Skończyć ze specjalnym traktowaniem komunistów
Wtorek, 29 listopada 2016 (03:00)Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk
Rząd pracuje nad ustawą dekomunizacyjną, której istotnym elementem ma być zmniejszenie emerytur byłym funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa. Jak ocenia Pan ten pomysł?
– Mogę odpowiedzieć jednym słowem: wreszcie! To powinno być oczywiście załatwione ponad ćwierć wieku temu, ale ponieważ przez długie lata rządzili w Polsce politycy uważający Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka za ludzi honoru, nie można było tego wówczas przeprowadzić, zwłaszcza że podczas rozmów przy Okrągłym Stole zapewniono ludziom poprzedniej władzy bezpieczeństwo socjalne i gładkie wejście w nową rzeczywistość. W ten sposób budowano III Rzeczpospolitą na kiepskich fundamentach moralnych i politycznych.
Służba Bezpieczeństwa to nie tylko działania przeciwko opozycji politycznej, ale też wojna wywiadów w polityce międzynarodowej. Co z tymi funkcjonariuszami, którzy nie zajmowali się sprawami krajowymi?
– Od dawna twierdzę, że należy rozliczyć wszystkich funkcjonariuszy zbrodniczego systemu komunistycznego, bez względu na to, na jakich frontach walczyli przeciw opozycji, starając się utrzymać pełną podległość Polski Moskwie. Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie już kilka lat temu apelowało do Sejmu RP, aby obniżką rent i emerytur objąć nie tylko esbeków, ale także funkcjonariuszy informacyjnych służb wojskowych.
Zmniejszenie rent i emerytur sprawi, że osoby, którym zamordowano bliskich albo wówczas więziono, będą miały poczucie sprawiedliwości? Pomysł z obniżeniem uposażeń nie jest tylko pustym argumentem?
– To bardzo ważny element w zakresie polityki historycznej, a także w dziedzinie wymierzania sprawiedliwości dziejowej. Nikt nie zwróci już nikomu życia, zdrowia, lat spędzonych w więzieniu czy przerwanej kariery naukowej, ale ważna jest satysfakcja, że wreszcie nazywa się po imieniu bohaterstwo i zdradę.
W Polsce ciągle funkcjonuje grupa uprzywilejowanych dygnitarzy komunistycznych. To byli posłowie okresu PRL, którzy w majestacie prawa mogą m.in. otrzymywać zapomogi z budżetu Sejmu. Kukiz’15 próbuje odebrać im ten przywilej od początku kadencji Sejmu, lecz opór pozostałych partii jest zbyt duży. Jak widzi Pan ten problem? Byli posłowie PRL zasługują na szczególne traktowanie?
– Nikt, kto w jakikolwiek sposób przykładał rękę do utrwalania komunistycznego reżimu w epoce PRL, nie zasługuje na specjalne traktowanie. Jeżeli ktoś godził się w tamtych czasach zostać posłem, ministrem czy innym dygnitarzem, to znaczy, iż był człowiekiem zaprzedanym ekipie zniewalającej Polskę w imię imperialnych interesów Kremla. Uczciwi ludzie trzymali się wtedy z dala od polityki, rezygnując z przywilejów, jakie dawało uczestnictwo w życiu politycznym.
Zmniejszając byłym funkcjonariuszom emerytury i renty, Skarb Państwa zaoszczędzi 500 mln zł. To mocno podkreśla strona rządowa. W chwili gdy inne grupy uprzywilejowane i umocowane w PRL istnieją, wierzy Pan w dobre intencje rządu, czyli w „przywracania sprawiedliwości”? A może to polityka rozdawnictwa wymusza oszczędności?
– Wierzę w to, że rząd Beaty Szydło działa ze szlachetnych pobudek i stara się odrobić wieloletnie zaległości w tej i w innych sferach życia publicznego. Mam też nadzieję, że pieniądze zaoszczędzone na obniżeniu emerytur i rent byłym funkcjonariuszom aparatu represji PRL trafią do tych ludzi, których oni przez ponad pół wieku prześladowali, czyli do działaczy opozycji antykomunistycznej.