Wkrótce poznamy oddział „Bartka”?
Sobota, 26 listopada 2016 (21:02)Wierzę, że już w 2017 r. będziemy mogli ujawnić pierwsze nazwiska żołnierzy NSZ ze zgrupowania Henryka Flamego „Bartka”, odnalezionych podczas prac poszukiwawczych w pobliżu Starego Grodkowa – poinformował prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN.
Wiceprezes IPN spotkał się dzisiaj w Węgierskiej Górce na Żywiecczyźnie z członkami rodzin żołnierzy „Bartka”. Przyszło kilkadziesiąt osób. Jednym z celów spotkania było pobranie materiału genetycznego do badań porównawczych.
– Liczymy, że zabezpieczymy materiał genetyczny niezbędny do identyfikacji osób, których szczątki znaleźliśmy w Starym Grodkowie. […] Nie mam wątpliwości, że to nasi bohaterowie. Chodzi jednak o to, aby mówić o konkretnych imionach i nazwiskach. Wierzę, że proces identyfikacji nie potrwa długo i już w przyszłym roku będziemy mogli ujawnić pierwsze nazwiska – powiedział prof. Szwagrzyk.
Wiceprezes IPN podkreślił, że bliscy żołnierzy Henryka Flamego „od kilkudziesięciu lat oczekują na podstawową informację, gdzie spoczywają ich najbliżsi”.
– Celem naszego przyjazdu jest także złożenie im raportu, co robi państwo polskie, by tę zbrodnię komunistyczną sprzed lat rozliczyć – dodał.
Mówił, że badaniom porównawczym poddane zostaną nie tylko szczątki znalezione w Starym Grodkowie, ale również w posiadłości Scharfenberg [dziś Dworzysko – PAP].
– To ok. 30 osób. Mamy uzasadnione podejrzenie, że także tam likwidowano żołnierzy „Bartka” – powiedział.
Wiceszef Instytutu zaznaczył, że w przyszłym roku pracownicy IPN zamierzają sprawdzić też inne miejsca, w których mogą spoczywać żołnierze NSZ, m.in. w Bielsku-Białej i Cieszynie. Przypomniał, że po nowelizacji ustawy o IPN powstało Biuro Poszukiwań i Identyfikacji.
– Już nie kilka osób pracuje nad poszukiwaniem i identyfikacją, ale kilkadziesiąt. To pozwoli na realizację planów poszukiwań w kilku miejscach jednocześnie, także tych mniej znanych – podkreślił.
W spotkaniu uczestniczyła m.in. Genowefa Madejczyk „Jodła”, która jest jedną z ostatnich żyjących podkomendnych „Bartka”. Służyła jako łączniczka.
– Opiekowałam się też rannymi. Wielu moich znajomych służyło w oddziale „Bartka”. Młodzi mieli werwę. Chcieli walczyć o wolność i jak mogli, to walczyli. Byli patriotami. To dla nas ważne, że teraz ich odnajdujemy – powiedziała.
Materiał genetyczny przekazała Cecylia Białożyt, siostra żołnierza NSZ Franciszka Koniora „Rekina”. „Był pod Baranią Górą, a czy potem został wywieziony do Starego Grodkowa, czy zginął tu? Tego nie wiem. […] Brata ostatni raz widziałam pod koniec lipca 1946 r., jak odchodził z kolegą do lasu. Do dziś to widzę, gdy las ich »zakrył«” – powiedziała. Dziś wierzy, że uda się go odnaleźć i pochować w rodzinnej ziemi.
W partyzantce byli dwaj bracia dziadka Piotra Drobnego. To Karol Maślanka „Tygrys” i jego brat Józef ps. „Borsuk”.
– Obiecałem dziadziusiowi, że jeśli się uda, to będę drążył temat i zrobię wszystko, by ich odnaleziono. Chcę oddać materiał genetyczny, by pomóc w tym. Także mój dziadziuś jest na to gotów – powiedział.
Szczątki żołnierzy NSZ wiosną br. odnalazł w Starym Grodkowie zespół prof. Krzysztofa Szwagrzyka, który prowadził czynności w ramach programu poszukiwań ofiar terroru komunistycznego.
– Z uwagi na odnalezione wcześniej przedmioty w postaci odznak wojskowych oraz ryngrafów, jak i wcześniejsze ustalenia […] zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż są to szczątki żołnierzy oddziału NSZ ze zgrupowania „Bartka” – podkreśliła rzecznik IPN z Katowic Monika Kobylańska.
Henryk Flame ps. „Bartek” urodził się w 1918 r. w Frysztacie na Zaolziu, skąd jego rodzice przybyli do Czechowic koło Bielska i Białej. Przed wojną wstąpił do podoficerskiej szkoły lotnictwa dla małoletnich, którą ukończył w 1939 r. w stopniu kaprala. Walczył w kampanii wrześniowej. Został zestrzelony nad Warszawą. 17 września został zestrzelony przez Sowietów, którzy wkroczyli na wschodnie ziemie Polski. Zdołał dotrzeć na Węgry, gdzie został internowany.
W 1940 r. wrócił w rodzinne strony. Zaangażował się w konspirację. Jego organizacja współpracowała z AK. W październiku 1944 r. Flame został zaprzysiężony w NSZ. W 1945 r. po wkroczeniu Armii Czerwonej ujawnił się wraz z oddziałem i wstąpił wraz z podkomendnymi do milicji. Realizował w niej rozkazy dowództwa NSZ i gromadził broń. Zagrożony aresztowaniem wiosną 1945 r. schronił się w lesie. Jego liczący kilkuset żołnierzy i podobną liczbę współpracowników oddział stoczył wiele walk z UB i KBW.
Od lipca 1946 r. w oddziale działali agenci bezpieki, którzy we wrześniu zorganizowali fikcyjny przerzut części zgrupowania na Zachód. Według ustaleń IPN żołnierzy „Bartka” przewieziono na Opolszczyznę w trzech transportach. Badacze podają różne liczby żołnierzy, którzy zostali wówczas zamordowani przez UB: od 90 osób, przez ok. 150, po 200. Liczbę tę będzie można zweryfikować, gdy uda się odnaleźć miejsca pogrzebania szczątków wszystkich partyzantów, ekshumować je i policzyć.
Gdy agenci bezpieki organizowali fikcyjny przerzut oddziału na Zachód, Flame zlecił nadzór nad operacją swemu zastępcy Janowi Przewoźnikowi „Rysiowi”, który został zamordowany przez funkcjonariuszy UBP 7 września 1946 r. „Bartek” przeszedł w tym czasie operację nogi – miał ranę postrzałową. Wobec braku kontaktu z „Rysiem” zdołał zbiec śledzącym go ubekom i wrócił w góry.
Po ogłoszeniu amnestii Henryk Flame ujawnił się w marcu 1947 r. w Bielsku. 1 grudnia 1947 r. został skrytobójczo zastrzelony przez milicjanta w Zabrzegu koło Czechowic-Dziedzic.
RS, PAP