroryzmem. Mylone są pojęcia: mówi się o uchodźcach, nie zawsze odróżniając ich od emigrantów ekonomicznych; mianem żołnierza lub bojownika, czyli kogoś, kto walczy o sprawę, określa się terrorystów.
– Czy jest to właściwe określenie człowieka, który morduje i zakopuje dziecko w śniegu albo pali je w piekarniku? To nie jest człowiek, który walczy o sprawę, tylko człowiek, który świadomie sieje terror. Dlatego takie określenia są obraźliwe dla prawdziwych żołnierzy i dla ofiar terroru – stwierdza były oficer. – Gdy byłem na lotnisku w Berlinie, wracając z Iraku, na billboardzie wyświetlały się informacje m.in. o rozwodzie Angeliny Jolie, o piosenkarce lesbijce; dopiero jako czwartą wiadomość podano, że zginęły 232 osoby w Mosulu. Takie połączenie jest deprymujące! Co jest dla kogo istotne? – zastanawia się.
Warto też pamiętać, że to jest wojna informacyjna. – Kto przekaże odpowiednie informacje, tego będą wspierać odpowiednie rządy. Ponadto całe tzw. Państwo Islamskie potrzebne jest, jak sądzę, wielu siłom, aby móc być w tamtym regionie. I to zarówno graczom lokalnym, jak i ogólnoświatowym. W imię walki z terroryzmem robione są tam potężne interesy – zauważa Bartosz Rutkowski.
Monika M. Zając